Mity naszych ulic. „Ukraińcy wchodzą do lekarza bez kolejki?”. Sprawdzamy, jak jest naprawdę [WIDEOPODCAST]

tulodz.pl 12 godzin temu

Od początku wojny te opinie wracają jak bumerang. W mediach społecznościowych regularnie można przeczytać, iż Ukraińcy mają pierwszeństwo do lekarzy, a koszt ich leczenia ponoszą wyłącznie Polacy. W komentarzach nie brakuje osób przekonanych, iż to właśnie przez nich kolejki do specjalistów są dłuższe.

Czy rzeczywiście tak jest? Postanowiliśmy to sprawdzić. Rozmawialiśmy z przedstawicielami NFZ, lekarzami, samorządowcami i samymi obywatelami Ukrainy z różnych regionów Polski.

Najpierw PESEL, nie lekarz

Jednym z miejsc, które po wybuchu wojny przyjęły wielu uchodźców, był Kostrzyn w Wielkopolsce. Pierwsze tygodnie były tam prawdziwym organizacyjnym wyzwaniem.

- Po wybuchu wojny, gdy napływ uchodźców był ogromny, priorytetowo nadawano im numery PESEL, aby mogli bez przeszkód korzystać z systemu świadczeń, w tym również z opieki zdrowotnej w Polsce

- mówi Agnieszka Piasecka, sekretarz gminy.

To właśnie ten fakt do dziś bywa mylony z pierwszeństwem u lekarzy.

- Osoby, które mają kartę stałego pobytu, złożyły odpowiednie deklaracje i spełniają wszystkie administracyjne warunki, aby korzystać z naszego systemu, w tym także ochrony zdrowia, nie mają żadnych podstaw do tego, by były traktowane poza kolejnością

- podkreśla.

„Stoję w tej samej kolejce”

Vlodymyr Steblyk mieszka w Kostrzynie od ośmiu lat. Przyjechał do Polski jeszcze przed wybuchem wojny. Tu pracuje, kupił mieszkanie i wychowuje dzieci. W Ukrainie zostali jego rodzice i brat, a wielu znajomych zginęło na froncie.

Kiedy pytamy go o pierwszeństwo do lekarzy, uśmiecha się z niedowierzaniem.

- Jestem mieszkańcem tej gminy i kiedy chcę iść do lekarza, obowiązują mnie dokładnie takie same zasady jak wszystkich innych

- mówi.

Jak dodaje, tak samo wygląda sytuacja jego żony, dzieci i innych cudzoziemców zamieszkałych w Polsce.

Dziś problem jest zupełnie inny

Piotr Hojeński, radny gminy Kostrzyn, od początku wojny pomaga ukraińskim rodzinom. Przyznaje, iż słyszał opinie o rzekomym pierwszeństwie Ukraińców w kolejkach do lekarzy. Jego zdaniem dziś znacznie większym problemem jest jednak coś zupełnie innego.

- Cztery lata temu pomoc była ogromna i prowadzona na bardzo dużą skalę. Dziś sytuacja się zmienia, podobnie jak nastroje społeczne i nastawienie do obywateli Ukrainy. Moim zdaniem musimy spotkać się gdzieś pośrodku i rozpocząć wspólny dialog. To dzięki Ukraińcom, którzy walczą i przelewają swoją krew, my możemy w miarę spokojnie funkcjonować

- mówi.

NFZ: To mit, który wraca od lat

Przedstawiciele NFZ stanowczo podkreślają, iż Ukraińcy nie mają pierwszeństwa w dostępie do świadczeń zdrowotnych i nigdy nie mieli.

- To, iż Ukraińcy mają pierwszeństwo w dostępie do lekarzy, w dostępie do świadczeń medycznych w ogóle, jest absolutną nieprawdą. To nieprawda, to mit, to fake news. Nigdy tak nie było

- mówi Anna Leder, rzeczniczka łódzkiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

Jak wyjaśnia, od początku wojny przepisy dotyczące leczenia obywateli Ukrainy zmieniały się kilkukrotnie. Do 4 marca 2026 roku obowiązywała specustawa, później weszły w życie nowe regulacje. Dziś zakres świadczeń zależy m.in. od sytuacji życiowej, wieku czy statusu danej osoby.

Podobnie sytuację tłumaczy Monika Kierat, rzeczniczka pomorskiego oddziału NFZ.

- Taki sam ma dostęp do świadczeń zdrowotnych jak Polak, który pracuje w Polsce i odprowadza składki zdrowotne

- mówi.

