Na tropie kłamstwa. Zabili go Polacy, a nie Niemcy

radiokielce.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Na tropie kłamstwa. Zabili go Polacy, a nie Niemcy


Grafika Radio Kielce

Od opisywanych wydarzeń minęło wiele lat. Niektórzy mówią, iż czas goi rany. Inni twierdzą zaś, iż lepiej nie rozdrapywać tragicznych dziejów. Czy lepiej jest żyć w zakłamaniu, czy jednak poznać prawdę i wyciągnąć odpowiednie wnioski? W cyklu magazyn sensacji Radia Kielce zajmiemy się losem żołnierza na którego grobie w oczy kole fałszywy zapis.

W kolejnym śledztwie Radia Kielce zajmujemy się tragicznymi wydarzeniami, jakie rozegrały się w czasie II wojny światowej. Przedstawimy zawiłości ruchu oporu, które stały się powodem śmierci jednego z żołnierzy Armii Krajowej. Zginął nie z ręki niemieckiego okupanta. Zabili go Polacy. Jednak do dziś na jego grobie możemy przeczytać fałszywą informację.


Specjalna przysięga

W Wielką Sobotę 8 kwietnia 1944 roku wieczorem oddział partyzancki Armii Krajowej „Wybranieccy” wyruszył na ochronę zrzutu lotniczego, który miał zostać przyjęty na placówkę zrzutową „Mirt” koło wsi Ociesęki (w kierunku na Wólkę Pokłonną) na terenie Placówki Cisów. Zamknięciem dróg dojazdowych zajął się Edward Skrobot „Wierny” zastępca dowódcy „Wybranieckich”. Jedynie żołnierze zwiadu konnego znajdowali się w grupie przyjmującej zrzut. Niedaleko stały chłopskie furmanki przygotowane do wywiezienia zrzutowych zasobników.

Wszyscy żołnierze z oddziału oraz powołani z placówek zgodnie z instrukcjami składali specjalną przysięgę dochowania tajemnicy na temat zrzutu i wszelkich okoliczności z nim związanych.

Zrzut nastąpił około północy. Przyjęto czterech skoczków. Byli to: kpt. Bolesław Jackiewicz „Łabędź”, ppor. Edward Kiwer „Biegaj”, rtm. Stanisław Raczkowski „Bułany” i ppor. Ludwik Wiechuła „Jeleń”. Poza cichociemnymi w zrzucie przyjęto 4 km, 49 pm, 15 pistoletów, 130 granatów ręcznych, 5 granatów przeciwpancernych, 2 radiostacje, 2 odbiorniki, 2 paczki mundurowe i 109 kg plastiku. Sprzęt zapakowany był w 9 zasobnikach i 6 paczkach (cześć relacji podaje, iż w trzech).

Lokalizacja zrzutowiska. / Źródło: akokregkielce.pl

W ciemności nocy

Od razu po przyjęciu zrzutu lotniczego wszystkie zasobniki i paczki zostały załadowane na furmanki, którymi dowodził Józef Wójcik „Soplica”. Przewieziono je do wcześniej przygotowanego magazynu w obrębie gospodarstwa Jana Fortuńskiego w Ociesękach. Gdy furmanki wjechały do gospodarstwa większość ludzi z placówki zostało odprawionych, a ukryciem broni zajęła się nieliczna grupa najbardziej zaufanych. W przygotowanym schronie zabrakło miejsca na cały zrzutowy sprzęt i grupa ta jeden z kontenerów ukryła w ściółce na podwórzu.

Pieniądze dostarczone podczas zrzutu przez cichociemnych zostały zabrane osobnym transportem i ukryte w Widełkach.

Skoczków natychmiast odprowadzono z zagrożonego rejonu. Drużyny Stanisława Luterka „Maks” i Tadeusza Kościelskiego „Fala” z III plutonu oraz zwiad konny Henryka Pawelca „Andrzej” stanowili ich ochronę podczas marszu do Widełek. Już nad ranem wszyscy dotarli do gajówki Zarobiny i tam sołtys Widełek wraz ze swoją żoną przyjęli wszystkich chlebem i solą. Cichociemny Bolesław Jackiewicz „Ryś” ze łzami w oczach przyjął dary, pochylił się i ucałował spracowane ręce żony sołtysa, to samo uczynili pozostali skoczkowie.


Kradzież własności Wojska Polskiego

W nocy z 10 na 11 kwietnia 1944r. magazyn znajdujący się w obejściu Jana Fortuńskiego w Ociesękach został okradziony. Pozostał jedynie kontener ukryty pod ściółką na podwórku. Dokonali tego ludzie z Batalionów Chłopskich, którzy nie respektowali rozkazu o połączeniu się z Armią Krajową. Pochodzili oni w większości z placówek BCH: Oględów, Szydłów, Potok i Kurozwęki. Dowodził nimi Aleksander Liszaj „Tomczyk”, a jego zastępcą był Piotr Pawlina „Piotr”.

Ta samowolna akcja została zorganizowana przez działaczy BCH, którzy domagali się broni dla swoich partyjnych bojówek podlegających pozostającemu w konspiracji Stronnictwu Ludowemu. Było to przewrotne rozumowanie: domagano się od Naczelnego Wodza broni dla organizacji, która nie chciała się podporządkować rozkazom Naczelnego Wodza i w związku z tym nie była częścią Wojska Polskiego w konspiracji, a jedynie grupą bojową partii politycznej.

Replika zasobnika zrzutowego. / Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego

Jak doszło do przestępstwa?

