19 marca na boreckim cmentarzu odbyły się uroczystości pogrzebowe, przygotowane przez Muzeum Powstania Warszawskiego, z udziałem Wojciecha Kolarskiego, sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP.
- Uczestniczyłem w ostatnim pożegnaniu, ostatniego żyjącego żołnierza Batalionu Parasol. Odeszła osoba, która korzeniami jest z Wielkopolski, ale była powstańcem warszawskim. Później wróciła do wielkopolskiej ziemi, tutaj żyła, tutaj spoczęła - stwierdził sekretarz stanu, po zakończeniu uroczystości pogrzebowych.
WIĘCEJ TUTAJ - KLIKNIJ w obrazek poniżej
https://gostynska.pl/wiadomosci/pogrzeb-z-udzialem-wojskowej-asysty-honorowej-ostatnia-z-parasola-uczestniczka-powstania-pochowana-w-borku-wlkp/aoWBmHmzF6R9LTkzqH5fLiliana Mikołajczyk-Mazurczak, córka śp. Krystyny Mikołajczyk, bohaterki konspiracyjnych działań z Batalionu Parasol, która po nabożeństwie na cmentarzu znalazła chwilę, by porozmawiać z dziennikarzami, przyznała, iż jest zaskoczona, ponieważ w ogóle nie wiedziała, iż mama jest ostatnią z Bataliony „Parasol”.
- Ten fakt ujęty w liście od prezydenta, bardzo mnie zaskoczył, bo tej historii aż tak wnikliwie nie śledziłam. Jestem w kontakcie z Muzeum Powstania Warszawskiego, które adekwatnie cały pogrzeb zorganizowało - powiedziała Liliana Mikołajczyk-Mazurczak.
Przyznała, iż mama o swojej powstańczej przeszłości przez długi czas nie mogła mówić, nie była w stanie.
- Za to, iż była w Szarych Szeregach, i w ogóle, iż była w powstaniu, nie wiedzieli, iż była też w Armii Krajowej, już nie dostała stypendium na studiach. Dopiero po jakimś czasie, kiedy już doszło do zmiany ustroju, to zaczęła opowiadać. My też adekwatnie dowiadywałyśmy się o tej przeszłości , o faktach z dzieciństwa, takimi urywkami. adekwatnie najwięcej usłyszałyśmy na spotkaniach z koleżankami z Szarych Szeregów, na które mama nas zabierała. Wówczas wszystkie panie opowiadały, a ja słuchałam i najwięcej się dowiadywałam - przyznała pani Liliana.
Jako dziecko bardzo traumatycznie odbierała te wspomnienia, gdyż mama z dużą wrażliwością przekazywała te informacje.
- Zawsze mamie się zmieniał głos, była taka spięta, jak mówiła o powstaniu. Opowiadała, iż umierało bardzo wiele osób jej najbliższych, z którymi była na starówce - a to było jedno z najgorszych miejsc w czasie powstania warszawskiego. Nie zapomnę, kiedy mówiła, iż jak przynosili rannych chłopaków w kocu, to każdy wołał mamy. Później dopiero zaczynałam odtwarzać te wszystkie wspomnienia z tego, co mi raz spisała.
Córka śp. Krystyny, ps. Kali, zdradziła, iż mimo iż mama była Warszawianką, została pochowana w Borku, jak sobie życzyła. Ponieważ po zakończeniu II wojny światowej, tutaj sprowadziła się do cioci, po powrocie z Niemiec z robót w Niemczech, bo po powstaniu ich tam wywieźli. Dom w Warszawie, w czasie wojny przestał istnieć, został zburzony i tutaj wróciły.
Pamiętam, iż mama opowiadała, iż jak przyjechała do Borku, to stała pod piecem i płakała, iż tu się nic nie dzieje, bo akurat Nadrenię, gdzie przebywała w obozie pracy, wyzwalali Amerykanie. Zakładała też harcerstwo, a później kontynuowała edukację, rozpoczętą w stolicy. Jeździła do liceum do Jarocina, poznała młodzież, miała coraz więcej znajomych, bardzo dobrze się zaaklimatyzowała, bardzo dobrze się tutaj czuła.
W czasie dojazdów do Poznania na uczelnię, poznała mojego tatę. Mówiła, iż organizowali tu w Borku bardzo interesujące życie towarzyskie, spektakle. Córka podkreśla, iż śp. Krystyna Biernacka Mikołajczyk z ziemią borecką była bardzo związana, chociaż dziś nie ma tutaj już żadnej rodziny.
Mama, choćby jak była chora i miała chwile braku świadomości, to zawsze chciała wstawać z łóżka, i jechać do Borku - opowiadała Liliana Mikołajczyk-Mazurczak.










