W myśl zapowiedzi resortu obrony do końca 2026 roku powołania na takie ćwiczenia może otrzymać choćby 200 tys. rezerwistów.
Armia jest tak silna jak jej rezerwy. Zdanie to nabiera szczególnego znaczenia obecnie, kiedy we wschodniej Europie trwa wojna, która wymaga zaangażowania nie tylko zawodowych żołnierzy, ale także ochotników i poborowych. Tymczasem sytuacja w Polsce daleka jest od ideału. – Zmienia się społeczeństwo i zmienia się otoczenie, natomiast system rezerw wciąż pozostaje częściowo na etapie obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej, która nie funkcjonuje już od 16 lat – mówi płk Paweł Wronka ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
W siłach zbrojnych funkcjonują w tej chwili dwa rodzaje rezerwy: pasywna i aktywna. W skład tej pierwszej wchodzą wszyscy, którzy mają uregulowany stosunek do służby wojskowej – byli kiedyś poborowymi, zawodowymi żołnierzami albo po prostu podczas kwalifikacji otrzymali kategorię A. Muszą oni jednak w przypadku szeregowych mieć mniej niż 60, a w przypadku podoficerów i oficerów – mniej niż 63 lata. W rezerwie pasywnej są też kobiety, które ze względu na wykonywany zawód mają obowiązek stawić się na kwalifikacji. Wezwania dostają pielęgniarki, lekarki, psycholożki czy tłumaczki. Przynależność do rezerwy pasywnej wiąże się z kilkoma obowiązkami. Najpoważniejszy to stawienie się do służby po ogłoszeniu mobilizacji i wojny. W czasie pokoju rezerwiści mogą być powołani do wspierania wojska w zwalczaniu klęsk żywiołowych czy akcjach poszukiwawczych. Biorą też udział w ćwiczeniach – łącznie do 90 dni w roku.
W myśl zapowiedzi resortu obrony do końca 2026 roku powołania na takie ćwiczenia może otrzymać choćby 200 tys. rezerwistów.
Więcej na portalu internetowym Polska Zbrojna.














