Krzyżówka po polsku. Kto agentem, a kto jest bohaterem?

radiokielce.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Krzyżówka po polsku. Kto agentem, a kto jest bohaterem?


Źródło: Radio Kielce

Dwaj agenci chcieli doprowadzić do likwidacji bohaterów. Pisarz wychwalał za to człowieka o niewielkich zasługach, a mianem agenta określił bogu ducha winnego oficera AK. Generalnie sytuacja jest poplątana jak w najlepszym filmie szpiegowskim. Sprawa potocznie zwana: „odprawą w młynie Cioka” jest kolejnym tematem magazynu śledczego Radia Kielce.

Od wydarzeń minęły dziesiątki lat, a temat przez historyków jest skrzętnie pomijany. Dlaczego? Za sprawą jednego ze znanych pisarzy „ulepiono” fałszywą legendę, a wiele faktów skrzętnie ukryto. Odkrywamy kolejne hasła tej krzyżówki.


Potrzebne spotkanie. Komu?

Nie jest tajemnicą, iż w lipcu 1943 roku wzrósł konflikt pomiędzy Janem Piwnikiem „Ponurym” (szef Kierownictwa Dywersji w Okręgu Kielce AK oraz jednocześnie dowódca Zgrupowań Partyzanckich), a komendą Okręgu Kielce AK. Sprawa wykracza poza nasze opracowanie, ale jej podłożem była różna wizja prowadzenia działań. Komenda oczekiwała, iż „Ponury” zajmie się działaniem Kedywu w całym okręgu, a on sam chciał przede wszystkim dowodzić oddziałem partyzanckim. Jest to oczywiście olbrzymie uproszczenie.

Piwnik próbował wybrnąć z sytuacji, kierując 8 sierpnia dwóch swoich oficerów (Hipolit Albiński „Krogulec” i Marian Dziubiński „Maria”) do zarządzania sprawami Kierownictwa Dywersji. Na rozwiązanie takie nie zgodził się jednak Komendant Okręgu AK. Ostatecznie „Ponury” sam zameldował się 9 sierpnia w cegielni Henryka Rzeszowskiego w Kolonii Bzinek w Skarżysku-Kamiennej. Miejsce to stanowiło odtąd jego konspiracyjną kwaterę i jednocześnie centrum zarządzania działaniami Kedywu.

Piwnik zdawał sobie jednak sprawę, iż w narastającym konflikcie ma mało atutów. Szukając wsparcia, pojechał do Warszawy, gdzie prowadził rozmowy na temat funkcjonowania podległych sobie oddziałów. Być może wtedy padła propozycja, aby szef Kedywu Komendy Głównej AK odwiedził świętokrzyskie?

Grudzień 1943. Jan Piwnik „Ponury” z pistoletem ofiarowanym przez Stefana Nawrockiego./ Fot. ppor. cz. w. Feliks Konderko „Jerzy” – ze zbiorów Mariusza Baran-Barańskiego

Kiedy przyjechał Fieldorf?

Kwestia ta jest skrzętnie przez większość autorów pomijana, a jest niezmiernie ciekawa. Pułkownik Emil Fieldorf „Nil” – szef Kedywu Komendy Głównej AK przyjechał do Skarżyska-Kamiennej 6 października 1943 roku porannym pociągiem.

Niektóre materiały podają, iż miał go odebrać na dworcu porucznik Hipolit Krogulec „Albiński”, który nie stawił się jednak na miejscu. Wydaje się, iż jest to kolejne oszczerstwo rzucane na tego oficera. Niestety czarną legendę zaczął przyszywać mu niemiecki agent znany pod kryptonimem „Garibaldi”, a powielił bez sprawdzania faktów Cezary Chlebowski.

