Na dnie Morza Bałtyckiego spoczywa wiele wraków statków, a spora część zatonęła w czasie drugiej wojny światowej. Wśród nich znalazł się MS "Wilhelm Gustloff", czyli flagowy statek wycieczkowy floty organizacji nazistowskiej Kraft durch Freude (Siła przez radość). Podczas wojny został włączony w skład Kriegsmarine, czyli niemieckiej marynarki wojennej. Swój ostatni rejs odbył w ramach operacji "Hannibal" będącej złożoną akcją ewakuacyjną.
REKLAMA
Zobacz wideo Statki widmo pełne zwłok dryfują u wybrzeży Japonii. To rybacy z Korei
"Wilhelm Gustloff": katastrofa nastąpiła podczas akcji ewakuacyjnej. Statek był przepełniony, a szalup ratunkowych było za mało
Jak podaje Onet, "Wilhelm Gustloff" mierzył 208,5 m długości i 23,59 m szerokości. Statek został zwodowany 5 maja 1937 roku. Jego celem był zapewnienie rozrywki niemieckim funkcjonariuszom i pracownikom. Na pokładzie znajdował się basen, organizowane były także koncerty. Jego funkcja znacząco się zmieniła po wybuchu wojny. Od września 1939 roku do listopada 1940 roku "Gustloff" służył jako statek szpitalny. Jeszcze przed końcem tamtego roku zaczęto usuwać z niego sprzęt medyczny i przemalowano go z kolorów statków szpitalnych na standardowy marynarski szary. W końcu został zaangażowany w operację "Hannibal".
Przedsięwzięcie to polegało na ewakuacji ludności uciekającej do III Rzeszy przed Armią Czerwoną. Polskie Radio 24 podaje, iż Niemcom udało się ewakuować ponad 1,2 mln osób, w tym 350 tys. żołnierzy. Czyni to operację "Hannibal" największą ewakuacją w historii. Pasażerowie mieli dostać się z Prus Wschodnich i okupowanego polskiego wybrzeża drogą morską. W całej akcji brało udział ponad tysiąc statków i okrętów. "Gustloff" miał wypłynąć 30 stycznia 1945 roku z portu w Gdyni. W tym czasie Armia Czerwona kontrolowała już większość obszaru dawnej II Rzeczpospolitej.
Mieliśmy rozkaz, żeby zabierać na pokład tylko kobiety z trojgiem lub więcej dzieci. To zalecenie przed 30 stycznia nie było już przestrzegane, więc zabieraliśmy też kobiety z jednym lub dwójką dzieci. Można założyć, iż spośród 10 tys. pasażerów połowę stanowiły dzieci
- wspominał później Heinz Schön, cywilny członek załogi "Gustloffa" i wieloletni badacz jego dziejów, cytowany przez Polskie Radio. Należy przy tym zaznaczyć, iż jednostka była przeznaczona do transportu dwóch tysięcy osób. Portal ciekawostkihistoryczne.pl zaznacza, iż statek miał zaledwie 12 szalup ratunkowych, które mogły pomieścić w sumie około 700 osób. Niestety przebieg katastrofy pokazuje, iż nie był to wcale główny czynnik, który przesądził o losach pasażerów.
MS "Wilhelm Gustloff" - ile osób zginęło? Utonięcia nie były jedyną przyczyną śmierci pasażerów
Przeładowany "Gustloff" był eskortowany przez torpedowiec "Löwe". Płynął nocą, podczas śnieżycy. Temperatura powietrza wynosiła do -18 stopni Celsjusza, a wodę pokrywały kry lodowe. Na statku zgaszono wszystkie światła, poza oświetleniem pozycyjnym, aby nie zwracać uwagi Armii Czerwonej. Niestety jednostka została namierzona przez radziecki okręt podwodny S-13, dowodzony przez Aleksandra Marinesko. Było to około godziny 19, na wysokości Słupska. Dwie godziny później Sowieci z odległości 400 metrów odpalili trzy torpedy. Wszystkie trafiły w "Gustloffa", który od razu zaczął tonąć. Część osób zginęła już w momencie wybuchów. Wielu również zdeptano, gdy na pokładzie wybuchła panika. Ludzie wypadali za burtę lub sami wyskakiwali, ale tam czekała na nich śmierć z wychłodzenia w lodowatej wodzie. Po 65 minutach od ataku MS "Wilhelm Gustloff" całkowicie zanurzył się w morzu.
Zobacz też: Prawda zatopiona w Bałtyku. Katastrofa w serialu "Heweliusz". Dramaturgia kontra rzeczywistość.
Według ustaleń Heinza Schöna, katastrofę przeżyło około 1200 osób. Śmierć poniosło natomiast 9343 mężczyzn, kobiet i dzieci. Nowsze badania sugerują jednak, iż liczba ofiar mogła wynieść choćby 9600 z ponad 10 600 pasażerów. Poza Niemcami na pokładzie znajdowali się Litwini, Łotysze, Polacy, Estończycy i Chorwaci. Dla porównania, na słynnym "Titanicu" zginęło około 1500 osób. Warto wspomnieć także o działaniach po tych wydarzeniach.
"Wilhelm Gustloff" - wrak przez cały czas spoczywa na dnie Bałtyku. Dziś jest to mogiła wojenna
Choć "Gustloff" przewoził głównie cywili, jego zatopienie nie zostało uznane za zbrodnię. Statek nie miał oznaczeń szpitalnych - co gwarantowałoby mu ochronę - nie był oświetlony, a do tego eskortowała go uzbrojona jednostka. W związku z tym Sowieci potraktowali go jako jednostkę pomocniczą, a decyzja Marinesko o ataku została uznana za usprawiedliwioną.
Z punktu widzenia konwencji zatopienie to było legalne. Możemy mieć tylko zastrzeżenia natury etycznej. W czasie wojny jednak ani jedna, ani druga strona nie miała takich obiekcji
- wyjaśnia historyk prof. Józef Dyskant, cytowany przez Polskie Radio. w tej chwili wrak dawnej dumy nazistowskich Niemiec spoczywa na głębokości około 45 metrów, kilkanaście mil na północny wschód od Łeby. W 1994 roku uzyskał status mogiły wojennej. Oznacza to, iż nie można nurkować w promieniu 500 metrów od niego.
Źródło: onet.pl, polskieradio24.pl, ciekawostkihistoryczne.pl
Dziękujemy, iż przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.





