Polska historia utrwalana jest piórem, czcionką drukarską, pędzlem i batutą. Im silniej porusza serca i przemawia do narodowej wyobraźni, tym wspanialsze przybiera szaty w literaturze, malarstwie i muzyce.
Nasze dzieje aż nazbyt często naznaczone były cierpieniem, klęską i utratą, ale nie brak w nich również kart chwały, wielkich zwycięstw i chwil, w których Rzeczpospolita ukazywała swoją siłę i znaczenie. To właśnie te wydarzenia zasłużyły na hołd artystów i zachowanie ich w pamięci przyszłych pokoleń, aby świadectwo dawnej wielkości nie zaginęło wraz z upływem czasu.
Tytuł mojego tekstu wskazuje na dwa dokumenty, które łączy jedna wspólna idea, jeden cel i jedna przyczyna powstania: miały podnosić ducha narodu, który popadł w „niełaskę historii”.
Myślę tu o dziełach wielkiego twórcy pędzla, zrodzonego z ojca Czecha i niemieckiej matki, którego serce po brzegi wypełniała miłość do kraju, którego symbolem jest biały orzeł z koroną na głowie. Mówię tu o Janie Matejce, dla którego patria – ojczyzna nad Wisłą – stała się najwyższą miarą wartości człowieka, jego godności i obowiązku wobec narodu.
Tematowi temu poświęcił całe swoje życie, spędzone w Krakowie od urodzenia w 1838 roku do śmierci w 1893 roku, z wyjątkiem lat studiów i podróży artystycznych: w Monachium (1858–1859), Wiedniu (od 1860 roku), a później także wielokrotnie do Paryża, Pragi, Budapesztu, Włoch i Stambułu.
Niewielu spośród wielkich artystów stworzyło w swoim życiu tak wiele dowodów umiłowania Polski – swojej ojczyzny – jak Jan Matejko.
W szesnastu swoich obrazach utrwalił burzliwe dzieje kraju, z którym związał całe swoje życie i twórczość.
O dwóch z tych dzieł będzie mowa w poniższym tekście. Są to „Hołd pruski” oraz „Hołd ruski”.
Te dwie olbrzymie syntezy wydarzeń historycznych, będące świadectwem głębokiego patriotyzmu ich twórcy, należy osadzić w konkretnej sytuacji historycznej. Były to lata zaborów, po klęskach powstań: listopadowego (1830–1831) i styczniowego (1863–1864).
„Hołd pruski”
„Hołd pruski” przedstawia wydarzenie z 10 kwietnia 1525 roku, kiedy to Albrecht Hohenzollern, ostatni wielki mistrz zakonu krzyżackiego w Prusach, a następnie pierwszy książę Prus, złożył hołd lenny królowi Zygmuntowi I Staremu.
Albrecht był siostrzeńcem polskiego króla – jego matka, Zofia Jagiellonka, była siostrą Zygmunta I Starego.
Utwór ten został namalowany w 1882 roku. Przedstawia historyczne wydarzenie, które odbyło się na Rynku Głównym w Krakowie, w miejscu nazywanym wówczas „Na Hołdzie” – czyli tam, gdzie składano hołd. Odbył się on przed południową stroną Sukiennic, mniej więcej pomiędzy dzisiejszym wylotem ulicy Brackiej a Wieżą Ratuszową.
Matejko ukazał tę chwilę jako symbol potęgi dawnej Rzeczypospolitej: książę Prus klęczy przed polskim królem, składając mu hołd i uznając jego zwierzchność.
„Hołd pruski” jest prawdopodobnie wielu czytelnikom dobrze znany. Jest tak dlatego, iż obraz ten po II wojnie światowej był obecny w muzealnictwie, wiele o nim pisano, a przez dziesięciolecia polska pamięć historyczna chętnie eksponowała upokorzenie Hohenzollerna przed polskim królem.
Podkreślano, iż niemiecki przywódca klęczący przed polskim królem był symbolem wielkiego triumfu Rzeczypospolitej. Wyrażano radość, iż Niemcom się „noga pośliznęła”.
„Hołd ruski”
Drugim dziełem o podobnym ciężarze historycznym jest scena hołdu władców Moskwy złożonego polskiemu królowi Zygmuntowi III Wazie.
Matejko powracał do tego tematu dwukrotnie. Po raz pierwszy namalował go w 1872 roku, nadając obrazowi tytuł „Carowie Szujscy na sejmie warszawskim”. Co ciekawe, na odwrocie tego obrazu sam autor umieścił datę oraz swoje inicjały.
Widocznie jednak temat ten nie dawał mu spokoju, ponieważ po latach powrócił do niego ponownie. W 1892 roku, na krótko przed śmiercią, stworzył drugą, znacznie bardziej rozbudowaną wersję tej sceny, znaną jako „Hołd ruski”.
Do motywu Żółkiewskiego prowadzącego Szujskich przed Zygmunta III Matejko powracał zresztą przez całe życie, wykonując liczne szkice i studia związane z tym wydarzeniem.
A teraz zapraszam państwa na spotkanie oko w oko z tamtymi ludźmi, z tamtą atmosferą – i niech będzie to „lekcja historii” dla prawnuków tych, którzy byli wtedy jej świadkami.