Hipolit Krogulec „Albiński” był jednym z oficerów, o którym można powiedzieć, iż był twórcą struktur dywersji w Okręgu Kielce AK. W omawianym przez nas czasie nie pełnił jednak żadnej funkcji w Kedywie, a to Kierownictwo Dywersji organizowało wizytę Fieldorfa. Dlaczego tak sądzimy?

Gdy pułkownik „Nil” nie został przez nikogo odebrany na stacji, udał się do cegielni Rzeszowskiego. Wiedział, iż znajduje się tam skrzynka kontaktowa i konspiracyjna kwatera „Ponurego”. Gdyby wizyta była organizowana przez Komendanta Okręgu to Fieldorf prawdopodobnie otrzymałby rezerwowy kontakt na którąś ze skrzynek komendy okręgu.

Na zdjęciu Emil Fieldorf „Nil”. / Źródło: NAC

Pułkownik śpi w sianie

Gdy Fieldorf „złapał adekwatny trop” był już prowadzony przez konspiratorów. Siostra Rzeszowskiego, Żabińska skierowała go do mieszkania Wiktorii Koci, która pod pseudonimem „Winia” była od długiego czasu kierowniczką łączności Kedywu na szczeblu okręgu. „Nil” został podjęty śniadaniem, a o jego pobycie „Winia” powiadomiła Zbigniewa Zatorskiego „Zatora”, który był w tym czasie łącznikiem.

Ten ubrany w mundur kolejarza, razem z nieznanym nam konspiratorem (także w kolejarskim mundurze) dostarczył rowery. Eskortują „Nila” do młyna Cioka, gdzie oczekuje od dwóch dni Zbigniew Lange „Bór” – żołnierz z oddziału „Ponurego”. Na miejsce docierają około południa.

Na zdjęciu Wiktoria Kocia „Winia”. /Źródło: akokregkielce.pl

Młyn Władysława Cioka (na mapie przedstawiamy jego dokładną lokalizację) znajdował się nad rzeką Kamienną, pomiędzy osiedlem Bór a wsią Wołów. Większość osób myśli, iż był zbudowany przy źródełku, ale to błąd. Młyn stał w odnodze głównego nurtu, ale już po południowej stronie rzeki. Nad głównym nurtem Kamiennej znajdował się mostek, który łączył zabudowania z północnym brzegiem rzeki. Młyn już wtedy był zniszczony przez powódź. Paradoksalnie jednak właśnie fakt, iż był nieczynny, sprawiało, iż odwiedzało go kilka osób. Miejsce było wyśmienite na konspiracyjne spotkania.

Oczekiwanie „Bora” przez kilka dni jest kolejnym potwierdzeniem, iż termin wizyty Fieldorfa nie był dokładnie znany, więc „Albiński” nie mógł wiedzieć, iż ma odebrać pułkownika na dworcu.

Zbigniew Lange nocował w kopce siana niedaleko od młyna, mając stały kontakt z synem młynarza, Tadeuszem Ciokiem, który pod pseudonimem „Walek” był żołnierzem AK (po wydarzeniach pozostał w partyzantce z przydziałem do 3. plutonu w Zgrupowaniu Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurta”).

Wraz z nastaniem zmroku w tej samej kopce siana, w której spał dotychczas „Bór” ulokowali się obaj żołnierze szeregowy i pułkownik. Ustalono, iż pierwszy położy się spać gość, który o północy zmieni pilnującego „Bora”.


Gdzie jest „Ponury”?

W pierwszych dniach października 1943 roku Zgrupowania „Ponurego” przebywają w lasach samsonowskich, kwaterując w okolicy gajówki Rosochy. Po przeprowadzeniu kilku akcji zgrupowania mają rozejść się w swoje tereny.

5 października „Ponury” wraz z drużyną ochrony oraz Zgrupowaniem „Nurta” maszeruje do lasów osieczyńskich. Tam zostaje na noc (5/6 października), a Zgrupowanie „Nurta” odchodzi w kierunku Wykusu.

