Nowa niemiecka konsul: Opole jest jak Europa oglądana przez lupę

opolska360.pl 3 godzin temu

Krzysztof Ogiolda: Pełniła pani służbę dyplomatyczną w wielu krajach, ale prawie zawsze na Zachodzie Europy. W Europie Środkowej po raz pierwszy. Rozmawiamy w pierwszych dniach pani pobytu w Opolu. Jakie ma pani pierwsze wrażenia?

Marlen Sulzer: – Opole jest bardzo piękne. To jest miasto dobre, przyjazne do życia i malownicze. Z wielką historią. Z niemieckich i z polskich czasów. Jestem nim naprawdę zachwycona.

– A pierwsze wrażenia z Polski?

– Obserwowałam Polskę przez lata z perspektywy Niemiec, a teraz przyglądam się jej od środka. Mój team w konsulacie jest polski i to jest najlepszy team. Przyznaję, iż kiedy byłam dzieckiem, nie miałam bliskich kontaktów z Polską. Żyliśmy w różnych światach. Ale pierwszy kontakt z Polską pamiętam dobrze. To było spotkanie z mężczyzną, który do naszego niedużego miasta właśnie z Polski przyjechał. Grał ze mną w szachy. Był bardzo uprzejmy, pokazywał mi ruchy szachowe.

Miałam wtedy bardzo silne pragnienie, żeby kiedyś nauczyć się jego bardzo trudnego języka. Uczyłam się już przed przyjazdem tutaj trochę i wciąż to robię. Język przez cały czas jest bardzo trudny, ale rozumiem coraz więcej i trochę próbuję już mówić. Ale z określaniem po polsku, która jest godzina, wciąż mam trudności (śmiech).

– Wychowałem się na Śląsku w poczuciu, iż rzeczy na świecie dzielą się na dobre, lepsze i niemieckie. Teraz często sami Niemcy przyznają, iż to Polska rozwija się bardzo gwałtownie i konsekwentnie Niemcy dogania. Jak pani to widzi?

– Widzę ten postęp wyraźnie. Byłam w Opolu krótko prywatnie przed 26 laty. Też było ładne. Ale różnica w porównaniu z dniem dzisiejszym jest bardzo duża. To jest po prostu nowoczesne miasto. Wszystko, czego potrzebuję, można kupić. Dostępne są i polskie, i niemieckie produkty, których jakość zresztą kilka się różni. Postęp gospodarczy, który można w Polsce zaobserwować, jest bardzo widoczny.

– W dniu rozpoczęcia pani pobytu w Opolu na stronie Konsulatu Niemiec umieszczono pani krótkie przesłanie odnoszące się do przyszłych kontaktów z mniejszością niemiecką i z większością polską. Na czym najbardziej pani w tych relacjach zależy?

– My już mamy między Polakami i Niemcami wiele kontaktów. Współpracują, wymieniają się doświadczeniami ludzie kultury, historycy, pisarze. Trwa cały czas wymiana młodzieży. Współpracują uczelnie i badacze z obu krajów. Ja chciałabym rozwijać to dalej wspierając wymianę nieakademicką. Te kontakty też warto rozszerzać i pogłębiać. Wszyscy wiemy, iż rzemiosło w Niemczech, opieka zdrowotna, zwłaszcza wobec osób starszych nie istniałaby bez obecności i zaangażowania mężczyzn i kobiet z Polski.

– Relacjami polsko-niemieckimi i mniejszością zajmuję się zawodowo od blisko 30 lat. Z tej perspektywy trudno nie zauważyć pani obecności – sądzę, iż jako pierwszego konsula Niemiec w Opolu – na obchodach rocznicy wybuchu powstania warszawskiego 1 sierpnia…

– To jest dla mnie wielki zaszczyt, iż mogłam w tym wydarzeniu wziąć udział. To nie było oczywiste, iż właśnie w tym kontekście mogłam się spotkać z panią wojewodą i z panem marszałkiem. Szczególnie ważnym momentem było dla mnie spotkanie z panią Heleną Kamerską, mieszkającą w Opolu uczestniczką powstania warszawskiego. Bardzo mocno i emocjonalnie to przeżyłam.

Pomyślałam przy tym, iż moja rodzina także doświadczyła wojny. Obaj moi dziadkowie zostali zmobilizowani i posłani na front. Jeden z nich zginął w okolicach Kostrzynia nad Odrą. Drugi trafił do niewoli, wrócił mocno podłamany. Ale przecież obaj byli częścią niemieckiej agresji. Jeden z nich był kowalem, drugi miał niewielkie gospodarstwo. Myślę, iż żaden z nich nie chciał tej wojny, ani nie pragnął w niej brać udziału.

Zastanawiałam się, jakby to przeżywali, gdyby byli w Opolu na tych obchodach razem ze mną. Gdyby widzieli, jak po tym okrutnym okresie ponownie nawiązały się przyjaźnie i partnerstwa. Nie ma wątpliwości, iż niemiecki terror stał się dla wielu Polaków przyczyną cierpień. Mam także świadomość bólu mojej mamy, która straciła ojca z powodu wojny, mając zaledwie 10 lat. A jednocześnie wszyscy wiedzieli wtedy, my też dziś to wiemy, kto wojnę wywołał.

