Stany Zjednoczone wielokrotnie od czasu zakończenia II wojny światowej interweniowały w krajach Ameryki Południowej i Środkowej. Zmieniały rządy i chroniły interesy amerykańskich korporacji. Podręcznikowym przykładem jest Gwatemala, gdzie sponsorowany przez Waszyngton zamach stanu z 1954 roku, obalił demokratycznie wybranego prezydenta Jacobo Árbenza Guzmána. Reforma rolna Guzmana dotknęła United Fruit Company (UFCO) – amerykańskiego giganta bananowego (późniejszą Chiquita), kontrolującego plantacje, kolej, porty i zwolnionego z podatków. W rezultacie zamachu reformy cofnięto, a ziemie zwrócono Amerykanom.
Interwencje zwykle miały formę tajnych operacji CIA, wsparcia zamachów stanu, lub pomocy militarnej w wojnach domowych, jak w przypadku contras w Nikaragui. Bezpośredniego zaangażowania wojskowego – jak w Panamie, gdzie amerykański korpus interwencyjny liczył 27 tys. – ludzi – nie było dużo.
Zazwyczaj też interesy ekonomiczne, lub geopolityczne uzasadniano koniecznością walki z wpływami komunistycznymi i obroną demokracji – jak na Grenadzie, Kubie czy Salwadorze. Ale także w Argentynie, Urugwaju, Boliwii.
W 2009 roku USA wsparły zamach w Hondurasie, gdzie demokratycznie wybrany Manuel Zelaya, zbliżył się do Wenezueli Hugo Cháveza. Wojsko porwało Zelayę i wywiozło do Kostaryki; Dokumenty wskazują, iż Pentagon miał kontakty z zamachowcami przed i po wydarzeniach. Po zamachu USA zwiększyły pomoc wojskową i finansową.
Co jest zatem nowego w przypadku Wenezueli? Otóż, chodzi o pokazowe zablokowanie wpływów chińskich na obszarze uznanym przez USA za własne podwórko; od Kolumbii po Grenlandię. Stany Zjednoczone pokazały, iż na tym terenie zwalczać będą ofertę ekonomiczną i wojskową ChRL. Problem tylko w tym, iż konkurencyjna oferta USA jest dzisiaj mniej atrakcyjna.
Klasyczny przykład zmiany rządów w mniejszych i średnich krajach polega na stworzeniu oferty korupcyjnej dla elity lub jej części i wykreowania sytuacji, w której suwerenna polityka będzie się jej mniej opłacała niż realizacja interesów obcych. Jest to typowa zasada kompradorska. Prawdopodobnie zastosowano ją także w Wenezueli, tłumacząc elicie wojskowo- administracyjnej, iż USA nie dążą do jej podmienienia, ale wypracowania porozumienia, za pomocą którego dostanie swoją działkę od sprzedaży ropy, co w obecnej sytuacji było utrudnione lub niemożliwe, ze względu na sankcje, blokady i zniszczenia znacjonalizowanej branży wydobywczej.
Podobnie Stany Zjednoczone dokonały transformacji ustrojowej w krajach bloku wschodniego właśnie na zasadzie oferty korupcyjnej dla elit politycznych, które z pariasów stawały się milionerami, dzięki operacji usankcjonowania przez Zachód wspólnej krajowo-zagranicznej grabieży gospodarki.
Jedynym krajem, gdzie tego rodzaju operacja nie może mieć miejsca jest Kuba. Obecne elity komunistyczne nie mogą się uwłaszczyć na tamtejszej gospodarce, czyli głównie sektorze turystycznym i produkcji rumu, bo w Miami grzeją już silniki motorówek, spadkobiercy właścicieli ziemskich wywłaszczonych przez Castro. Fidel znacjonalizował nie tylko interesy amerykańskie i latyfundia lokalnej elity, ale także warsztaty, sklepy, bary – całość gospodarki.
Jakakolwiek poprawa relacji Kuby z USA wymuszałaby uregulowanie tych kwestii, tym bardziej, iż Kubańczycy z Miami stanowią potężny i wpływowy elektorat, zdolny przeważać szalę wyborów prezydenckich. Głosują blokiem przy frekwencji rzędu 90 proc. Na Kubie nie da się więc przekupić miejscowych tamtejszym znacjonalizowanym majątkiem.
USA zaczęły porządkować swoją „bliską zagranicę” dając do zrozumienia, iż „kto nie z nami, ten przeciwko nam”, a chińska moc eksportowa i ekonomiczna będzie kontrowana przez lotniskowce.
Jaki wariant zostanie przyjęty na Grenlandii, o której niedawno mówił Trump? Być może kupi się tam wszystkich, oferując np. milion dolarów na osobę? Wymagałoby to wydatkowania jedynie 56 mld dol. USA, czyli 0,8 proc. budżetu federalnego.
A na przykład, całkowity koszt wojny w samym tylko Afganistanie to 2300 miliardów dolarów…
Ile „Grendlandczyków” odmówi 4 mln dol. na rodzinę?
Ciekawe, ile Polaków w Polsce, by odmówiło?
A więc, tak się właśnie rządzi, a cała reszta to po marksowsku mówiąc – „nadbudowa”.
Andrzej Kumor