Kolejnego dnia (6 października) „Ponury” ze swoimi żołnierzami rusza w kierunku Skarżyska-Kamiennej. Do przejścia do młyna Władysława Cioka mają w linii prostej 5 kilometrów. Prawdopodobnie w drogę ruszają wieczorem.

Część dowództwa Zgrupowań – Osieczno, sierpień 1943 r. – stoją od lewej: plut. Jan Dąbrowski „Listek” – ordynans „Ponurego”, por. cc. „Nurt” – zastępca „Ponurego”, ppor. cc. Rafał Andrzej Niedzielski „Rafał Mocny” – d-ca plutonu 1. w zgrupowaniu nr 2, komendant – por. cc. „Ponury”, ppor. St. Pałac „Mariański” – d-ca Zgrupowania nr 3, ppor. Władysław Czerwonka „Czerwony Jurek” – d-ca oddziału w Zgrupowaniu nr 3, ppor. Euzebiusz Domoradzki „Grot”, ppor. J. Wojnowski „Motor” – d-ca plutonu saperskiego. W dolnym rzędzie siedzą od lewej: por. Witold Waligórski „Witek” – oficer wywiadowczy, por. cc. Jan Rogowski „Czarka”, Albin Hop „Stefanowski” – d-ca plutonu ochronnego, ppor. Leszek Popiel de Choszczak „Antoniewicz” – adiutant Zgrupowań. / Fot. ppor. cz. w. Feliks Konderko „Jerzy” – ze zbiorów Mariusza Baran-Barańskiego

Północ godzina duchów

Jak podaje Zbigniew Lange „Bór”, który jak pamiętamy, był już w młynie, Jan Piwnik wraz z drużyną ochrony dociera na miejsce około północy (6/7 października). Spotkanie to tak opisał „Bór”:

„-Strzeliłem kopytami do meldunku. Nie zwracając na mnie uwagi, „Ponury” pręży się i melduje przełożonemu. Nigdy przedtem i nigdy potem nie widziałem „Ponurego” meldującego się komukolwiek! Pojąłem, iż cywil jest piekielnie istotną figurą!”

Oczywiście razem z „Ponurym” była jego drużyna ochrony, która wystawiła posterunki ubezpieczające. Wszyscy przenieśli się do młyna, gdzie prawdopodobnie przespano resztę nocy. Rano przygotowano śniadanie z żywności, którą dostarczył „Bór” ze sklepu Stanisława Sękowskiego z Kolonii Robotniczej.

Na zdjęciu Zbigniew Lange „Bór”. / Źródło; akokregkielce.pl

Jeden agent mówi drugiemu agentowi

Przechodzimy do kluczowego opisu wydarzeń, które zawierają skrzętnie pomijane fakty.

Około godziny 8.30 (podawane są i inne godziny) w młynie Cioka pojawia się Jerzy Wojnowski „Motor”, łącznik „Ponurego”, ale jednocześnie agent Gestapo. Przyjeżdża w towarzystwie Ludwika Starosza (także łącznik) i dostarcza pieniądze wraz z pocztą. Obaj mężczyźni dotarli do młyna pieszo, a czarnego mercedesa którym poruszał się „Motor” zostawili w wiosce. Obaj w młynie przebywali, krótko, ale nie to miało największe znaczenie.

Na zdjęciu Jerzy Wojnowski „Motor”. / Fragment większego zdjęcia którego autorem jest ppor. cz. w. Feliks Konderko „Jerzy” – ze zbiorów Mariusza Baran-Barańskiego

Jak „Motor” dowiedział o miejscu pobytu „Ponurego”?

