Michalkiewicz: Kulisy udanej prowokacji

goniec.net 6 godzin temu
No i stało się. Pan prezydent Karol Nawrocki ogłosił swoją decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu w odpowiedzi na jego decyzję o nadaniu jednostce wojskowej niezwyciężonej armii ukraińskiej imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” – tej samej, która w roku 1943 dokonała tak zwanej „rzezi wołyńskiej”, czyli masowego ludobójstwa Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Prezydent Nawrocki wprawdzie najpierw zapowiedział taki zamiar, a z decyzją zwlekał około dwóch tygodni, dając tym samym stronie ukraińskiej czas na refleksję i ewentualne wycofanie się z tej decyzji – ale nic takiego nie nastąpiło. Do Warszawy przyjechał tylko generał Cyryl Budanow, ongiś szef Zarządu Wywiadu ukraińskich Sił Zbrojnych, a w tej chwili – szef kancelarii prezydenta Zełeńskiego. Po jego warszawskich rozmowach na Ukrainie ukazał się komentarz, iż „udało mu się zapobiec najgorszemu”. Co to było, to „najgorsze” i w jaki sposób udało mu się temu „zapobiec” – tego nie wiemy – ale wiemy już, iż chyba wcale nie chodziło o żaden order, tylko o pieniądze dla Ukrainy. A wiemy to stąd, iż kiedy tylko pan prezydent Karol Nawrocki ogłosił swoją decyzję, iż order odbiera, strona ukraińska nie tylko nie czekała, aż decyzja ta nabierze ważności – bo dla swojej ważności musi być opatrzona kontrasygnatą premiera Tuska, której przez cały czas nie ma i prawdopodobnie – nie będzie – tylko prezydent Zełeński natychmiast order odesłał i to pocztą, opatrując swój gest szyderczym komentarzem, iż skoro Polakom nie przeszkadza, iż order ten posiada np. Katarzyna II, to on nie będzie w te sprawy wchodził. Była to aluzja do polskiego lizusostwa, które niestety przez cały czas cechuje postępowanie naszych Umiłowanych Przywódców. W ślad za odesłaniem orderu przez prezydenta Zełeńskiego, swoje ordery odesłali nie tylko prezydenci Kuczma, Juszczenko i Poroszenko, ale i ukraińscy dygnitarze niższej rangi, jak wspomniany generał Budanow, minister spraw zagranicznych pan Sybiha a choćby były premier Hrojsman. Towarzyszyły temu gorzkie słowa pod adresem Polski, iż „zaogniła” stosunki z Ukrainą i pouczenia, iż Polacy nie będą pisali Ukraińcom ich heroicznej historii. Głos zabrał również grekokatolicki arcybiskup Szewczuk, który wyjaśnił, iż gloryfikowanie na Ukrainie UPA, która „walczyła z Sowietami” jest w jak najlepszym porządku, podczas gdy Polakom ich reakcję dyktuje „narodowy egoizm”. Okazuje się, iż kościół grekokatolicki również i teraz, podobnie jak w czasie wojny, przez cały czas podporządkowany jest banderowcom – bo ta ideologia jest dominująca nie tylko na Ukrainie, ale i w ukraińskiej diasporze.
No dobrze – ale jaka jest prawdziwa przyczyna tej ukraińskiej reakcji? Żeby to zrozumieć, musimy przypomnieć, iż w kwietniu bieżącego roku proklamowane zostało strategiczne partnerstwo niemiecko-ukraińskie. Co ono oznacza? To, iż Niemcy nie tylko skwapliwie korzystają z przyzwolenia, jakiego w nagrodę za dobrze sprawowanie, to znaczy – za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją – udzielił w marcu 2023 roku niemieckiemu kanclerzowi Olafowi Sholzowi amerykański prezydent Józio Biden – by Niemcy urządzały sobie Europę po swojemu – a wiele wskazuje na to, iż prezydent Trump to akurat przyzwolenie podtrzymał, a poza tym Niemcy sprytnie wykorzystują w tym celu napięcia w stosunkach euroatlantyckich. W Europie zbyt wielu kombinacji być nie może, więc trudno się dziwić, iż w tej sytuacji Niemcy wróciły do polityki z okresu I wojny światowej, kiedy to pozwoliły na powstanie w roku 1917 Ukraińskiej Republiki Ludowej, wydzielając dla potrzeb tego państwa część swojej okupacji i przekonując Austro-Węgry, by one też na potrzeby URL przekazały część terytoriów uzyskanych w następstwie rozbiorów Polski. Wtedy chodziło o trzymanie w szachu Rosji, no i utrzymanie w ryzach Polaków. W czasie II wojny Niemcy robiły podobne nadzieje Ukraińcom, ale nic z tego nie wyszło, bo Hitler wojnę przegrał. Teraz jednak zaistniały warunki by eksperyment powtórzyć – no i tak narodziło się wspomniane „strategiczne partnerstwo”.
