
W najbliższą niedzielę, 8 marca, posługę proboszcza Parafii pw. św. Józefa przejmie ks. kanonik Zdzisław Szostak, dotychczasowy prorektor Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Lublinie. O wyzwaniach stojących przed nowym pasterzem wspólnoty wiernych na Adampolu rozmawialiśmy z nim kilka dni przed oficjalnym objęciem przez niego parafii.
– Czy posługa kapłańska zawsze jest jednym pasmem niespodzianek? Nie sądzę, żeby dwa miesiące temu Ksiądz spodziewał się, iż będzie proboszczem parafii w Świdniku.
– Nie spodziewałem się, ale traktuję to jako Bożą niespodziankę, prezent od Pana Boga. Tę nominację uznaję za znak czy też Jego wolę, jakkolwiek mogłoby to patetycznie zabrzmieć. To nie jest mój pomysł, ale przyjmuję sytuację jako coś, co wynika ze święceń kapłańskich i podążania drogą wiary. Jestem otwarty na wolę Pana Boga, chcę słuchać Jego słowa, odkrywać Jego wolę także w wymiarze posłuszeństwa wobec Biskupa. Przyjmowanie Bożej woli jest drogą najlepszą, bo daje radość, szczęście, nadzieję i poczcie wypełnienia tego, co Pan Bóg przewidział.
– W moim świeckim pojęciu to jest trochę jak w wojsku – na który front rzucą, tam trzeba walczyć…
– Pomijając militarne skojarzenia, pewnych analogii można się doszukiwać. Przez decyzję Arcybiskupa wyraża wolę Pan Bóg, a my, przyjmując święcenia kapłańskie, składamy przyrzeczenie posłuszeństwa w przeświadczeniu, iż ta droga będzie najlepsza. Mieści się w tym odkrywanie kapłańskiej radości.
– To pierwsze Księdza probostwo. Wynikają z tego jakieś obawy?
– Wiele rzeczy wynikających z posługi parafialnej muszę sobie przypomnieć. Ponad 18 lat spędziłem pracując w Metropolitalnym Seminarium Duchownym. Trudno więc o brak obaw czy też znaków zapytania w obliczu nowych sytuacji. Natomiast nie będę szukał rozwiązań w stylu: Ja tu jestem najważniejszy. Na pierwszym miejscu jest Pan Bóg. Chcę znaleźć oparcie w Nim i parafialnej wspólnocie Kościoła. Na tym opieram swoją nadzieję, iż wszystko będzie szło w dobrym kierunku. Wymaga to, rzecz jasna, zaangażowania, poznawania, wchodzenia w nową rzeczywistość. Ale fundament jest w Panu Bogu. Ważna będzie też kooperacja w głoszeniu Chrystusa z księżmi posługującymi owocnie od wielu lat w naszym dekanacie, którym dziękuję za życzliwe przyjęcie.
– Do Lublina nie jest ze Świdnika daleko. Jakie wyobrażenie o tym mieście miał Ksiądz do tej pory?
– Bywałem tu nieraz w różnego rodzaju okolicznościach, ale jakiejś pogłębionej wiedzy nie miałem. Naturalnie mam w pamięci starania mieszkańców Świdnika o budowę pierwszego kościoła, mimo iż w zamyśle miał być modelowym miastem socjalistycznym, w którym obecność Pana Boga była zdecydowanie niepożądana. Pokazuje to walkę ludzi i świadectwo wiary…
– … Chociaż jesteśmy społecznym tyglem, bo przecież siedemdziesiąt parę lat temu zjechali się tu ludzie z różnych stron kraju.
– W Parafii pw. św. Antoniego Padewskiego w Lublinie, w której pracowałem na początku mojego kapłaństwa, u jej początków też wprowadzali się ludzie przyjeżdżający do pracy w Fabryce Samochodów Ciężarowych. I zbudowali piękną wspólnotę wiary, podobnie jak mieszkańcy Świdnika. Żeby nie być oskarżonym o ignorancję, Świdnik kojarzy mi się też oczywiście z lotnictwem. Wielokrotnie korzystałem z możliwości rozpoczęcia czy zakończenia podróży na świdnickim lotnisku.
– Czyli kontekst polityczno-społeczno-gospodarczy trzeba będzie dopiero ogarnąć. A słyszał Ksiądz przelatujący przed chwilą śmigłowiec?
