Ach, co myśmy ostatnio przeżyli! Nie mówię oczywiście o syrenach, za pośrednictwem których Wielce Czcigodny pan minister Kierwiński budził ze snu mieszkańców województwa lubelskiego i podkarpackiego, rozsyłając im jednocześnie „alerty RCB” – żeby z plecakami ewakuacyjnymi uciekali w bezpieczne miejsca. Niestety nikt nie wie, gdzie te bezpieczne miejsca są, tym bardziej, iż Putin podobno zablokował szosę na Zaleszczyki. Toteż mieszkańcy, wprawdzie się zbudzili, bo te syreny obudziłyby umarłego – ale tylko przewrócili się z boku na bok, bo po co wstawać, jaki nie wiadomo, gdzie jest bezpieczne miejsce? Może tedy powtórzyć się sytuacja, jak z bajki Ezopa o pastuszku i wilkach. Pastuszkowi nie bardzo chciało się pilnować owiec, więc wszczął alarm RCB, iż wilki rozszarpują owce. Cała wieś ruszyła na pomoc – ale żadnych wilków oczywiście nie było. Zadowolony ze swego pomysłu pastuszek powtórzył ten alarm kilka razy; za każdym razem wieś zrywała się na równe nogi i ruszała na odsiecz. Jednak pewnej nocy, kiedy wilki naprawdę napadły na owce, pastuszek wszczął alarm – ale żaden wieśniak nie wstał i nie ruszył w sukurs.
Ale syreny – swoją drogą – chociaż nie od rzeczy będzie przytoczyć „przepisy drogi na morzu”, które zakazują kapitanowi zmiany kursu statku tylko na podstawie głosu syreny – a rzeczywistość – swoją. Kurs naszej nawy państwowej jest wyznaczany przez obywatela Tuska Donalda i Księcia-Małżonka, który niedawno wybrał się z niezapowiedzianą wizytą na Ukrainę. Jakimści sposobem miał dowiedzieć się o tym Putin i myśląc, iż Książę-Małżonek będzie wracał do Warszawy koleją, zbombardował dronem stojącą na bocznicy lokomotywę. Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani ziarenka prawdy – naturalnie poza tym, iż Książę-Małżonek rzeczywiście na Ukrainę pojechał i choćby na tę okazję przywdział specjalne wdzianko, na poły dyplomatyczne, na poły bojowe – żeby ukraińskim dygnitarzom zaprezentować postawę mocarstwową. Akurat moment był odpowiedni, bo właśnie okazało się, iż Prokurator Generalny Ukrainy kazał aresztować obywatela Krywonosa – szefa NABU – antykorupcyjnej agencji, którą Ukraińcom kazali utworzyć Amerykanie – po czym sam wsiadł w samochód i uciekł za granicę. Dokąd – samochodem?
Może do Polski, może do Rosji, a może do Naddniestrza, w którym – według obywatela Tuska – miał „na 98 procent” przebywać pan Marcin Romanowski? Tak czy owak, prezydent Zełeński kazał kijowskiemu Wierchownemu Sowietowi natychmiast tego generalnego prokuratora Krawczenkę „odwołać” – co pokazuje, iż w miarę napływania zagranicznych pieniędzy do Kijowa, zaostrza się walka klasowa między tamtejszymi oligarchy.
Trudno się dziwić, skoro podczas zakończonego niedawno Forum Ekonomicznego w Karpaczu obliczono, iż tylko Polskę pomoc dla Ukrainy w latach 2022-2025 kosztowała prawie 500 miliardów złotych. Ale to jeszcze nic w porównaniu z kosztami, które mogą się pojawić, jak tylko Wielce Czcigodny Paweł Kowal, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Sejmu, zacznie realizować swój plan, by zwrot tych pieniędzy uzyskać nie od Ukrainy – Boże uchowaj! – tylko od… Rosji. Wtedy zaczniemy składać nie tylko ofiary pieniężne, ale również – ofiary z ludzi. Ciekawe, czy wojna na Ukrainie skończy się wcześniej, czy wcześniej wszyscy dygnitarze w Kijowie nawzajem się wyaresztują – co przewidział Sławomir Mrożek w sztuce „Policjanci – dramat ze sfer żandarmeryjnych”.
