Kilkadziesiąt godzin po amerykańskiej akcji w Wenezueli wiemy już nieco więcej o naturze operacji. Wiele wskazuje na to, iż nie było to preludium do większej kampanii wojskowej, prowadzącej do obalenia reżimu rządzącego krajem. Zdaje się, iż napad USA miał samoograniczający się charakter – iż chodziło tylko o Maduro i o zmianę na szczycie wenezuelskiej władzy, ale bez wymiany elit. Ba, we współpracy z ich częścią, która najwyraźniej Maduro zdradziła i teraz układa się z administracją Trumpa. Efekt docelowy tych zabiegów to proamerykańska (a może powinien napisać protrumpowska?) Wenezuela.
Czy ten scenariusz się ziści? Nie mnie wróżyć z fusów, ale warto wskazać na kilka konsekwencji zaistniałej sytuacji. I nie, nie będę Was zanudzał twierdzeniem, iż Waszyngton dał Pekinowi i Moskwie zielone światło do podobnych operacji. To teza chwytliwa, świetnie grająca na czołówkach i w sołszalach, ale kilka mająca wspólnego z rzeczywistością. Bo na rozum i logikę (oraz fakty!) – czy rosja i Chiny rzeczywiście potrzebują pretekstów do swoich napaści? Naprawdę bez amerykańskiego przykładu nie byłyby w stanie tego zrobić? Nie mówcie o tym Ukraińcom, bo to jakby splunąć im w twarz…
Miast bawić się w histeryczne przepowiednie, spójrzmy na fakty.
Po pierwsze, akcja w Wenezueli to był to pstryczek w nos dla Pekinu i Moskwy, które przez lata deklarowały się jako polityczni i – przynajmniej w teorii – strategiczni patroni wenezuelskiego reżimu. Zarówno Chiny, jak i rosja budowały narrację o „ochronie suwerenności”, „sprzeciwie wobec ingerencji Zachodu” i gotowości do wspierania sojuszników przeciwko presji USA. Amerykańska operacja pokazała, ile warte są te deklaracje w momencie próby. Dokładnie tak samo było wcześniej w Syrii czy w Iranie: wielkie słowa, dużo symboliki, a gdy sytuacja staje się realna – brak gotowości do konfrontacji z USA.
—–
Pozostańmy jeszcze przy wątku chińskim. Dla Chin amerykańska akcja w Wenezueli jest szczególnie niewygodna, bo uderza w kilka warstw chińskiej strategii jednocześnie – od geopolitycznej narracji, przez interesy gospodarcze, po wiarygodność Pekinu jako „alternatywnego patrona” dla reżimów skonfliktowanych z Zachodem.
Oto bowiem „rozbrojona” została chińska opowieść o nieingerencji. Pekin od lat buduje swoją soft power na haśle: „nie wtrącamy się w waszą politykę wewnętrzną, nie zmieniamy reżimów, nie stawiamy warunków ideologicznych”. W Ameryce Łacińskiej ta narracja trafiała na podatny grunt, bo była kontrą wobec doświadczeń z USA. Problem w tym, iż w momencie próby okazało się, iż chińska „nieingerencja” oznacza także brak realnej ochrony. Gdy amerykańska operacja doszła do skutku, Pekin nie zrobił nic – poza werbalnym protestem. Dla elit w państwach autorytarnych to sygnał bardzo czytelny: Chiny mogą finansować, handlować i kredytować, ale nie są gwarantem przetrwania władzy, gdy sytuacja staje się egzystencjalna.
Idźmy dalej – Wenezuela była jednym z kluczowych punktów chińskiej obecności surowcowej i kredytowej w regionie, klasycznym przykładem modelu „surowce za finansowanie”. Amerykańska akcja pokazuje, iż te inwestycje są politycznie kruche, jeżeli nie stoją za nimi realne zdolności odstraszania. To nie jest tylko problem Caracas. To ostrzeżenie dla całej chińskiej obecności w Ameryce Łacińskiej i Afryce: bez parasola bezpieczeństwa Pekin może bardzo gwałtownie stracić wpływy, które budował latami, miliardami dolarów i cierpliwą dyplomacją.
I teraz crème de la crème wątku chińskiego – sygnalizowałem to już wcześniej, ale rzecz warta jest podkreślenia. Otóż Amerykanie uderzyli w mit strategicznej symetrii Chin i USA. Chiny lubią być postrzegane jako mocarstwo zdolne do równoważenia amerykańskiej siły na globalnej szachownicy. Tymczasem operacja w Wenezueli pokazuje brutalnie, iż USA przez cały czas mają zdolność projekcji siły i operacyjnej inicjatywy, także w regionach, które Pekin uważał za coraz bardziej „postamerykańskie”. To nie była wojna czy długotrwała kampania, a precyzyjna akcja polityczno-operacyjna. Dokładnie taki typ działania, na który Chiny – mimo postępów technologicznych – wciąż nie mają odpowiedzi poza retoryką.