Jest 29 października 1611 roku.
Plac Zamkowy w Warszawie. Husaria walcząca pod Kłuszynem, strojna w żupany i kontusze, pasy i wysokie buty, na głowach – szyszaki, na plecach – skrzydła z piórami.
Na ich czele hetman wielki koronny, dowódca wojsk Rzeczypospolitej, Stanisław Żółkiewski, który przyprowadza do Sali Senatorskiej Zamku Królewskiego w Warszawie i rzuca przed oblicze króla Zygmunta III Wazy trzech pojmanych pod Smoleńskiem rosyjskich jeńców: cara Wasyla IV Szujskiego, jego brata Dymitra Szujskiego, dowódcę wojsk moskiewskich, oraz drugiego carskiego brata – Iwana Szujskiego.
Wszyscy trzej kłaniają się głęboko królowi, a car Wasyl Szujski klęka, pochyla się i całuje ziemię przed obliczem króla. Jest to wyraz pokory, uległości i uznania swojej klęski wobec zwycięzców.
Gest ten symbolizuje upokorzenie pokonanego władcy i podporządkowanie się jego losowi. I to wszystko w obecności senatorów, dworu królewskiego oraz zgromadzonej szlachty, czyli reprezentantów wszystkich stanów ówczesnej Rzeczypospolitej.
Przenieśmy się w czasie i wsłuchajmy się w relację z tego wydarzenia. Co prawda nie została ona dokonana w formie stenogramu, ale opiera się na starym, pochodzącym z 1818 roku rękopisie zatytułowanym „Oddanie tryumfalne Wasilia Szuyskiego Cara Moskiewskiego i z bracią Jego Królewskiey Mości na seymie w Warszawie”.
Rękopis ten znajdował się w Bibliotece Czartoryskich i został wykorzystany jako podstawa publikacji w „Pamiętniku Lwowskim” w 1818 roku.
Oczy króla i całej Rzeczypospolitej zwrócone są na Żółkiewskiego, który właśnie 4 lipca 1610 roku rozbił armię moskiewską pod Kłuszynem, czym ułatwił 12 września 1610 roku wkroczenie wojsk polskich do Moskwy i doprowadził 27 lipca 1610 roku do detronizacji Wasyla IV Szujskiego.
Tak oto mogła brzmieć oracja Żółkiewskiego, tego pogromcy potężnych władców Rosji i księstwa moskiewskiego:
Miłościwi Panowie Bracia!
Bywało siła triumfów, bywało za przodków naszych siła zwycięstw, ale hospodara moskiewskiego tu stawić, głowę i rząd państwa jego przed Majestatem Króla Jegomości przyprowadzić – toć rzecz niepospolita!
Azaliż mało to, iż wojsko moskiewskie, tak mnogie i potężne, pod Kłuszynem przed garścią naszego rycerstwa legło? Azaliż mało to, iż Moskwa sama bramy swe przed chorągwiami Rzeczypospolitej otworzyć musiała?
Niechaj tedy sława tego czynu po wszytkim świecie idzie, iż polski oręż nie liczby się lęka, ni potęgi nieprzyjacielskiej, jeno męstwem a sercem zwycięża.
Oto dziś sam car moskiewski przed Królem Jegomością stoi! Niechże potomne wieki wiedzą, jako wielką jest sława Rzeczypospolitej, gdy jej rycerstwo ku obronie Ojczyzny miecz swój podniesie.
Bogu chwała za zwycięstwo, Królowi Jegomości za szczęśliwe panowanie, a rycerstwu naszemu – cześć i sława po wieczne czasy!
Te ostatnie słowa mojej wyimaginowanej przemowy wodza, który rzucił na kolana przed polskim narodem władców Moskwy, niech będą okazją do kilku słów zadumy nad losem obrazu, w którym mistrz Matejko zamknął syntezę polskiej, dramatycznej historii wzajemnych stosunków z państwem na wschodzie.
Przez długie lata można było odnieść wrażenie, iż jedynym obrazem Jana Matejki jest „Hołd pruski”, o którym mówiłem wyżej. O drugim – o „Hołdzie ruskim” – najlepiej było milczeć.
A może czas wreszcie przypomnieć, iż za tym obrazem stoi historia, o której powinniśmy głośno mówić?
Pora zdjąć z ust kłódkę. Pora mówić o tej historii, która przez lata była dla Polski „mniej wygodna”, bo mogła osłabić więź z naszym „bratem na wschodzie”. O upokorzeniu moskiewskiego władcy lepiej było milczeć.
Bo na obrazie Matejki „Hołd ruski” przed królem Zygmuntem III Wazą nie stoi jakiś pomniejszy książę. Stoi władca potężnej Moskwy – Wasyl IV Szujski – wraz ze swymi braćmi.
A przyprowadził go do Warszawy hetman – Polak – Stanisław Żółkiewski, zwycięzca Rosjan spod Kłuszyna.
Wtedy, 29 października 1611 roku, wydarzyło się coś, co choćby po czterech stuleciach brzmi niemal nieprawdopodobnie: car moskiewski znalazł się przed polskim królem jako jeniec!
