MSZ znów straszy turystów. Im bardziej przestraszone społeczeństwo, tym łatwiej nim rządzić

eswinoujscie.pl 1 godzina temu

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych znów uruchomiło dobrze znaną machinę ostrzegania obywateli przed podróżami. Tym razem na liście pojawiły się między innymi Sri Lanka, Malediwy oraz Nepal. Oficjalny komunikat brzmi poważnie. Urzędnicy apelują, aby unikać podróży, które nie są konieczne.

MSZ znów straszy turystów. Czy naprawdę świat jest tak niebezpieczny jak twierdzą urzędnicy?

Brzmi to niemal jak ostrzeżenie przed wyprawą na front wojenny.

Problem polega jednak na tym, iż rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż urzędowe komunikaty. Samoloty latają normalnie. Lotniska działają. Hotele są pełne turystów z całego świata. Plaże są pełne ludzi.

Tylko w komunikatach MSZ wygląda to tak, jakby pół świata było strefą zagrożenia.

Mechanizm strachu działa od wieków

Władza od zawsze wiedziała jedno. Najłatwiej rządzi się ludźmi przestraszonymi. Człowiek, który się boi, przestaje zadawać pytania. Przestaje analizować rzeczywistość. Zaczyna słuchać komunikatów i podporządkowywać się zaleceniom.

Dlatego komunikaty ostrzegawcze pojawiają się dziś niemal przy każdej okazji.

Pandemia. Kryzys. Wojna. Katastrofy klimatyczne. Zagrożenia bezpieczeństwa.

Wystarczy kilka alarmujących zdań i społeczeństwo zaczyna wierzyć, iż świat za granicą jest miejscem pełnym niebezpieczeństw.

Sri Lanka i Malediwy według urzędników to prawie strefa ryzyka

W oficjalnych komunikatach pojawia się argument, iż wiele połączeń lotniczych do Azji odbywa się przez kraje Zatoki Perskiej. W związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie pojawia się więc sugestia, aby z podróżami uważać.

Tylko iż według tej logiki należałoby adekwatnie przestać latać niemal wszędzie.

Dubaj jest jednym z największych hubów lotniczych świata. Doha i Abu Zabi obsługują miliony pasażerów miesięcznie. Linie lotnicze latają tam bez przerwy. Lotniska działają jak ogromne miasta.

Gdyby rzeczywiście było tak niebezpiecznie jak sugerują komunikaty, globalny transport lotniczy po prostu by się zatrzymał.

Nic takiego się jednak nie dzieje.

Urzędnik zawsze będzie ostrzegał

Dla urzędnika najbezpieczniejsza decyzja jest prosta. Lepiej wydać ostrzeżenie niż wziąć odpowiedzialność za jego brak. jeżeli coś się wydarzy, zawsze można powiedzieć, iż przecież ostrzegaliśmy.

W efekcie powstaje system, w którym najprościej jest straszyć.

Bo strach nic nie kosztuje. Kilka komunikatów, kilka grafik w mediach społecznościowych i gotowe.

A potem ludzie zaczynają myśleć, iż podróż do Azji to niemal wyprawa na koniec świata.

Tymczasem świat podróżuje dalej

Podczas gdy urzędnicy publikują kolejne ostrzeżenia, miliony ludzi pakują plecaki i lecą w świat. Sri Lanka bije rekordy turystyczne. Malediwy przyjmują setki tysięcy gości. Nepal przyciąga miłośników Himalajów z całego globu.

Turystyka globalna nie zatrzymała się ani na chwilę.

Bo prawda jest prosta. Świat jest dużo bardziej normalny niż pokazują to komunikaty ostrzegawcze.

Strach nie powinien decydować o naszym życiu

Oczywiście rozsądek w podróży jest ważny. Warto sprawdzać sytuację w danym kraju, przestrzegać lokalnych zasad i mieć świadomość zagrożeń.

Ale między rozsądkiem a permanentnym straszeniem jest ogromna różnica.

Bo jeżeli przyjąć logikę urzędowych komunikatów, najbezpieczniej byłoby w ogóle nigdzie nie wyjeżdżać. Siedzieć w domu, oglądać komunikaty i czekać na kolejne ostrzeżenia.

Tylko iż wtedy przestalibyśmy poznawać świat.

A świat jest zbyt ciekawy, aby oglądać go wyłącznie przez pryzmat urzędowych alarmów.

Idź do oryginalnego materiału