Mobka

ekskursje.pl 14 godzin temu

Ponieważ i tak nie mogę o niczym innym myśleć, wróćmy do naszych flamingów. Wśród rosyjskich blogerów krąży uporczywa plotka o kolejnej mobilizacji, którą Putin ogłosi jesienią – zaraz po wyborach do Dumy. Według Romanowa, w październiku ma to dać 1,2 miliona poborowych.

Czy w to wierzę? Tak i nie. Oczywiście, 1,2 miliona nie uda się na pewno. Ale zgodnie z zasadą Suworowa, wszelkie rosyjskie wojskowe statystyki należy dzielić przez 3. Bo na przykład jeżeli dywizja ma trzy pułki, to ten trzeci stworzono tylko na papierze, jako rezerwę do utworzenia w którymś tam roku do wojny co to ma być o pokój. Do drugiego dają najgorszych pijaków, dają im też czołgi nie na chodzie, żeby nie narobili dużo szkód. Więc tak naprawdę, to mają jeden. On się z kolei składa z trzech batalionów…

Zatem zakładając nawet, iż tak realnie będzie to 400k, to może oznaczać kolejne odwrócenie dynamiki frontu. Ówczesna mobilizacja była mimo wszystko udana. Po wyzwoleniu Chersonia wielu z nas (w tym ja, nie będę się wypierać) miało nadzieje na Crimean Summer Beach Party. Tymczasem w 2023 rosyjski ślimak znów zaczął pełznąć do przodu.

Putin uważa tamtą decyzję za udaną, więc ją powtórzy. O tym jestem Przekonany (TM). Oczywiście, z tym mikro-zastrzeżeniem, iż to wszystko pod warunkiem, iż go nie obalą jeszcze tego lata. Ale nie obstawiałbym niestety takiej opcji na Polymarkecie (czy jest w ogóle jakiś serwis tego typu, ale bez kryptowalut? czasami Naprawdę Głęboko Wierzę w swoje prognozy i chciałbym to monetyzować).

Rozważmy więc dla odmiany scenariusz pesymistyczny. Lato będzie ciężkie dla Rosjan – to chyba choćby największy pesymista nam przyzna. Ale jakoś przetrwają. Nabiulina pozatyka wszystkie dziury sztabami złota, bo coś tam im jeszcze przecież zostało. Benzynę kupią z Indii, żywność z Chin. Jakoś dotrwają do października. Co wtedy?

Moim zdaniem, tym razem nie rzucą tych mobików na front. To nie miałoby sensu. Ukraińskie drony średniego zasięgu skutecznie niszczą ruchome cele wojskowe do 100 km od frontu, więc choćby jeżeli wyślą tych poborowych na piechotę, to większość nie dojdzie.

Bardzo serdecznie zapraszam więc do przedyskutowania umiarkowanie pesymistycznego scenariusza eskalacji. O ile kompletnie nie wierzę w rosyjskie atomówki (raz, iż nie wierzę iż działają; dwa iż Chiny sobie nie życzą; trzy iż wiatr wieje na wschód; cztery iż reakcja NATO byłaby dewastująca; pięć iż oligarchowie chcą wrócić do Courchevel…), traktuję jako umiarkowanie realny scenariusz ataku na kraje bałtyckie.

To nie wymagałoby wiele. Rosja przez cały czas ma wystarczająco dużo zwykłych kałachów (a jak nie ma, to dokupi w Chinach). Wyobrażam sobie dwieście tysięcy mobików ruszających szeroką tyralierą z okrzykiem „uraaa”, jak w starych filmach. Mogą dojść do linii Dorpat-Dyneburg, zanim NATO ogarnie obronę i ich zatrzyma. I wtedy Putin składa ofertę – wycofamy się, ale w zamian za wstrzymanie wszelkiej pomocy dla Ukrainy.

Zakładam, iż NATO ją odrzuci. Ale czy mam rację? Oraz, co tutaj jest kluczowe, czy Putin wierzy w NATO?

Cała ta dziwaczna historia z „duchem Ankorydża” sugeruje raczej, iż on wyobraża sobie NATO na wzór Układu Warszawskiego, iż jak Trump nam coś rozkaże, to my wykonamy. A Trump pewnie rzeczywiście ma nas gdzieś, musielibyśmy sami „ginąć za Rygę”.

Wierzę, iż dalibyśmy sobie radę bez Amerykanów. Ale w 2027 będzie trochę ważnych wyborów (w tym w Polsce). U nas już od pewnego czasu kampania przebiega pod znakiem licytowania się na antyukraińskość. Niejeden europejski premier może mieć pokusę startowania w wyborach jako godny sukcesor Chamberlaina, który przywiózł z Moskwy „pokój naszych czasów”.

Ze względu na notoryczną niezdolność demokracji do działań prewencyjnych, Rosja by budowała tą swoją „Armię Północ” przez jakiś tydzień całkowicie bezkarnie. Pieskow by zapewniał, iż to tylko ćwiczenia, Nawrocki by wołał, by się nie dać sprowokować, Tusk by się ociągał z wysłaniem wojska. Nie udałoby się orków zatrzymać na samej granicy, zdążyliby wziąć paręset tysięcy cywilów jako zakładników.

A Wy Jak Myślicie? Żeby skalibrować dodam, iż moje prognozy są takie, iż raczej nie wierzę, żeby Putin się na to zdecydował, ale uważam to za realne. Zasadniczy argument jest taki, iż nie widzę innej opcji dla niego. Przecież to niemożliwe, żeby na serio wierzył w 15 termin zajęcia Donbasu.

Gdyby doszło do takiej eskalacji uważam też, iż NATO jednak stanie na wysokości zadania. I zamiast Crimean Beach Party będziemy mieć degustację serów w Tylży oraz polsko-litewskie spotkania filozoficzne na grobie Immanuela Kanta. Ale Putin może kalkulować inaczej.

Idź do oryginalnego materiału