Nieznane wspomnienia polskiego żołnierza. "Nie mam słów do wyrażenia tego, co przeżywaliśmy"

kutno.net.pl 1 godzina temu

Niedawno kutnowska regionalistka Bożena Gajewska opublikowała prawdopodobnie wcześniej nieznane wspomnienia żołnierza, który walczył w Bitwie nad Bzurą w trakcie kampanii wrześniowej w 1939 roku.

https://kutno.net.pl/wydarzenia/jesien-pokaze-dwa-oblicza-najpierw-zalamanie-pogody-pozniej-polske-zaleje-fala-ciepla/1MmWqHMiteVlsov3Q95H

Jak podkreśliła mogła podzielić się tą historią dzięki dyrekcji Zespołu Szkół nr 1 im. Stanisława Staszica w Kutnie i nauczycielki historii, Izabeli Pawłowskiej.

Żołnierz 37 Pułku Piechoty, pan Romański, sporządził swoje wspomnienia na prośbę szkoły zawodowej w Kutnie do której uczęszczał jego syn.

„Trudno mi na ten temat pisać”

- Trudno mi na ten temat pisać. Raz, iż nie jestem kronikarzem, a po drugie trzeba było w tamtych czasach żyć i przeżywać te wszystkie dni i lata, by zrozumieć ówczesne nastroje i ducha narodu naszego w ówczesnych warunkach. Któż zdoła opisać entuzjazm, zapał i wolę walki o wolność swej Ojczyzny? Ja sam nie mam słów do wyrażenia tego, co przeżywaliśmy: jako prosty żołnierz zmobilizowany w marcu 1939 roku do 37 pp wraz z kolegami z mej wioski Strzegocin, omal, iż nie biegiem szliśmy pod sztandary naszego pułku – wspomina żołnierz.

W dalszej części czytamy już o samych wydarzeniach z września 1939 roku i Bitwie nad Bzurą.

Wtedy Naczelne Dowództwo podjęło decyzję zwrotu zaczepnego przeciw Niemcom w kierunku południowym. Dywizja pana Romańskiego należała do armii "Pomorze". Po walkach w Borach Tucholskich włączono całą armię "Pomorze" do armii "Poznań".

Bitwa nad Bzurą. „Ludność wynosiła nam na drogę żywność”

- Całością tych sił, którymi dowodził gen. Tadeusz Kutrzeba w połączeniu z dywizjami gen. Włada, które się do nas przyłączyły, postanowiono uderzyć na wroga maszerującego w kierunku Warszawy. Natarcie rozpoczęło się 9 września uderzeniem Brygady Kawalerii i Dywizji Wielkopolskich na linii Uniejów, Łęczyca, Piątek, Łowicz. Moja dywizja, a tym samym pułk były jeszcze w drodze. I tu muszę znów podkreślić postawę naszej ludności. Wszędzie, gdzieśmy przechodzili ludność wynosiła nam na drogę żywność. Szczególnie utkwiły nam w pamięci okolice Kłodawy, Krośniewic i Kutna. Tam nas po prostu wzięto na swój wikt. Dzięki im za to – podkreśla żołnierz.

12 września kompania stanęła w Żychlinie i tam dowiedziała się, iż Niemcy są pod Orłowem. Żołnierze rwali się do walki i zaczęli głośno się domagać, żeby uderzyć na nieprzyjaciela. Po kilkunastogodzinnym oczekiwaniu przyszedł rozkaz, by przygotować się do ofensywy.

„Zdawało nam się, iż my uderzymy pierwsi”

- ale my, żołnierze, nie wiedzieliśmy, jaka jest sytuacja ogólna na froncie. Zdawało nam się, iż my uderzymy pierwsi. ale rzeczywistość wyglądała inaczej. Po początkowym sukcesie, gdy uderzające dywizje nasze zadały ciosy wrogowi nie spodziewającemu się uderzenia ze strony polskiej - gdy wojska nasze uderzały z furią i zapałem, Niemcy rzucili się do ucieczki. Rozbita została niemiecka 30 dywizja i kilka innych, a nasze wojska zajęły Łęczycę, Ozorków, Piątek oraz Łowicz i posuwały się w kierunku Łodzi i Głowna – relacjonuje.

Niemcy byli zdezorientowani. Zaczęli ściągać posiłki, wszystkie dywizje i armie pancerne maszerujące w kierunku Warszawy, znajdujące się po lewej stronie Wisły, by rzucić je przeciwko polskim żołnierzom.

