Marek Tucholski: Płock może mieć 200 tys. mieszkańców… albo 50 tys. Wszystko zależy od nas.

portalplock.pl 2 godzin temu

Red.: Liczba mieszkańców Płocka gwałtownie spada. Jest nas już tylko około 110 tys. Jeszcze w 1998 roku było nas ponad 130 tys.

MT: Fakt. Spadek liczby mieszkańców jest dramatyczny, zwłaszcza w ostatnich kilku latach. Jeszcze 6 lat temu rodziło się w Płocku prawie dwa razy więcej dzieci niż obecnie. Nie ma zastępowalności pokoleń. Dzieci rodzi się zdecydowanie za mało, ale nie tylko to jest przyczyną spadku liczby ludności miasta.

Red.: Co jeszcze w takim razie?

MT: Miasto nie przyciąga nowych mieszkańców. Populacja Polski skurczyła się od 2010 roku o 2–3%, a w Płocku w tym czasie ubyło ponad 12,7% mieszkańców. Obok Radomia byliśmy najszybciej wyludniającym się miastem na Mazowszu. Ludzie nie osiedlają się na stałe w naszym mieście, a do tego z niego wyjeżdżają.

Red.: Dlaczego tak się dzieje?

MT: Przyczyna jest złożona. Potrzebne są badania w tej sprawie. Nie słyszałem, żeby miasto takie prowadziło, a szkoda. Brak zrozumienia takich procesów utrudnia walkę z nimi. Według mojej intuicji główne przyczyny to stagnacja, w jakiej miasto się znalazło. Płock nie tylko nie ma interesującej dla mieszkańców oferty „na co dzień”, ale też nie tworzy perspektyw na przyszłość. Mamy największą rafinerię w Europie Środkowej, mamy większy niż porównywalnej wielkości miasta w Polsce budżet, a wyludniamy się w ekspresowym tempie. To powinno dać nam do myślenia.

Red.: To znaczy?

MT: Powinno się dowartościować rodzinę, posiadanie dzieci, zabiegać o możliwość porodu ze znieczuleniem, kreować pozytywny przekaz, kampanie informacyjne i politykę miasta wokół rodziny i dzietności. Wreszcie podejmować wyzwania rozwojowe miasta i regionu, które sprawią, iż Płock i region staną się atrakcyjne do osiedlenia się. Zamiast tego mamy coś zupełnie przeciwnego. Ze znieczuleniem przy porodzie w Płocku to jest loteria, opinia o naszych szpitalach do najlepszych nie należy, plany zamykania przedszkoli, o czym niedawno było głośno, nie mają żadnych racjonalnych podstaw. Pytałem o to w ratuszu – o analizy, na jakich oparto plany zamknięcia przedszkoli nr 14, 9 i 27 – i w odpowiedzi nie dostałem żadnych konkretów poza tym, iż mamy kryzys demograficzny. Działa się na oślep. Prezydent wolał iść w Marszu Równości w 2019 roku, wspierając w ten sposób związki, z których – wiadomo – dzieci nie będzie itd. Lista zarzutów jest długa.

Red.: Co w takim razie należy zrobić? Nie da się ludzi zmusić do posiadania dzieci czy osiedlania się w Płocku.

MT: Oczywiście, ale można prowadzić – także jako samorząd – działania wspierające dzietność i wzmacniać atrakcyjność miasta dla Polaków z innych stron kraju, a także z zagranicy. Zamiast troszczyć się w pierwszej kolejności o Ukrainę, można przeprowadzić akcję zachęcającą Polaków zamieszkałych na naszych dawnych Kresach, a więc na dzisiejszej Litwie, Białorusi i Ukrainie, do osiedlania się w Płocku. To ludzie, którzy często żyją w trudnych warunkach, będąc obywatelami drugiej kategorii, a jednocześnie bardzo patriotyczni, szczerze kochający Polskę. W tym miejscu warto przypomnieć incydent z lata 2022 roku. Wówczas miasto przekazało z własnych zasobów 7 mieszkań dla Ukraińców. Mimo ogólnie silnie proukraińskich wówczas nastrojów sprawa wywołała wśród płocczan oburzenie. Wielu ludzi czekało latami na przydział, a obcy dostali je od ręki – i to wyremontowane przez jedną z francuskich korporacji zarabiających także w Płocku. Wysiłki, jakie podejmuje miasto, z obroną ukraińskich flag przed ratuszem włącznie, na rzecz obcych są imponujące, a jednocześnie nie ma takich działań dla Polaków.