– Nie.
– No to się Ksiądz nadaje na Świdniczanina, bo my też tego już nie zauważamy. Zaryzykuję twierdzenie, iż Ksiądz Arcybiskup zaciąga do Świdnika elitę swojego wojska, iż przytoczę przykład księdza kanonika Andrzeja Krasowskiego, który również ma doświadczenie pracy w Metropolitalnym Seminarium Duchownym. Czy znaczy to, iż Świdnik jest miejscem dla Kościoła wyjątkowym?
– Seminarium jest miejscem ważnym dla Archidiecezji, jest sercem diecezji, jest źrenicą oka biskupa…
– …Który wysyła do nas sprawdzonych ludzi… i żeby nie było, iż Ksiądz się chwali, ja to powiedziałem.
– Cóż mogę odpowiedzieć. Nowe wyzwanie traktuję z wielką nadzieją i radością. Dużo dobrego słyszałem o tej parafii. Że to dobre miejsce, zintegrowana wspólnota i o jej reakcji na odejście świętej pamięci Księdza Krzysztofa Czerwińskiego, jako trudnego, ale jedocześnie jednoczącego doświadczenia.
– Znam mniej lub bardziej wszystkie wspólnoty parafialne w Świdniku. Ta, z racji swoich korzeni, czyli przedwojennych jeszcze tradycji Adampola i powojennej, szczególnie w latach osiemdziesiątych, bardzo trudnej drogi życiowej, kiedy nie było niczego, a ludzie, ogromnym wysiłkiem próbowali budować sobie miejsca do życia, wydaje się być, w porównaniu z innymi parafiami, szczególnie konserwatywna. Dobrze to czy źle?
– jeżeli jest konserwatywna w znaczeniu wierności Bożemu Słowu, Ewangelii, Kościołowi, tradycyjnym wartościom, to tylko się cieszyć.
– Świętej pamięci Ksiądz Krzysztof cieszył się ogromnym szacunkiem, by nie powiedzieć miłością wiernych. Moim zdaniem jedną z jego kardynalnych cnót była łagodność. Powiadają, iż doprowadził ją do perfekcji, ponieważ kiedy odprawiał nabożeństwo, mówił tak cicho, iż trudno było Go usłyszeć. Teraz wpada mi do głowy, iż Jego ogromną zaletą były również ogromne pokłady zdrowego rozsądku. Wiadomo, iż posługą kapłańską kieruje przede wszystkim powołanie. Ale wszyscy jesteśmy ludźmi, zarówno kapłan, jak i wierni. Jakie ludzkie cechy trzeba posiadać, żeby cieszyć się taką estymą jak Ksiądz Krzysztof?
– Myślę, iż przede wszystkim trzeba być autentycznym. Może znów zabrzmi to patetycznie, ale trzeba być Bożym człowiekiem. Naśladować Chrystusa w warunkach codzienności, ze wszystkim do Niego przychodzić w utrudzeniu, obciążeniu, a On pokrzepi, bo jest właśnie łagodny i pokorny sercem. Drugą osobą, która wyznacza drogę, jest patron naszej parafii, święty Józef. Całe Jego życie polegało na służbie, cichości i pokorze. Podejmował i wykonywał wszystko, co powiedział Mu Pan. Również dla mnie jest to znakiem, żeby iść Jego drogą. Świadectwo Księdza Krzysztofa pokazuje, iż również On szedł drogą świętego Józefa ze swoją łagodnością, cichością, uśmiechem, pogodą ducha i troską o swoją rodzinę, którą jest wspólnota parafialna.
– Wystarczy wyjrzeć za okno plebanii, żeby zauważyć, iż to parafia niezwykła. Wszędzie widać pamiątki związane z lotniczymi tradycjami miasta. Wiąże się to również z marzeniami Księdza Krzysztofa o byciu lotnikiem. W sumie sprawy poszły inaczej, ale czy Ksiądz zamierza pielęgnować te lotnicze tradycje?
– Nie marzyłem nigdy o zostaniu lotnikiem, ale bardzo lubię podróżować samolotem. Myślę, iż kaplica lotnicza w tej parafii jest bardzo dobrze ulokowana i potrzebna. Przejmę również obowiązki kapelana kaplicy świętych Cyryla i Metodego w porcie lotniczym.











