Po co te pokazy? Dlaczego wojsko bierze w nich udział? Może lepiej, żeby trenowali, a nie robili pokazy akrobacji?". Po katastrofie w Radomiu Polacy zaczęli zadawać mnóstwo pytań, mają mnóstwo wątpliwości, podważają sens pokazów. Co Pan o tym myśli?
Sam zajmuję się pokazami lotniczymi. Znam je od podszewki. Latałem jako pilot pokazowy na pokazach w Polsce i Europie. Po zakończeniu służby zająłem się organizacją pokazów lotniczych. Ale lubię jeździć na nie również jako widz. I zawsze będę orędownikiem pokazów. To naprawdę bardzo widowiskowe wydarzenia.
Jaki jest ich sens? Gen. Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, sam przyznał, iż miał wątpliwości, czy tego typu show mają sens i iż do organizacji takich wydarzeń przekonywał go Maciej Krakowian. A MON do odwołania właśnie zastopowało wszystkie pokazy.
Przeciętny Kowalski nie może na co dzień zobaczyć możliwości tych samolotów i umiejętności pilotów, którzy nierzadko trenują cały rok, żeby na jednym pokazie pokazać tylko 10-15 minut lotu i akrobacji.
Te pokazy przyciągają dziesiątki tysięcy ludzi. Ja organizuję je w małych miejscowościach i przychodzi na nie po 20-30 tysięcy ludzi. Z tego, co widzę, tych pokazów z roku na rok przybywa, więc jest zapotrzebowanie. W tym roku odbywały się praktycznie w każdy weekend, od maja do końca sierpnia.
Jest ich naprawdę mnóstwo i są doprecyzowane do perfekcji.
Teraz po katastrofie w Radomiu czytam opinie, iż należy zaostrzyć przepisy i zasady bezpieczeństwa. Ale one już są tak zaostrzone, iż na pokazach bardzo rzadko dochodzi do katastrof. I ta w Radomiu, i ta w ubiegłym roku w Gdyni, zdarzyły się podczas treningów.
Nie ma już co zaostrzać. Nie szedłbym tą drogą. Według mnie nie ma to związku z wczorajszą katastrofą, żeby rezygnować z pokazów, ograniczać je, czy zaostrzać przepisy. Mam nadzieję, iż w wojsku są wyciągane wnioski, ale nie polegają one tylko na tym, żeby nie latać. Bo zupełnie nie o to chodzi.
Dalsza część artykułu poniżej:
Znał Pan mjr. Macieja "Slab" Krakowiana, który zginął w katastrofie?
Znałem. Jeszcze niedawno się z nim widziałem. To był pilot pokazowy, więc spotykaliśmy się na większości pokazów. Był bardzo otwarty, zawsze znajdował czas dla publiczności. Chodził, rozmawiał, odpowiadał na pytania. Super facet.
Bardzo lubił brać udział w tych pokazach, prawda?
Tak. Był takim zapaleńcem. Nie unikał mediów, lubił opowiadać o tym, co robi. Od trzech lat "Slab" był jedynym w Polsce pilotem pokazowym F-16. Nie było innego pilota wyszkolonego do pokazów.
Nie było nikogo poza nim?
Tylko jeden człowiek szkoli się do tego, żeby przez cały rok brać udział w pokazach, czy to w Polsce, czy za granicą. On reprezentuje nasz kraj i pokazuje możliwości tego samolotu. To jest jeden pilot w Polsce.
Generalnie jest zasada, iż może być jeden pilot pokazowy. Na niektórych samolotach, chyba na Migach 29 (z tego co pamiętam), był drugi rezerwowy, który też trenował. Ale generalnie latał jeden.
Jak to się stało, iż akurat "Slab" został takim pilotem?
Przy pokazach pracuje cały zespół ludzi, jak przy Formule 1. To m.in. ponad 20 techników, safety observer, komentator. Mnóstwo ludzi dba o to, żeby to było widowiskowe i bezpieczne. "Slab" miał duże doświadczenie na F-16, ale przez lata pracował z zespołem, w którym latał inny pilot pokazowy.
Pełnił w nim rolę observera. Jako doświadczony pilot dawał z ziemi wskazówki o tym, czego tamten pilot w górze mógłby nie zauważyć, np. o ptakach, czy o tym, iż coś dzieje się na pasie.
Zakładam, iż w tej chwili w zespole, w którym latał "Slab", też jest taki observer, który pewnie z czasem by go zastąpił. Tak się to odbywa.
Ćwiczył na tym samym F-16, na którym odbywał loty bojowe?
Nie mamy specjalnego samolotu do pokazów. F-16 jest trochę inaczej konfigurowany do pokazów. To są kosmetyczne zmiany, ale tak, to są te same samoloty. "Slab" był w czynnej służbie. Normalnie pełnił swoje obowiązki, a dodatkowo szkolił się i podtrzymywał wszystkie nawyki w lataniu pokazowym, które jest specyficzne i inne od latania. Żeby brać udział w pokazach, trzeba cały czas trenować, trenować, trenować.