Prawdopodobnie wieczorem poprzedniego dnia „Motor” „przypadkowo” spotkał się w Skarżysku z Henrykiem Sobolewskim pseudonim „Chwat”. Ten człowiek był wcześniej jednym z filarów wywiadu przemysłowego w Skarżysku, ale w początku 1943 roku został przekazany do dyspozycji dowództwa Okręgu Kielce, które ulokowało się w mieście. Ostatecznie wszedł w skład kilkuosobowego zespołu chroniącego tajny lokal archiwum kancelarii. Niestety „Chwat” był już w tym czasie agentem Gestapo – ale tą sprawą zajmiemy się dokładnie w kolejnych odcinkach.

To „Chwat” poinformował „Motora”, iż w młynie przebywa istotny gość i około godz. 13.30 odbędzie się tam odprawa z udziałem kierownictwa Okręgu Kielce AK.

Skąd wiedział o tym „Chwat”?

Nie mamy pewności, ale prawdopodobnie 6 października komendant okręgu powiadomiony o przybyciu ważnego gościa z Warszawy zarządził termin odprawy w młynie Cioka na godzinę 13-14. O wszystkim poinformowany został „Chwat”, który wiedząc tylko, iż podczas odprawy będą „ważne figury” został zobowiązany do zapewnienia uzbrojonej obstawy. Wieczorem tego samego dnia informację przekazał „Motorowi”. Czy zdrajca jeszcze 6 października poinformował o tym Niemców? Może zrobił to dopiero po porannej wizycie w młynie?

Na zdjęciu Henryk Sobolewski pseudonim „Chwat”. / Źródło: akokregkielce.pl

Odprawa w krzywym zwierciadle Chlebowskiego

Wszystko wskazuje, iż początkowo odprawa miała odbyć się około godziny 13-14. prawdopodobnie 7 października zapadła decyzja, iż odbędzie się wcześniej. Materiały różnie podają ten czas, ale ostatecznie odbyła się ona około godziny 10-11. O tej zmianie nie wiedzieli „Chwat”, ani „Motor”.

Przejdźmy teraz do samej odprawy i na początek jedno wyjaśnienie. Wiele osób poniższy opis będzie porównywało z opisem przedstawionym w książce Cezarego Chlebowskiego „Pozdrówcie Góry świętokrzyskie”. Przy pełnym szacunku dla autora reportażu, opisał on wizję przedstawioną przez inżyniera Kazimierza Czerniewskiego „Korebko”, który na tej odprawie nie był, ale podał wielką ilość kłamstw na temat jej przebiegu, wysławiając za to swoją osobę.

Kto brał udział w odprawie? Co do tego mamy kilka różniących się wersji. Przyjmujemy, iż na odprawie obecni byli: szef „Kedywu” Komendy Głównej AK płk. August Fieldorf „Nil”, komendant Okręgu Kielce AK płk. Stanisław Dworzak „Daniel”, szef sztabu Komendy Okręgu płk. Jan Stenzel „Rawicz” (co do jego udziału istnieją wątpliwości), szef okręgowego „Kedywu” por. Jan Piwnik „Ponury” wraz z adiutantem – ppor. Leszkiem Popielem de Choszczak „Antoniewiczem”. Podczas odprawy obecny był także Hipolit Krogulec „Albiński” zaproszony prawdopodobnie przez komendanta okręgu.

Głównym celem spotkania było uzdrowienie sytuacji na linii „Ponury” – Komenda Okręgu. Sprawa została załatwiona w ten sposób, iż „Ponury”, w obecności komendanta okręgu, poprosił „Nila” o zwolnienie go z funkcji szefa okręgowego Kedywu, a pozostawienie jedynie na funkcji dowódcy Zgrupowań Partyzanckich. Prośba została przyjęta. Nie wiemy, jakie jeszcze tematy były omawiane podczas odprawy.
Zakończyła się ona wcześniej, bowiem komendant okręgu i szef sztabu musieli odjechać do Skarżyska. To prawdopodobnie inne obowiązki oficerów sprawiły, iż przyspieszono czas odprawy.