Tymczasem myśmy przeżyli – to znaczy – przez cały czas przeżywamy – siłowe przejęcie Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, w której obywatel Żurek Waldemar postanowił dokonać podmianki na stanowisku rektora. Jak to u nas – rzeczy , zdawałoby się – poważne – przeplatają się z elementami komicznymi. Tak się bowiem złożyło, iż na nowego rektora tej uczelni, kształcącej Służbę Więzienną, obywatel Żurek upodobał sobie pana profesora nomen omen – Cudaka.
To może być interesująca postać w ruchu robotniczym, bo zaraz na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby prof. Cudak z wykształcenia był piekarzem i należał do PZPR, a dopiero kiedy został pułkownikiem, jego kariera naukowa poszybowała aż pod Niebo Empirejskie. Jak tam było, tak tam było; w każdym razie pan prof. Cudak pułkownikiem chyba jest naprawdę, podobnie jak pan Bartłomiej Sienkiewicz.
Cóż jednak z tego, kiedy drogę do stolca rektorskiego własną piersią zagrodziła mu Wielce Czcigodna pani Maria Kurek, akurat przeprowadzająca tam „interwencję poselską? Podobno Wielce Czcigodna pani Kurek siedzi w gabinecie rektora AWS już czwarty dzień, pije tylko wodę z kranu, a nikt nie wie, co dalej. W tej sytuacji Wielce Czcigodny Antoni Macierewicz z jeszcze jednym desperatem-parlamentarzystą, planują „rozwiercić zamki” i w ten sposób dostarczyć Wielce Czcigodnej pani Kurek żywność i medykamenty.
Co na to powiedzą siepacze obywatela Żurka Waldemara, których on tam posłał, by osadzili pana prof. Cudaka na rektorskim stolcu? Sceny myśliwskie mogą być tu znacznie ciekawsze, niż w Dolnej Bawarii, chociaż o nich nakręcono w swoim czasie film. Tutaj też by się przydało coś nakręcić, choćby w celach szkoleniowych, bo wszystko wskazuje, iż podmianka na stanowisku rektora AWS to tylko próba generalna przed siłowym przejęciem Trybunału Konstytucyjnego przez „naszych” sędziów na czele z panem Berkiem.
Jak wiadomo, pan Berek ma do spełnienia kilka zadań. Po pierwsze – zdominować Trybunał Konstytucyjny, by sędziowie jacyś tacy nie nasi, nie tylko nie mieli nic do gadania, ale w ogóle – zostali stamtąd wykopani na szpicach butów, z panem prezesem Bogdanem Święczkowskim na czele.
Po drugie – „nasi” sędziowie będą musieli uporządkować tubylczą scenę polityczną przed wyborami – by pozostały tu tylko partie „poważne”, w rodzaju Volksdeutsche Partei – a po trzecie – by z wykorzystaniem procedury z art 131 konstytucji, wysadzić w powietrze pana prezydenta Karola Nawrockiego, a jego obowiązki powierzyć obywatelowi Czarzastemu Włodzimierzowi.
W tej sytuacji Wielce Czcigodny pan prof. Czarnek nawołuje do powszechnej mobilizacji w obronie Trybunału Konstytucyjnego i zapowiada, iż na stolicę „ruszą” setki tysięcy obywateli. Problem polega na tym, iż nie wiadomo, kiedy pan Berek rozpocznie swoją operację. Pojawiają się różne terminy; jedna wersja głosi, iż tuż-tuż, druga – iż dopiero w październiku, na cześć rewolucji październikowej – i tak dalej. Tak długo utrzymać setek tysięcy ludzi by swoimi ciałami utworzyli nieprzebytą zaporę wokół Trybunału Konstytucyjnego się nie da – ale skoro jedna Wielce Czcigodna posłanka Maria Kurek własną piersią powstrzymała pana Cudaka, to może uda się z mniejszą obsadą?
Stanisław Michalkiewicz