W grupie żołnierzy z plutonu 169 z Placówki Cisów biorących udział w przyjmowaniu zrzutu znajdowali się bracia Jan Kopacz „Adek” i Mieczysław Kopacz „Chrobry” – obaj z Ociesęk. Wcześniej należeli oni do Batalionów Chłopskich, ale na terenie Placówki Cisów już wcześniej podporządkowali się oni Armii Krajowej. Niestety ci żołnierze ponad przysięgę postawili wierność partyjnym przywódcom i ujawnili ludowcom miejsce zmagazynowania broni.

Po kradzieży broni złodzieje zatrzymali się w lesie mokrzańskim obok szosy z Chmielnika do Staszowa. Broń rozdzielono między placówki biorące udział w „akcji”. Większość zatrzymał „Tomczyk”, który utworzył tego dnia oddział partyzancki nieuznawany choćby przez ludowców. Nie jest to tematem naszego opracowania, ale temat ten zakończymy taką informacją. 21 maja 1944r. „Tomczyk” (wtedy już oficjalnie uznany przez BCH jako dowódca oddziału partyzanckiego) został zastrzelony koło Stopnicy w nieznanych okolicznościach (prawdopodobnie przez swoich partyjnych towarzyszy walki).

Dla dopełnienia pełnego opisu dodamy jeszcze, iż część ukradzionego uzbrojenia nigdy nie została wykorzystana do walki z Niemcami. W sierpniu 2024 roku w okolicy Pierzchnicy materiał zrzutowy został odkryty i zabezpieczony przez saperów Wojska Polskiego o czym informowało Radio Kielce.


Na tropie złodziei

Informacja o kradzieży broni nie mogła pozostać bez odpowiedzi ze strony Armii Krajowej. Na terenie placówki zjawił się Mieczysław Drewicz „Warren”, wtedy kierownik referatu III Komendy Obwodu Kielce i z polecenia Komendanta Obwodu nakazał oddziałowi Mariana Sołtysiaka „Barabasz” odzyskanie za wszelką cenę broni.

Zapewne jeszcze 11 kwietnia Piotr Sarna „Wielki”, Komendant Placówki Daleszyce, przewiózł z grupą 14 żołnierzy ze swojej placówki ocalały kontener oraz pasy z pieniędzmi do schronu zlokalizowanego u Henryka Kozuba „Boleski” w Kranowie. Kilka dni później pieniądze odebrał Marian Sołtysiak „Barabasz”, który dostarczył je do Komendy Obwodu.

Na zdjęciu Mieczysław Drewicz „Warren”, w czasie wydarzeń kierownik referatu III Komendy Obwodu Kielce. / Źródło: akokregokielce.pl

W tym czasie oddział „Barabasza” kierując się informacjami uzyskanymi od mieszkańców skierował się w kierunku Rakowa. We wsi Życiny natrafiono na część zrzutowej broni, którą odebrano. Dalsze ślady prowadziły do Korytnicy i Oględowa. Procedura przyjęta przez oddział wyglądała następująco: zwiad konny otaczał wsie lub pojedyncze domy, a reszta oddziału przeprowadzała sprawdzanie domów, co do których posiadano informacje, iż ich właściciele mogli brać udział w kradzieży.

16 kwietnia 1944 r. „Wybranieccy” dotarli do Oględowa między Kurozwękami, a Staszowem. Grzegorz Świerczyński „Grześ” ze zwiadu konnego stał na ubezpieczeniu. Chciał zatrzymać człowieka, który wydawał mu się podejrzany, ale ten strzelił do niego zabijając na miejscu. Oddział natychmiast zarekwirował podwodę i ciało partyzanta zostało przewiezione do Widełek. Zastrzelony partyzant został pochowany na cmentarzu w Cisowie. Podczas operacji odzyskano jedynie 9 stenów i 1 rkm.

Grzegorz Świerczyński „Grześ” – pierwszy z prawej w czapce esesmana, którego zabił podczas walki w Widełkach. / Źródło: „Na rozkaz serca” Henryk i Zbigniewa Pawelcowie

Pomnikowe kłamstwo

Ta tragiczna historia jednak nie skończyła się z chwilą pogrzebu partyzanta. Odwiedzając cmentarz w Cisowie możemy odwiedzić odnowiony grób na którym znajdziemy zapis, iż Grzegorz Świerczyński „Grześ”: „zginął 8.VII.1944 r. pod Niestachowem”.

Zapis ten jest kłamstwem. W Niestachowie oddział „Wybranieccy” faktycznie walczył, ale miało to miejsce w dniu 7 lipca 1944 r. i poległ wtedy jedynie Józef Litewka „Staszek”. Także ten żołnierz pochowany jest na cmentarzu w Cisowie, ale i na jego nagrobku znajduje się błąd. Poległ 7 lipca, a nie 8 jak głosi inskrypcja.

-Wiele lat temu słyszałem taką opowieść, iż błędny zapis na nagrobku Świerczyńskiego wynika stąd, iż partyzanci już w latach powojennych chcieli chronić jego matkę, która tu przyjeżdżała – mówi nam Marek Maciągowski, dyrektor Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej w Kielcach.

-Kobieta przelewała zły po stracie syna i byli żołnierze uznali ponoć, iż lepiej nie mówić jej, iż zginął z ręki Polaka. Tak powstał kłamliwy zapis, który funkcjonuje do dziś – dodaje dyrektor.

Tragiczne losy wydarzeń mają swoje konsekwencje do dziś. Kłamliwe opisywanie wydarzeń nie przyniesie nam jednak nic dobrego. Wyciągajmy wnioski na przyszłość, ale i przywracajmy prawdę, bo tylko dzięki temu uda się zrozumieć wydarzenia z minionych lat.

KARTA OBIEKTU Nr wew. 05-09-001 / Źródło: Miejsca Pamięci Narodowej w Województwie Świętokrzyskim

Idź do oryginalnego materiału