Już po odjeździe oficerów omawiano sprawy oddziałów partyzanckich i działalności Kedywu. Omawiana była także kwestia konspiracyjnej produkcji pistoletów maszynowych i w tym przypadku uważamy, iż rozmowę prowadzono ze Stefanem Nawrockim, który był odpowiedzialny za nadzór nad produkcją broni w Suchedniowie. Nawrocki zaprezentował także swój pistolet maszynowy, który ofiarował „Ponuremu”.

Niestety Czerniewski „Korebko” i Chlebowski opisali, iż podczas narady broń ta uległa awarii i w sufit wystrzelony został cały magazynek. Historia ta jest całkowicie wyssana z palca. „Ponury” mając zaufanie do broni, nie rozstawał się z nią do końca swojego pobytu na Kielecczyźnie, co opisaliśmy już w jednym ze śledztw.

Na zdjęciu Kazimierz Czerniewski. / Źródło: zbiory własne Kazimierza Czerniewskiego

Niemiecki plan obławy

Niezależnie od tego kiedy, faktem jest, iż Jerzy Wojnowski „Motor” doniósł do Placówki Zewnętrznej Sipo i SD w Kielcach o tym, iż najważniejsi uczestnicy odprawy będą przebywali w młynie w czasie pory obiadowej, około godz. 13.30. Na ten moment przygotowano niemieckie uderzenie.

Jak wynika z raportu, który sporządził SS-Hauptsturmführer und Kriminalkommissar Karl Essig:

„w celu zlikwidowania sztabu [partyzanckiego], siły ze sztabu operacyjnego w Kielcach pod dowództwem kapitana żandarmerii [Wilfrieda] Santera i przy pomocy trzech zwiadowczych samochodów pancernych tutejszej O[ber]f[eld]k[ommandantury] rozpoczęły akcję”.

W dalszej części raportu sporządzonego przez Karla Essiga czytamy:

„należy założyć, iż zbliżające się wozy pancerne zostały zauważone przez postawionego dla bezpieczeństwa wartownika, ponieważ z wypowiedzi załogi wozu pancernego [wynikało, że] na terenie lasu oddano podobno strzał ostrzegawczy. Młyn natychmiast został otoczony przez wozy pancerne, ostrzelany z broni maszynowej i obrzucony granatami, ponieważ wozy zostały ostrzelane z domu z broni maszynowej i karabinów”.

Zwracamy uwagę na zapis „na terenie lasu oddano podobno strzał ostrzegawczy”. Z niemieckiego opisu niezbyt jasno wynika jeszcze jedna sprawa. Niemcy wprowadzili do walki nie tylko trzy samochody pancerne, ale też dziesiątki żołnierzy, którymi obstawili możliwe tereny wycofania.

Okolice młyna Cioka. / Źródło: akokregkielce.pl

Ostrzeżenie przyniosło pięciu ludzi

Niemcy nie wiedzą, iż ich przygotowania do akcji i zajmowanie stanowisk zostały kilka minut wcześniej zauważone przez żołnierzy AK.
Jak pamiętamy, „Chwat” miał zorganizować ludzi do ochrony narady. Mieli się oni stawić na miejscu mniej więcej na godzinę 13. Czasu było mało, ale udało mu się zebrać pięciu ludzi wywodzących się z konspiracji w Bliżynie. Byli to: Stanisław Karlikowski „Czarny”, Edward Paszkiel „Trawa”, Feliks Sobocha „Gawron”, Jan Gula „Dante” i Feliks Gula „Ryś”. Choć uzbrojeni byli jedynie w broń krótką to ich olbrzymim atutem była znajomość terenu. Zadaniem grupy było ubezpieczenie kompleksu lasu od strony Bliżyna, gdzie był silny posterunek i obsługa obozu.

Gdy konspiratorzy wchodzili do lasu, idąca z naprzeciwka kobieta ostrzegła ich, iż na drodze są Niemcy. Faktycznie żołnierze dostrzegli wolno jadący samochód, z którego co kilkanaście metrów wyskakiwał Niemiec.

