Nie ukrywam, iż śledziłem wydarzenia na Węgrzech z dużym zaciekawieniem. Zastanawiało mnie na ile tak mocny eurosceptycyzm i nacjonalistyczne podejście może być akceptowalne. Czy naprawdę ludzie są gotowi zrezygnować z otwartej Europy na rzeczy partnera jakim jest Rosja? Dzisiejsza, agresywna, nieprzewidywalna i zwyczajnie zła Rosja…
W dodatku Orban “trzymał kraj” krótko. Twardą ręką. Opozycja nie miała łatwego zadania. Przyglądałem się sondażom z pewnym niedowierzaniem. A jednak… Już ogromna, historyczna frekwencja pokazała, iż coś się dzieje. Bez względu na podjętą decyzję – byłoby to zwycięstwo demokracji.
W tych warunkach okazało się jedna, iż miażdżąca część społeczeństwa widzi w Europie cenniejszego partnera niż w Rosji. Mimo wszystkich wad i problemów – bardziej ceni sobie wspólnotę i demokrację niż wschodni styl życia.
Myślę, iż UE odetchnęła z ulgą, bo Orban nie był ani partnerem wymarzonym, ani choćby partnerem uczciwym. Nie chodzi choćby o wieczne stawianie oporu, rzucanie piachu w tryby i manifestowanie zawsze odrębnego zdania. Jednak wynoszenie informacji wprost do Rosji co ujawniono ostatnio… to już zachowanie nieakceptowalne.
Wynik 70% do 30%, większość konstytucyjna – to decyzja narodu, której nie można podważyć. Z ogromnym poparciem, ale i z ogromnymi oczekiwaniami przejmuje władzę Peter Magyar.
Napisałem w tytule, iż jest nadzieja. Pewnie zastanawiacie się, co takiego miałem na myśli. Otóż być może pozostało nadzieja na budowanie prawdziwej wspólnoty, zakopanie animozji pomiędzy narodami, postawienie tego co nas łączy ponad tym co nas dzieli.
Jeździcie na wakacje za granicą. Przyglądaliście się kiedyś ludziom z innych krajów? Jesteśmy dokładnie tacy sami. Tak samo bawimy się z dziećmi, chcemy żeby były bezpieczne i szczęśliwe, chcemy zwyczajnie dobrze żyć. Nie potrzebujemy sporów, awantur, wojen… Jestem przekonany, iż gdyby dać Rosjanom prawdziwy wybór – też woleliby zachodni styl życia, niż swój własny, narodowy zamordyzm zwykłego dyktatora.
Jestem zmęczony sporami. Sporami na szczeblu światowym. Wojnami. Niszczeniem świata i wolności, do której zaczęliśmy się przyzwyczajać. Zamykaniem kolejnych regionów z powodu konfliktów.
Jestem zmęczony sporami w UE. Awanturami między państwami. Brakiem wspólnego celu. Tym szarpaniem się między interesami poszczególnych krajów. I słuchaniem o “złych Niemcach”.
Jestem zmęczony sporami w kraju. Tą nieustanną wojną polsko-polską, która przekroczyła już wszelkie granice przyzwoitości (po obu stronach). To nie jest spór o Polskę, o przyszłość – to bezwzględna walka polityczna, której tak naprawdę nie chcemy.
Jestem zmęczony wiecznymi awanturami u nas w mieście. Patrzeniem niektórych tylko na czubek własnego nosa i doraźne polityczne korzyści. Bez szerszej perspektywy i bez żadnego wyższego celu.
Na Węgrzech powiedziano o przeciwnikach wszystko. W słowach, które prawdopodobnie nie powinny nigdy paść. Po obu stronach mówiono rzeczy… których w normalnych czasach nikt by nie powiedział. Tak brutalnego starcia jeszcze nie było. Być może uda się kiedyś odejść także od takiej bezwzględnej retoryki. To prawdziwy koszmar naszych czasów.
Jest jednak nadzieja.
Skoro na Węgrzech udało się przezwyciężyć ten marazm, być może uda się to zrobić także na świecie. Być może w końcu ludzi powiedzą – dajcie nam wszyscy święty spokój, my chcemy normalnie, spokojnie żyć.
I tego Państwu i sobie życzę. Może wbrew wszystkiemu – pozostało nadzieja.