Red.: Ściąganie Polaków z Kresów wydaje się ciekawym pomysłem, ale to przecież nie wystarczy.

MT: Tak, to tylko jeden z elementów szeregu działań, jakie należy podjąć. Głównym czynnikiem poprawiającym naszą sytuację demograficzną powinien być przemyślany rozwój miasta. Płock może mieć choćby 200 tys. mieszkańców jeszcze za naszego życia, ale trzeba wdrożyć śmiałe plany w życie. Mamy najszerszą Wisłę w Polsce. Ogromny potencjał do wykorzystania na różnego rodzaju wydarzenia, regaty itp. Mamy atrakcyjne położenie, ale potrzebujemy szybkich dróg i kolei i nie ma co z tym czekać na państwo. Sami musimy inicjować działania przyspieszające lepsze skomunikowanie Płocka. Mamy środki, aby zacząć inwestycje w energię geotermalną i geotermiczną, a za tym rozwój parków wodnych, produkcję czystej energii oraz rozwój technologiczny firm i uczelni. Wzdłuż Wisły można stworzyć piękne bulwary z promenadą z materiału wybieranego przy pogłębianiu rzeki, co trzeba koniecznie jak najszybciej zrobić. W ten sposób można wzmocnić skarpę i utworzyć piękną plażę oraz wybudować drogi ewakuacyjne. Tu potrzebna jest kooperacja kilku instytucji, ale to jest do zrobienia, tylko ktoś musi wyjść z inicjatywą. Nie możemy poprzestawać tylko na doraźnym administrowaniu.

Red.: 200 tysięcy mieszkańców to dość optymistyczne założenie…

MT: Albo będziemy mieć za 30–40 lat 200 tysięcy, albo 50 tysięcy mieszkańców, albo 50 tysięcy płocczan i drugie tyle imigrantów, co byłoby chyba najgorsze z punktu widzenia bezpieczeństwa i tożsamości. Robiąc to, co do tej pory, kurczymy się w tempie ponad tysiąca mieszkańców rocznie. Tempo spadku liczby ludności będzie tylko przyspieszać. Sprowadzanie w to miejsce kulturowo nam obcych imigrantów, to najgorszy możliwy scenariusz, który niestety zaczyna być realizowany. Potrzebny jest duży wysiłek i całkowita zmiana sposobu myślenia. Potrzebujemy inwestycji prorozwojowych, a nie konsumpcji środków na salę koncertową za ponad 200 milionów złotych, połączoną z likwidacją miejsc parkingowych. Antysamochodowa polityka miasta też nie sprzyja rodzinom. Samochód pomaga przy posiadaniu dzieci, a im ich więcej, tym ta potrzeba rośnie. Potrzebujemy więcej miejsc parkingowych, w tym parkingów wielopoziomowych. Miasto, żeby się rozwijać, potrzebuje planu. Tego planu nie ma, stąd stagnacja, marazm i brak poczucia wśród mieszkańców, iż mamy jakiś cel do osiągnięcia. Brak celu jest demotywujący i przygnębiający. Naszym celem powinien być szybki rozwój i rozrost miasta, w tym osiągnięcie liczby 200 tys. mieszkańców. Cel ambitny, ale łatwe osiągnięcia nie cieszą, a przede wszystkim nie mobilizują do działania.

Red.: Dziękuję za rozmowę.

Idź do oryginalnego materiału