– Świętujemy 35-lecie polsko niemieckiego traktatu „O dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy”. Na Śląsku Opolskim głośniej i z większym zaangażowaniem niż w innych regionach Polski. Co trzeba zrobić, by – w duchu traktatu – ożywić relacje między naszymi krajami. Kontakty międzyludzkie i gospodarcze są wciąż bardzo dobre. Za to w polityce panuje chłód, choć niezbyt chętny Niemcom rząd PiS, został zastąpiony koalicją partii demokratycznych.

– Właśnie tutaj, na Śląsku Opolskim, widać, jakie znaczenie ma ten traktat i co dzięki niemu udało się osiągnąć. Celem było budowanie partnerstwa i zaufania między Niemcami a Polakami, i właśnie na poziomie międzyludzkim wiele się zmieniło w porównaniu z latami przed 1991 rokiem.

Nie chciałabym się wypowiadać na pytania dotyczące wielkiej międzynarodowej polityki. My tu w Opolu mamy nadzieję na podtrzymywanie dobrych relacji na lokalnym szczeblu. Na tym chcę się koncentrować, by zbliżać ludzi do siebie, by wysyłać impulsy prowadzące do tego, by jak najwięcej Niemców uczyło się języka polskiego i by w tym regionie język niemiecki stawał się coraz bardziej atrakcyjny.

– Pani praca dyplomatyczna w Wielkiej Brytanii przypadła na lata, w których dokonał się Brexit. Jak pani to wtedy z bliska widziała i przeżywała?

– Pracowałam wtedy w oddziale konsularnym obejmującym m.in. opieką obywateli niemieckich zamieszkałych w Zjednoczonym Królestwie. W Wielkiej Brytanii żyje i pracuje bardzo wielu Polaków. Miałam z nimi kontakt, z wieloma rozmawiałam. Byli – tak samo jak ja i jak bardzo wielu Brytyjczyków, którzy do ambasady przychodzili – zaskoczeni. gwałtownie się okazało, jak wiele Brexit przyniósł komplikacji.

Najbardziej rozgoryczona była młodzież. To ona doświadczyła na sobie blokady programów wymian szkolnych i akademickich, możliwości studiowania za granicą itd. Relacje dwustronne z poszczególnymi krajami Unii Europejskiej Brytyjczycy musieli budować od nowa. Ustawa o obywatelstwie niemieckim mówi, iż kto owo obywatelstwo utracił z powodu nazistowskich prześladowań, może je odzyskać. I właśnie z powodu Brexitu zgłosiły się wówczas do naszej ambasady tysiące osób (do mnie osobiście 2500) – obywateli Wielkiej Brytanii – które wnioskowały o przywrócenie im obywatelstwa Republiki Federalnej Niemiec.

To były najczęściej brytyjskie rodziny żydowskiego pochodzenia prześladowane w III Rzeszy z powodów politycznych. Wydawało się, iż oni wcale tego niemieckiego obywatelstwa – aż do Brexitu – nie potrzebują. Wielu z nich przyznawało, że, kiedy zdecydowali się ubiegać o niemieckie dokumenty, po raz pierwszy zainteresowali się historią swoich rodzin. Esencją tego procesu było dostrzeżenie i uznanie, jak ważna jest wspólna Europa.

– w tej chwili i w Niemczech i w Polsce są ugrupowania, które chętnie by swoje kraje z Unii wyprowadziły. Dlaczego – pani zdaniem – warto w niej pozostać?

– Europa jest całością, czymś kompleksowym i powinna całością pozostać. Trzeba mieć odwagę i zachowywać te wartości, jakie wspólna Europa ze sobą niesie. Nie powinniśmy tracić z oczu tego, co zjednoczonej Europie udało się dotąd stworzyć. W tej perspektywie Polska może być dumna z miejsca, jakie w tej chwili we wspólnocie europejskiej zajmuje. Jakie ma znaczenie. Nie zaprzeczamy, iż są także problemy do rozwiązania. Ale jestem przekonana, iż ich rozwiązanie właśnie przez zjednoczoną Europę jest czymś do osiągnięcia.

W europejskiej perspektywie patrzę też na Opole. Ono jest jak Europa oglądana przez lupę. Ono jest dowodem na to, iż po to, by należeć do Europy, wcale nie trzeba z własnej przynależności do swojego kraju, do swojej tradycji rezygnować. Da się być Europejczykiem, pozostając sobą. Nie wszystko musi być rozstrzygane na wysokim szczeblu w Brukseli. Bo Europejczykiem jest każdy. Nie tylko politycy, nie tylko uczeni czy artyści. I wszyscy siebie nawzajem – połączeni – potrzebujemy.

– Skoro wróciliśmy w naszej rozmowie do Opola, na koniec zapytam o to, czy udało się pani już znaleźć w mieście swój kąt i miejsce do życia.

– To miejsce, które stało się moim opolskim domem, już zostało wybrane. Nie ukrywam, iż czuję się tam jak w raju. Jestem bardzo wdzięczna. Obiecuję sobie po pobycie tutaj wiele dobrego.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału