Polski ambasador w Moskwie wykonał gest, który zwraca uwagę w obecnych relacjach polsko-rosyjskich. Krzysztof Krajewski uczcił pamięć rosyjskich marynarzy, którzy zginęli w katastrofie atomowego okrętu podwodnego K-141 „Kursk”. Dyplomata zapalił znicz pod pomnikiem poświęconym marynarzom okrętów podwodnych poległym w czasie pokoju.
Pomnik Fot. Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w MoskwieO wydarzeniu poinformowała Ambasada RP w Federacji Rosyjskiej. Gest polskiego przedstawiciela ma szczególny wymiar ze względu na historię katastrofy, która do dziś pozostaje jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii rosyjskiej marynarki wojennej po zakończeniu zimnej wojny.
Polski ambasador oddał hołd marynarzom „Kurska”
Ambasador RP w Rosji Krzysztof Krajewski zapalił znicz pod pomnikiem marynarzy okrętów podwodnych, którzy ponieśli śmierć podczas służby w czasie pokoju.
Ambasada poinformowała, iż był to gest pamięci poświęcony załodze K-141 „Kursk”.
Katastrofa wydarzyła się w sierpniu 2000 roku podczas ćwiczeń rosyjskiej Floty Północnej. Na pokładzie znajdowało się 118 marynarzy. Nikt nie przeżył.
Eksplozje na pokładzie i dramat na dnie morza
„Kursk” był atomowym okrętem podwodnym projektu 949A Antiej. Należał wówczas do największych i najnowocześniejszych jednostek tego rodzaju znajdujących się w rosyjskiej flocie.
12 sierpnia 2000 roku podczas ćwiczeń doszło na pokładzie do eksplozji. Pierwszy wybuch doprowadził następnie do znacznie potężniejszej detonacji.
Okręt został ciężko uszkodzony i osiadł na dnie Morza Barentsa.
Sama eksplozja nie zabiła jednak natychmiast wszystkich znajdujących się na pokładzie. Część marynarzy przeżyła pierwsze chwile katastrofy i znalazła schronienie w tylnej części jednostki.
Rozpoczął się dramatyczny wyścig z czasem.
Pomoc nadeszła za późno
Akcja ratunkowa stała się jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów całej tragedii.
Rosyjskie dowództwo początkowo nie wiedziało dokładnie, co wydarzyło się z jednostką. Alarm ogłoszono dopiero po wielu godzinach.
Jeszcze większe kontrowersje wywołała reakcja władz na propozycje pomocy z zagranicy. Państwa zachodnie, w tym Norwegia i Stany Zjednoczone, dysponowały specjalistycznym sprzętem i oferowały Rosjanom wsparcie.
Moskwa początkowo odrzucała zagraniczną pomoc.
Rosyjskie służby próbowały dostać się do okrętu własnymi siłami, jednak kolejne podejścia nie przynosiły rezultatu.
Dopiero po zaakceptowaniu pomocy zagranicznej specjaliści zdołali dostać się do wraku. 21 sierpnia, czyli 9 dni po katastrofie, potwierdzono, iż nikt z załogi nie przeżył.
118 marynarzy nie wróciło do swoich rodzin
Katastrofa pochłonęła życie całej 118-osobowej załogi.
Późniejsze ustalenia wykazały, iż część marynarzy przeżyła początkowe eksplozje. To właśnie ten fakt sprawił, iż sposób prowadzenia akcji ratunkowej stał się przedmiotem ogromnej krytyki.
Oficjalne rosyjskie śledztwo wskazało na awarię torpedy wykorzystującej nadtlenek wodoru HTP. Hipotezy mówiące między innymi o zderzeniu z innym okrętem podwodnym zostały odrzucone.
Wrak „Kurska” został wydobyty w 2001 roku podczas skomplikowanej operacji z udziałem holenderskich przedsiębiorstw.
Katastrofa stała się problemem dla Kremla
Tragedia wydarzyła się kilka miesięcy po objęciu przez Władimira Putina urzędu prezydenta Rosji.
Sposób reagowania władz, opóźnienia w prowadzeniu akcji oraz polityka informacyjna wywołały wówczas ogromne emocje.
Katastrofa „Kurska” gwałtownie przestała być wyłącznie tragedią wojskową. Stała się również symbolem problemów rosyjskiego państwa i jego sił zbrojnych na początku rządów Putina.
Gest polskiego dyplomaty zwraca uwagę
Właśnie dlatego obecność polskiego ambasadora pod pomnikiem rosyjskich marynarzy ma wymiar wykraczający poza zwykłą uroczystość rocznicową.
Krzysztof Krajewski oddał hołd ofiarom katastrofy, a nie rosyjskim władzom czy prowadzonej przez nie polityce.
W dyplomacji takie rozróżnienie ma znaczenie. Pamięć o ludziach, którzy stracili życie podczas służby, może funkcjonować niezależnie od obecnych relacji między państwami.
W przypadku „Kurska” dochodzi do tego szczególnie bolesna historia marynarzy, którzy przeżyli eksplozję, ale nie doczekali skutecznego ratunku.
Co to oznacza dla czytelnika?
Gest polskiego ambasadora można odczytywać przede wszystkim jako oddzielenie pamięci o zwykłych ludziach od bieżącego konfliktu politycznego między Warszawą i Moskwą.
Katastrofa „Kurska” wydarzyła się 26 lat temu, ale jej historia przez cały czas wywołuje emocje. Zginęło 118 osób, a sposób prowadzenia akcji ratunkowej stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych epizodów pierwszego okresu prezydentury Władimira Putina.
Zapalenie znicza przez przedstawiciela Polski przypomina przede wszystkim o marynarzach i ich rodzinach. Jednocześnie przywołuje wydarzenie, podczas którego decyzje władz, opóźnienia i początkowa niechęć do przyjęcia zagranicznej pomocy znalazły się pod ostrzałem krytyki.