Lekarze: Liczy się pacjent, nie jego paszport

Podobne odpowiedzi usłyszeliśmy od osób, które na co dzień pracują w szpitalach i przychodniach.

Lidia Klimczak-Moszyńska, dyrektor ds. pielęgniarstwa w Pabianickim Centrum Medycznym, od 30 lat pracuje jako pielęgniarka. Jak mówi, przez ten czas nie spotkała się z sytuacją, by o kolejności przyjęcia decydowała narodowość pacjenta.

- Jestem dyrektorem, ale jestem też pielęgniarką czynną od 30 lat. Wszystkim tym, co nam przyświeca, to jest dobro pacjenta. Absolutnie nie liczy się rasa, nie liczy się płeć, nie liczy się wiek. Nigdy nie spotkałam się z przypadkami, gdzie mieszkańcy Ukrainy są traktowani priorytetowo. Wszyscy czekają równo na swoją kolejkę

- podkreśla.

Jak dodaje, do Pabianickiego Centrum Medycznego trafia wielu cudzoziemców, ale nie są to wyłącznie obywatele Ukrainy. W okolicy działa wiele firm zatrudniających pracowników z różnych krajów, dlatego w przychodniach i nocnej opiece lekarskiej można spotkać pacjentów wielu narodowości.

- Absolutnie wszyscy są traktowani jednakowo. Nikt nie jest traktowany priorytetowo

- zaznacza.

Podobne doświadczenia ma Marek Stawicki, prezes Płockiego Zakładu Opieki Zdrowotnej.

Jak przypomina, po wybuchu wojny osoby uciekające z Ukrainy rzeczywiście zostały objęte specjalnymi przepisami, które dawały im prawo do korzystania z publicznej ochrony zdrowia.

- jeżeli się mówi o przywilejach dla Ukraińców, to oni mieli przywilej w tym sensie, iż przysługiwało im ubezpieczenie, mimo iż nie płacili składek. To nie znaczyło, iż mieli jakiś priorytet w kolejce. To był normalny pacjent

- mówi.

Dodaje również, iż w Płocku liczba pacjentów z Ukrainy nigdy nie była na tyle duża, aby znacząco wpływać na funkcjonowanie systemu.

Kto zapłacił za leczenie?

Drugą często powtarzaną opinią jest ta, iż obywatele Ukrainy leczą się wyłącznie za pieniądze Polaków.

Rzeczywiście, po wybuchu wojny obowiązywała specustawa, która dawała uchodźcom prawo do korzystania z publicznej ochrony zdrowia. Finansowanie tych świadczeń zapewniało państwo.

Jak wynika z danych łódzkiego oddziału NFZ, w 2025 roku z leczenia na podstawie tych przepisów skorzystało blisko 25 tysięcy obywateli Ukrainy. Koszt udzielonych świadczeń wyniósł 45,5 mln zł.

To jednak nie oznacza, iż takie zasady obowiązują do dziś. Od 5 marca 2026 roku przepisy zostały zmienione, a dostęp do świadczeń zależy od statusu konkretnej osoby. Część obywateli Ukrainy korzysta z systemu dlatego, iż pracuje i odprowadza składki zdrowotne. Inni – jak dzieci czy kobiety w ciąży – mają prawo do określonych świadczeń na podstawie obowiązujących przepisów.

Nie tylko pacjenci

W dyskusji o dostępie obywateli Ukrainy do polskiej ochrony zdrowia łatwo zapomnieć o jeszcze jednym fakcie.

Coraz częściej są oni nie tylko pacjentami, ale również lekarzami, pielęgniarkami czy ratownikami medycznymi. Pracują w polskich szpitalach i przychodniach, pomagając uzupełniać braki kadrowe.

Zwraca na to uwagę dr Jerzy Karpiński, lekarz wojewódzki i dyrektor Departamentu Zdrowia Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku.

- Na szczęście Ukraińcy nie są tylko pacjentami, są również pracownikami, których bardzo nam brakuje na terenie województwa pomorskiego

- mówi.

Jak zauważają nasi rozmówcy, nie każda historia powtarzana setki razy staje się prawdą. Czasem staje się po prostu mitem, który zaczyna żyć własnym życiem. Gdy emocje biorą górę nad faktami, choćby kolejka do lekarza może stać się narzędziem dezinformacji

Tekst przygotowali: Karolina Barełkowska, Joanna Chrzanowska, Michał Wiśniewski, Oskar Bąk.

Idź do oryginalnego materiału