—–
Zostawmy Chiny i wróćmy do wcześniejszej wyliczanki. Amerykańska operacja dała światu kolejną fatalną reklamę rosyjskich systemów obrony powietrznej. Po Ukrainie i po Bliskim Wschodzie to następny przypadek, w którym sprzęt reklamowany jako „bariera nie do sforsowania” okazał się systemem, który można obejść, oślepić lub obezwładnić, jeżeli po drugiej stronie stoi przeciwnik dysponujący przewagą technologiczną, rozpoznawczą i operacyjną. Dla potencjalnych klientów rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego to sygnał bardzo czytelny, a dla Moskwy – problem strukturalny. Bo jeżeli OPL nie działa w sytuacji realnej konfrontacji, to cała narracja odstraszania zaczyna się kruszyć.
Najważniejsze jest jednak coś innego – mechanizm samej operacji. „Wyjęcie” dyktatora, przeprowadzone szybko, precyzyjnie i z wykorzystaniem ludzi z jego najbliższego otoczenia, to zła wiadomość dla wszystkich bandyckich reżimów. Pokazuje bowiem nie tylko, iż USA są w stanie fizycznie sięgnąć po przywódcę, ale – co znacznie groźniejsze – iż potrafią wcześniej dogadać się z jego współpracownikami. To uderzenie nie w zewnętrzne mury, ale w wewnętrzną spoistość reżimu: w zaufanie, lojalność, mechanizmy kontroli i strachu. A to fundamenty, na których opierają się autorytarne systemy władzy.
W tym sensie władimir putin ma dziś realny powód do niepokoju. Nie dlatego, iż Amerykanie jutro wylądują w Moskwie i wyciągną go z bunkra pod Kremlem, ale dlatego, iż każda taka operacja (jak ta w Caracas) wzmacnia paranoję, podejrzliwość i wewnętrzną erozję systemu. Im bardziej dyktator boi się własnego otoczenia, tym gorzej funkcjonuje cały aparat władzy. A putin JEST paranoikiem, gotowym założyć, iż są w jego otoczeniu ludzie, którzy mogliby się z Waszyngtonem dogadać. Arsenał jądrowy rosji i mięta, jaką Trump czuje do putina, prawdopodobnie osłabiają tę paranoję, ale z pewnością jej nie znoszą. Bo „a nuż rudy diabeł dogada się z moimi generałami i oligarchami, i nic mi wtedy po atomowej walizce…”. Skądinąd, nie chciałbym dziś być w skórze rosyjskich negocjatorów, którzy mają dobre relacje z Amerykanami. Owa cecha może być niczym płachta na byka, w zestawieniu z wybuchem paranoi putina…
Już wybuchł jego tłusty sojusznik. Demonstracyjny test broni hipersonicznej przeprowadzony wczoraj przez Kim Dzong Una, można czytać właśnie tym kluczem: jako nerwową próbę pokazania, iż „ja też potrafię”, iż mój reżim jest nietykalny. To klasyczna reakcja odstraszająca – im głośniejsza, tym częściej maskująca niepewność.
I ta niepewność „grubasów” jest największym plusem amerykańskiej akcji…
—–
A gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.
Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.
Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:
Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Tomaszowi Krajewskiemu, Piotrowi Rucińskiemu, Magdalenie Kaczmarek, Arkadiuszowi Halickiemu, Monice Rani, Maciejowi Szulcowi, Joannie Marciniak, Jakubowi Wojtakajtisowi, Andrzejowi Kardasiowi oraz Czytelnikowi o nicku Zajcef Fizzlewic. A także: Piotrowi Żakowi, Krzysztofowi Krysikowi, Mateuszowi Piecuchowi, Jakubowi Kojderowi, Adamowi Cybowiczowi, Janowi Mozełewskiemu, Bożenie Bolechale, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Jarosławowi Terefenko, Marcinowi Gonetowi, Przemysławowi Kowalskiemu, Joannie Siarze, Aleksandrowi Stępieniowi, Marcinowi Barszczewskiemu, Dinarze Budziak, Szymonowi Jończykowi, Annie Sierańskiej, Tomaszowi Sosnowskiemu, Piotrowi Świrskiemu, Juliuszowi i Elżbiecie Wolny, Arturowi Żakowi, Łukaszowi Hajdrychowi, Patrycji Złotockiej i Piotrowi Habeli.
Podziękowania należą się również moim najhojniejszym „kawoszom” z ostatniego tygodnia: Kamilowi Zemlakowi, Marcie Muller-Reczek, Kasi Byłów i Krzysztofowi Martynie.
Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.




![Lotnictwo Rosji po 2025: silniejsze czy słabsze? [ANALIZA]](https://cdn.defence24.pl/2017/12/01/1200xpx/p0ahtd-15a0af7df74b46bccbe0eb2eaa887687.png)