- Przeważająca siła wroga była zbyt wielka, ażeby całkowicie ją rozbić. Ponadto ofensywa była trochę spóźniona, aby można było liczyć na sukces. Ale to nie należy do nas żołnierzy, ale wyższych dowódców. Otóż, gdyśmy się przygotowywali w Żychlinie do ofensywy, zadaniem naszym było odrzucić nieprzyjaciela, by za naszymi tyłami mogły się wycofać oddziały, które się wycofywały pod naporem Niemców. Gdyż Niemcy zorientowali się w sytuacji i rzucili się do ataku wszystkimi siłami jakie mieli pod ręką. Wyruszyliśmy w nocy z 12 na 13 września w kierunku Łowicza – wspomina pan Romański.

37 pułk uderzył na Niemców w okolicach Łowicza. Żołnierz wspomina, iż to ofensywa była na tyle silna, iż Niemcy zaczęli się wycofywać i uciekać. Polsce żołnierze wpław pokonali Bzurę i rozpoczęli pościg.

„W zapale walki nie patrzyliśmy, gdzie walczymy”

- Wybaczcie, iż nie znam nazw miejscowości, ale w zapale walki nie patrzyliśmy, gdzie walczymy. Wiem tylko, iż zatrzymaliśmy się, a adekwatnie moja kompania w pobliżu stacji kolejowej Zieleniów. Gdzie to jest, sam do dzisiaj nie wiem. Gdzieś na linii Łowicz - Skierniewice przyszedł rozkaz do odwrotu. Co się stało? Był dzień 15 września po południu. Okazało się, iż Niemcy rzucili lotnictwo i wojsko pancerne na nasze pozycje. W takich warunkach musieliśmy się wycofać, chociaż po takich sukcesach wydawało się to niezrozumiałe. A jednak tak było. Ponieśliśmy duże straty – czytamy we wspomnieniach.

Żołnierz wylicza swoich kolegów, którzy zginęli lub zostali ranni. Zaznacza, iż nie sposób wszystkich zliczyć i zapamiętać.

- Po wycofaniu się na tyły dowódca kompanii zarządził zbiórkę i minutą ciszy uczciliśmy śmierć naszych towarzyszy walki. Cześć ich pamięci. Rozpoczęły się walki obronne. Przez całą noc z 15 na 16 września trwała wymiana ognia artylerii i cekaemów, która dopiero nieco ucichła nad ranem. Wtedy dopiero zobaczyliśmy jakie mamy straty i jakie jest nasze położenie – dodaje.

Potem Niemcy rozpoczęli naloty i bombardowania polskich stanowisk. Ogólna sytuacja była bardzo zła, dlatego gen. Kutrzeba wydał rozkaz demobilizacji całej armii i przebijania się do Warszawy na własną rękę.

„Mieliśmy ducha walki”

- Cóż było począć? Upadaliśmy ze zmęczenia i niewyspania, ale i tak mieliśmy ducha walki. Mimo bohaterstwa polskiego żołnierza, mimo poniesionych początkowo zwycięstw, przewaga wroga była tak ogromna, iż dalsza walka mogła się przyczynić do zniszczenia i zagłady reszty wojska zostającego pod dowództwem gen. Kutrzeby – podkreśla żołnierz.

Polscy żołnierze biorąc to pod uwagę, a także fakt, iż alianci wypowiedzieli wojnę III Rzeszy i mogą być jeszcze potrzebni w przyszłości postanowili nie narażać swojego życia i wycofali się na wschód.

Ostatnie walki i niemiecka niewola

- Niedaleko Sochaczewa, mniej więcej 7-8 km połączyliśmy nasze siły. Było nas około tysiąca ludzi, mieliśmy kilkanaście samochodów opancerzonych, działek: erkaemów. Przeciwko nam jak się dowiedzieliśmy wystąpiły oddziały niemieckie, które zajęły Sochaczew. 18 września o świcie zaczęła się walka i mimo naszego bohaterstwa nie mogliśmy nic poradzić. Niemcy wzięli nas w ogień krzyżowy, oraz na dodatek nadleciały samoloty i zaczęły nas bombardować – relacjonuje pan Romański.

Ostatecznie żołnierz był jednym z tych, którzy trafili do niemieckiej niewoli.

https://kutno.net.pl/wydarzenia/tak-skonczyl-sie-protest-w-kutnie-policja-ujawnia-ile-bylo-interwencji/SbPMw8z2CCvJDOAOcElx
Idź do oryginalnego materiału