A przecież Moskwa była potęgą.
I właśnie dlatego warto znać ten obraz. Warto pamiętać Kłuszyn.
Bo Kłuszyn mówi rzecz prostą, ale dla narodu niezwykle ważną:
Matejko woła do nas ponad pokoleniami: Rosja jest potężna – ale nie jest niezwyciężona!
Żółkiewski pokazał to czynem. Matejko – pędzlem.
I nie jest przypadkiem, iż Matejko powracał do tego wydarzenia, a późniejszy obraz, znany jako „Hołd ruski”, powstał w 1892 roku.
Wtedy przecież Polski jako państwa nie było już od prawie stu lat. I oto polski malarz pokazuje Polakom obraz, na którym potężny car moskiewski klęczy przed polskim królem.
Jan Matejko chciał powiedzieć swoim rodakom: „Patrzcie, Moskwa może być pokonana”?
Nie chcę wkładać mu w usta słów, których nie wypowiedział. Ale trudno nie dostrzec tej symboliki.
Matejko nie malował historii wyłącznie po to, aby pokazać, co się kiedyś wydarzyło. Jego obrazy miały przypominać Polakom, kim byli, co potrafili i jak wielka była niegdyś Rzeczpospolita.
W tym sensie „Hołd ruski” był obrazem pamięci i nadziei. Ta wskazówka skierowana była do następnych pokoleń, do czasów współczesnych: naród pozbawiony państwa musi pamiętać o swoich zwycięstwach.
A szczególnie o takich zwycięstwach, które pokazują, iż przeciwnik wydający się niepokonany może zostać pokonany.
Dlatego historia Żółkiewskiego i obraz Matejki mają dla nas ogromne znaczenie. To lekcja dla wszystkich pokolenia.
Żeby Polak nie uwierzył nigdy, iż jego przeciwnik jest z natury wszechmocny, a Polska z natury bezsilna.
Temu sprzeciwił się Jan Matejko. Tej lekcji bały się kolejne ekipy rządzące w czasach PRL-u i ich następcy.
Dlatego źródła potwierdzają, iż „Hołd ruski – Carowie Szujscy wprowadzeni przez Żółkiewskiego na sejm warszawski przed Zygmunta III w roku 1611” przez długi czas pozostawał ukryty w magazynach.
Według źródeł „Rzeczpospolitej” do 1993 roku przechowywano go w magazynie, a dopiero w 2011 roku – w 400. rocznicę hołdu ruskiego – zaczęto szerzej mówić o tym obrazie.
29 października 1993 roku w „Rzeczpospolitej” pojawił się artykuł Cezarego Gmyza i Antoniego Trzmiela pod tytułem „Hołd ruski – obchodów rocznicy nie będzie”, w którym zwrócono uwagę opinii publicznej nie tylko na samą rocznicę, ale właśnie na fakt, iż nie planowano oficjalnych obchodów, a także na los obrazów Matejki.
Od tego czasu, od 1993 roku, obraz znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu.
Muzeum tłumaczyło, iż „nie był eksponowany, ponieważ wymagał konserwacji”. Znaleźli się choćby „znawcy sztuki”, którzy, wpisując się w komunistyczną narrację, motywowali ten fakt rzekomą nieudolnością twórczą tego najwybitniejszego mistrza pędzla.
Historyk sztuki Maria Poprzęcka krytykowała Matejkę za to, iż łączy w jednym obrazie różne wydarzenia i momenty historyczne, iż w jego wielkoformatowych obrazach „nie ma jedności ani miejsca, ani czasu, ani akcji”.
Poprzęcka podaje przykłady: w „Rejtanie” Matejko połączył wydarzenia oddzielone niemal dwudziestoma latami, w „Batorym pod Pskowem” zestawił różne miejsca i wydarzenia, a w „Grunwaldzie” przedstawił równocześnie epizody, które historycznie nie zachodziły w tym samym momencie.
Culture.pl wylicza długą listę zarzutów krytyków, którzy używają określeń takich jak: nadmierny patos, pretensjonalność, melodramatyzm, nagromadzenie postaci na jednym planie czy nieumiejętność stworzenia iluzji przestrzennej.
Dlaczego jedno wydarzenie – hołd pruski – było przez pokolenia budowane jako element narodowego kanonu, a drugie – hołd ruski – choć przedstawione przez tego samego Matejkę, mogło niemal zniknąć z polskiej świadomości?
Dlaczego przez tyle lat o „Hołdzie pruskim” wolno było mówić głośno, a o „Hołdzie ruskim” – ciszej?
Znacznie ciszej.
Z kłódką na gębie…
Maria Legieć




![Tłumy mieszkańców na otwarciu kładki Kazimierz–Ludwinów. Tak wygląda nowa przeprawa [ZDJĘCIA]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/10/Kladka_Ludwinow_Krakow49.jpg)
![Muzyczna podróż w przeszłość. Koncert „Tamte lata, tamte melodie” w Ostrołęce [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/foto_15_1791132459185_normal.jpg)







