KUMOR: Dyplomacja, jak sprzeczki przekupek

goniec.net 2 godzin temu
Światowa dyplomacja coraz bardziej zaczyna przypominać sprzeczki przekupek na krakowskim rynku. Zwłaszcza ta prowadzona przy pomocy X. jeżeli tak dalej pójdzie, premier Ontario Doug Ford i prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump uciekną się do rękoczynów. I może nie byłoby to takie złe. Może – jak w dawnych czasach – zamiast walczyć całymi armiami można by wystawić przywódców na pojedynek: dadzą sobie po razie i sprawa jakoś zostanie rozwiązana.
A tak na poważnie: retoryka dyplomacji prezydenta Trumpa eskalowała do takich poziomów, iż w zasadzie brakuje mu już odpowiednich słów i zwrotów. Bo jeżeli kilka razy straszy się Iran całkowitą anihilacją – w domyśle zbombardowaniem atomowym – to później nikt już takich gróźb serio nie bierze i nie bardzo jest je jak eskalować.
Właśnie jesteśmy świadkami takiej sytuacji. Mówi się o gospodarczym D-Day wobec Iranu. Stany Zjednoczone zagroziły wszystkim państwom, które pozwalają Iranowi dyszeć – a może choćby całkiem nieźle funkcjonować – całkowitym paraliżem i odmową udziału w dolarowym świecie.
Nie wiem, co oni tam biorą w Waszyngtonie, ale wygląda na to, iż wydaje im się, iż żyją jakieś dwadzieścia lat temu. Dolarowy świat gaśnie nam w oczach, a tego rodzaju operacja doprowadzi do przyspieszenia pęknięcia na dwa obozy, aktywizując pomysły walutowe i monetarne obecne w BRICS. Chiny będą musiały zorganizować nową walutę rezerwową swojej połowy świata. Przygotowują się do tego od dłuższego czasu, więc jakoś im to wyjdzie. Tym bardziej iż z całego Zachodu uszło już powietrze.
Potencjał produkcyjny Stanów Zjednoczonych i dowodzonej przez Niemcy Europy Zachodniej, jest za mały by prowadzić przeciągający się konflikt gospodarczy. Chiny wojnę wygrały dawno temu. Nam pozostaje jedynie przeprowadzenie kontrolowanego odwrotu na z góry upatrzone pozycje.
Dlatego Stanom Zjednoczonym wyszłoby na zdrowie mniej tromtadracji i więcej przemyślanych ruchów szachisty.
Elity Zachodu – zwłaszcza amerykańskie – są podzielone na dwa obozy i na tym również pogrywają sobie Chińczycy. Podzielone między tych, którzy chcą globalizować na modłę chińską czyli: 15-minutowe miasta, kontrola przemieszczania, cyfrowe anihilowanie niepokornych, nowa tożsamość człowieka i likwidacja państw narodowych, słowem zero wolności i całkowita kontrola stada. I tych, którzy uważają, iż liberalizm – zwłaszcza gospodarczy – to wartość, która prowadzi do rozwoju cywilizacji. Że nie da się osiągnąć wysokiego poziomu innowacyjności i wydajności pracy bez wolności.
Ta frakcja jest w odwrocie, bo liberalizm potrzebuje społeczeństwa w miarę wykształconego i zdroworozsądkowego. A mamy dzisiaj do czynienia z całymi tabunami zindoktrynowanych mas, w zetknięciu z którymi wariant chiński po prostu jest skuteczniejszy.
Kanady ogłosiła tymczasem wojnę z USA; w którą wepchnęli nas właśnie wspomniani globaliści globalistów którzy szczerze Trumpa nienawidzą.
Kanada miałaby wiele więcej szans w tym starciu, gdyby zamiast buńczucznych min uwolniła swoją gospodarkę, zmniejszyła radykalnie biurokrację uprościła podatki i prowadzenie biznesu etc. Słowem, dokonała tego, co wiadomo, iż działa, jest sprawdzone i skuteczne i co – nomen omen – obiecywał Carney.
Zamiast obiecywanych cięć mamy za to jest rozrost administracji. Mimo deklaracji, rząd Carney’a kontynuuje dociskanie gorsetu idiotycznych zasad Justina Trudeau, który to zapoczątkował naszą kanadyjską biedę.
Co jeszcze smutniejsze, po stronie prawicowej nie ma jasnego planu, i brakuje charyzmatycznego lidera. Liberałowie biją polityczną pianę na antyamerykanizmie podburzonych Kanadyjczyków i nie jest wcale wykluczone, iż wygrają następne wybory – co jeszcze bardziej pogrąży kraj. No ale w końcu, jak mówiła moja znajoma: życie to nie jest koncert życzeń i nikt nie obiecywał, iż dostaniemy w prezencie dobrobyt i błogi spokój. Tym bardziej, iż prócz narzekania, kilka robimy.
Andrzej Kumor
Idź do oryginalnego materiału