Natychmiast pobiegli w kierunku młyna, który mieli ochraniać. Natknęli się na posterunek ubezpieczający i poinformowali o niebezpieczeństwie.

Nie przesądzamy o uratowaniu uczestników narady, ale niewątpliwie ten szczęśliwy zbieg okoliczności dał obecnym w budynku więcej czasu.

Na zdjęciu trzech żołnierzy z Placówki Bliżyn biorący udział w wydarzeniach w młynie Cioka. Na zdjęciu (od lewej): Jan Gula „Dante, R.Chrzanowski „Kos” (nie brał udziału w wydarzeniach), Stanisław Karlikowski „Czarny” i Feliks Gula „Ryś”. / Źródło: akokregkielce.pl

Ucieczka z młyna Cioka

Około godz. 14-tej w młynie pojawił się jeden z żołnierzy drużyny ochronnej, strzelec Tadeusz Lange „Szyling” i zameldował, iż nadciągają Niemcy. prawdopodobnie już w tym czasie drużyna ochrony strzelała do nadciągających Niemców. Niedługo później od strony lasu wyjechał samochód pancerny.

Uczestnicy narady razem z drużyną ochrony opuścili budynek. Jak podaje Lucjan Krogulec „Lutek”, autor książki „O każdy kamień i drzewo w lesie”, Jan Piwnik kierunek marszu i wyprowadzenie z niebezpiecznego terenu pozostawił do wyboru „Albińskiemu”. Żołnierze maszerują na północny-zachód, wzdłuż rzeki.

Niedługo po wymarszu na budynek młyna padają pociski z samochodu pancernego. To kres budowli. prawdopodobnie w tym czasie pada jeden z żołnierzy ochrony kpr. Andrzej Pasek „Jędrek”.

Potwierdza to kolejny fragment raportu SS-Hauptsturmführera Karla Essiga:

„Kilku bandytów uciekło przez Kamienną w kierunku północno-zachodnim, przy czym jeden z nich został ranny i później został przeze mnie zabity podczas przeczesywania terenu. Zwłoki zostały sfotografowane”.

Żołnierze AK biegną w kierunku wsi Wołów, a dokładnie na przysiółek Cyganów. Nie wiedzą, iż znajdują się tam Niemcy zajmujący stanowiska w zasadzce. Ostrzega ich córka Jarosińskiego, który jest właścicielem młyna w Wołowie. Nie wiemy, czy kobieta znalazła się tam przypadkowo, czy też słysząc strzały, celowo wyszła im naprzeciw. Jedno jest pewne, dzięki szczęściu i pomocy żołnierzy z Bliżyna i cywilów udaje się „Ponuremu” wymknąć z niemieckiej obławy.

Na zdjęciu Andrzej Pasek „Jędrek”. Zdjęcie wykonano prawdopodobnie w 1943 roku. Źródło zbiory E. Solarz

Epilog

Ostatecznie wszyscy żołnierze docierają, prowadzeni przez por. Hipolita Krogulca „Albińskiego”, na Wykus, gdzie przebywa Zgrupowanie Eugeniusza Kaszyńskiego. To tam Krogulec stanął do raportu przed pułkownikiem Fieldorfem, prosząc o przeniesienie do Warszawy. „Nil” zgodził się na to. Niestety Cezary Chlebowski opisał tego żołnierza jako zdrajcę.

Następnego dnia „Nil” bezpiecznie wrócił do Warszawy. „Ponury” odszedł na kwaterę do cegielni. Nam pozostał jedynie pełen przeinaczeń opis zawarty w reportażu Cezarego Chlebowskiego.

Niniejszym tekstem staramy się uzupełnić lukę.

Hipolit Krogulec zdjęcie powojenne (lata 1945-47). / Źródło: akokregkielce.pl

Idź do oryginalnego materiału