Rosyjski pisarz Maksym Gorki już w 1922 roku opisał z przerażającą precyzją zjawisko, które później setki tysięcy Polaków poznały na własnej skórze w katowniach NKWD, bydlęcych wagonach deportacyjnych i dołach śmierci imperium. Jego słowa o „szczególnym”, „zimnym” i „wyrafinowanym” rosyjskim okrucieństwie brzmią dziś nie jak literacka diagnoza, ale jak akt oskarżenia wobec cywilizacji przemocy, która od Katynia po Sybir uczyniła cierpienie narzędziem władzy.