Dalsza część artykułu poniżej:
W komentarzach bardzo wybrzmiewają dziś zazuty, iż piloci czynni zawodowo nie powinni brać udziału w takich pokazach. Albo, iż do pokazów nie powinny być wykorzystywane te same samolotu. Jak to wygląda w innych krajach?
Oczywiście, samolot F-16 nie nie został skonstruowany po to, żeby latać na pokazach tylko po to aby strzec nieba. Ale F-16 za granicą biorą w nich udział. Są zespoły lotnicze, które reprezentują dany kraj na arenie międzynarodowej, prezentując się na pokazach lotniczych.
I faktycznie, w takich zespołach latają piloci wybrani. Najlepsi piloci z różnych jednostek, którzy nie uczestniczą już wtedy w procesie bojowym. Skupiają się tylko na pokazach. To jest ich główna praca. Cały rok mają rozpisany pokazowo. Te zespoły dzień w dzień trenują, ćwiczą i latają po świecie na pokazy. To nie dotyczy pilotów w F-16, te zespoły latają różnymi samolotami w zależności od kraju.
Natomiast w wielu krajach, w USA również, zdarza się, iż tzw. piloci soliści – czyli tak jak "Slab", latający pojedynczo – normalnie służą w służbie czynnej, a na czas pokazów są szkoleni jako piloci pokazowi. To nie jest tak, iż sytuacja w Polsce jest jakimś ewenementem.
Jeśli chodzi o F-16 takiego zespołu w Polsce nie ma. Natomiast jest grupa, która lata na Orlikach. Wcześniej mieliśmy znaną na całym świecie grupę pokazową "Biało-czerwone Iskry".
Niektórzy uważają dziś, iż te pokazy to cyrk. Pojawiają się głosy, iż przede wszystkim samoloty wojskowe nie powinny brać w nich udziału. Że Polska straciła i najlepszego pilota, i samolot, których nie mamy wielu. Jeden z komentarzy: "Wojsko to nie estradowcy, by się popisywać przed publiką".
Ja się z tym nie zgadzam. Jestem za tym, żeby samoloty wojskowe pokazywać na wszystkich pokazach. One nie muszą pokazywać pełnych umiejętności i możliwości tego sprzętu, jeżeli nie ma takiej potrzeby. One mogą choćby tylko przelecieć i poszumieć. Natomiast zawsze warto zaakcentować, iż mamy takie samoloty. Pokazać, czym dysponują nasze siły powietrzne. Szczególnie teraz, w okresie, kiedy za miedzą mamy wojnę.
Te pokazy służą również temu, iż przyjdą na nie dzieci, popatrzą na te samoloty z rozdzielonymi buziami i zechcą być pilotem. Sam bardzo często na to liczę. A jak dzieci nie zobaczą wojskowego samolotu, czy śmigłowca, to może nie zechcą być pilotami wojskowymi.
W Pana pokazach też biorą udział samoloty wojskowe?
W pokazach, które ja organizuję od lat, zawsze brały udział samoloty wojskowe. I zawsze – ilu akrobatów cywilnych bym nie ściągnął – największe wrażenie robi samolot wojskowy, choćby jeżeli nie wykonuje żadnej akrobacji. To się ludziom bardzo podoba.
Natomiast po katastrofie samolotu Bielik M346 w ubiegłym roku w Gdyni, gdy też zginął bardzo doświadczony wojskowy pilot pokazowy, wojsko zabroniło wojskowym statkom powietrznym brać udział w cywilnych pokazach lotniczych.
Wtedy wyciągnięto taki wniosek, ale według mnie nie tędy droga. Logika poszła chyba za daleko. Ktoś kierował się tym, iż jak coś nie lata, to nie będzie wypadków.
Dlatego w 2024 oraz 2025 roku samoloty wojskowe nie brały udziału w pokazach cywilnych. Pokazy straciły przez to na widowiskowości i wiem, iż ludziom tego brakuje. Razem z innymi organizatorami pokazów widzimy, iż jak ktoś przedstawi program pokazu, zaraz w mediach społecznościowych pojawiają się pytania, czy będą samoloty wojskowe. Jestem przekonany, iż część ludzi jeździ na nie tylko po to, żeby je zobaczyć.
Natomiast AirShow w Radomiu to jeden z największych w Europie pokazów lotniczych, który ściąga setki tysięcy ludzi. I to są pokazy wojskowe, więc statki powietrzne muszą być. Dlatego w tym przypadku samoloty wojskowe są główną atrakcją. Stąd między innymi tak duże zainteresowanie tym pokazem.
Jak Pan myśli, co mjr Maciej "Slab" Krakowian mógłby powiedzieć, gdyby słyszał te wszystkie dyskusje o pokazach?
"Slab" na pewno powiedziałby to, co ja. Że pokazy jak najbardziej mają sens. Powiedziałby, żeby się pokazywać, radować publiczność i promować wojsko. Taki był. Lubił pokazy i żył tym.
Dlaczego "Slab"?
Nie wiem. Każdy pilot samochodów bojowych ma jakiś pseudonim. Ale dlaczego "Slab"? Nigdy nie dopytywałem.