Toteż jak tylko zostało ono proklamowane, zarówno Ukraińcy, jak i Niemcy doszli do wniosku, iż w tych warunkach Polska nie tylko nie jest im do niczego potrzebna, a choćby – iż ani jednym ani drugim nie jest już potrzebna. Toteż – czy to za niemieckim poduszczeniem, czy bez niego – Ukraińcy postanowili sprowokować Polskę do zaostrzenia stosunków z Ukrainą w momencie, gdy Niemcy, Francja i Wielka Brytania podjęły próbę wymanewrowywania Polski z europejskiej polityki. Jak pamiętamy, Polska nie została zaproszona do Londynu, gdzie namawiano się co na Ukrainie robić dalej. Donald Tusk wprawdzie powiedział, ze Polska „nigdy” nie zgodzi się na ustalenia podjęte bez jej udziału, ale – po pierwsze – nikt nie będzie Polski pytał, czy się zgodzi, czy nie, więc są to tylko bezsilne złorzeczenia, a po drugie – widać jak na dłoni, iż Polska, której – pożal się Boże – dyplomacją kieruje bufonowaty Książę-Małżonek – właśnie została ograna. Toż przecież nie kto inny, tylko Książę-Małżonek bezmyślnie powtarza, iż na Ukrainie powinien nastać „sprawiedliwy pokój”. Co to może oznaczać, jak ten przymiotnik przełoży się na rozwój sytuacji? jeżeli wojna na Ukrainie ma się tak czy owak zakończyć, to państwo to straci co najmniej 20, a może choćby 25 proc. terytorium. W tej sytuacji „sprawiedliwy pokój” może oznaczać jakąś terytorialną rekompensatę dla Ukrainy – a ta możliwa jest tylko kosztem Polski – w postaci przekazania Ukrainie „Zakierzońskiego Kraju”, czyli reszty dawnej austriackiej donacji, do której środowiska ukraińskie podnoszą roszczenia. Któż może zapewnić, iż w sytuacji, gdy granice znowu staną się przedmiotem negocjacji, Niemcy nie skorzystają z okazji, by dokończyć proces zjednoczenia – wzdłuż granicy z roku 1937, która jest zapisana w art. 116 niemieckiej konstytucji? Jak widzimy, już teraz rysuje się przed naszymi oczami scenariusz rozbiorowy z Generalną Gubernią, jako resztówką, z której swoje roszczenia majątkowe mogliby realizować Żydowie zgodnie z amerykańską ustawą nr 447. Dokonana przez ukraińskiego prezydenta prowokacja z nadaniem jednostce tamtejszej armii imienia „Bohaterów UPA” może oznaczać początek przygotowań do realizacji tego właśnie scenariusza.
Zatem, jak już teraz widzimy, ze strony ukraińskiej nie był to żaden „błąd”, tylko wykalkulowane działanie, obliczone na efekt, który udał się w stu procentach. Polski prezydent, odbierając order, zareagował w sferze pozorów, na których Ukraińcom już nie zależy – i co właśnie pokazali. Jakiemu zatem „najgorszemu” zapobiegł w Warszawie pan Budanow? Myślę, iż temu, by Polska – po pierwsze – wypowiedziała umowę z 2 grudnia 2016 roku, na podstawie której nieodpłatnie udostępnia Ukrainie zasoby całego państwa, po drugie – zamknęła kranik z pieniędzmi z SAFE, a po trzecie – zapowiedziała blokowanie na forum UE każdej wypłaty dla Ukrainy. Nic takiego oczywiście nie nastąpiło, przeciwnie – pan prezydent Nawrocki, ogłaszając swoją decyzję o odebraniu orderu, jednocześnie pokreślił, iż pomoc, finansowa i rzeczowa będzie płynęła z Polski na Ukrainę nadal, a pani Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, co to zapowiadała, iż „ani złotówka” z pożyczki SAFE nie pójdzie na Ukrainę, właśnie utraciła stanowisko pełnomocnika rządu do spraw tej pożyczki, dostając kopniaka w górę na stanowisko wiceministra obrony przy panu Kosiniaku-Kamyszu. W dodatku pan Siemoniak, minister-koordynator tajnych służb właśnie bąknął, iż ukraiński wywiad hula po Polsce jak tornado, tylko dotąd się o tym „nie mówiło”. Czegóż chcieć więcej? Chyba tylko narysować obrazek.
Stanisław Michalkiewicz
Idź do oryginalnego materiału