Nowy etap wojny hybrydowej

polska-zbrojna.pl 1 godzina temu

Użycie materiałów wybuchowych, by uszkodzić tory kolejowe koło Garwolina, w wyniku czego mógł wykoleić się pociąg pasażerski, mogło spowodować setki ofiar wśród cywilów. To oznacza, iż wojna hybrydowa Rosji przeciwko Polsce weszła w następną fazę i iż Kreml jest gotowy przelać krew. Zdarzenie na kolei było nie tyle działaniem hybrydowym, ile raczej aktem terroru. Warto tu przypomnieć, iż wśród celów rozbitej już na początku 2023 roku siatki szpiegowskiej pracującej dla GRU, która montowała kamery przy newralgicznych trasach kolejowych, było niszczenie transportów kolejowych z pomocą dla Ukrainy. Wtedy owe plany nie zostały zrealizowane, bo potencjalnych dywersantów wcześniej aresztowano.

Zagrożenie terrorem, którego zleceniodawcą jest Moskwa, dotyczy nie tylko Polski. W listopadzie do podobnie niebezpiecznego zdarzenia co u nas doszło w Słowenii, gdzie pociąg pasażerski zderzył się z ułożonymi na torach przedmiotami. Niepokój jest tym większy, iż nie było to pierwsze takie wydarzenie w kraju, zdawać by się mogło, odległym od Ukrainy.

Oczywiście Rosja zaprzecza, by miała jakikolwiek związek z takimi incydentami, jak pojawienie się dronów w przestrzeni powietrznej państw NATO czy przerwanie podwodnych kabli. Rosyjski ślad odnotowano jednak także w związku z dużymi pożarami, próbami umieszczenia w samolotach wybuchowych przesyłek kurierskich oraz w cyberatakach hakerów wymierzonych w zakłady energetyczne, banki, oczyszczalnie i wodociągi.

Przeprowadzając takie operacje, Rosja chce osiągnąć kilka celów. Najważniejszym z nich jest wyrządzenie szkód i czasowe zakłócenie transportu czy pracy firm ważnych dla codziennego funkcjonowania mieszkańców regionu bądź całego kraju. Jednak o wiele poważniejszym i groźniejszym celem operacji hybrydowych jest wzbudzenie niepokoju wśród ludzi i zasianie nieufności w społeczeństwach europejskich. Moskwa chce, żebyśmy uwierzyli, iż jej agentura jest wszechpotężna, a władze państw zachodnich są bezsilne. W przypadku naszego kraju Rosja usilnie stara się pogłębić podziały między Polakami a Ukraińcami, aby osłabić polskie wsparcie dla walczącej Ukrainy.

REKLAMA

Niestety historyczne zaszłości pomiędzy naszymi narodami powodują, iż rozpowszechniane w mediach społecznościowych opinie o Ukraińcach jako zagrożeniu dla naszego bezpieczeństwa znajdują posłuch wśród części odbiorców. Dlatego nieprzypadkowo osoby podejrzane o akt terroru na kolei posługiwały się ukraińskimi paszportami, choć sam dokument nie świadczy o tym, wobec kogo sprawca czuje się i faktycznie jest lojalny.

Już wcześniej Rosjanie wykorzystywali Ukraińców, a także Białorusinów przy okazji innych działań hybrydowych. Choć nie należy generalizować, trzeba uwzględniać fakt, iż rosyjskie służby mogą w tych społecznościach znaleźć jednorazowych agentów, których skuszą łatwe pieniądze, mogą też zmuszać ludzi do współpracy szantażem, wykorzystując więzy rodzinne. Na taki nacisk podatne są m.in. osoby, których rodziny żyją na okupowanych terenach Ukrainy, bądź takie, których krewni trafili do rosyjskiej niewoli. Musimy uwzględniać też to, iż kilkaset lat rusyfikacji spowodowało, iż część osób w Ukrainie sympatyzuje z Moskwą, co potwierdzają wykrywane regularnie przez ukraiński kontrwywiad przypadki szpiegostwa. Szybkie przyjęcie przez Europę setek tysięcy uchodźców, których nie sprawdzono, oznacza, iż wśród nich również są osoby o takich poglądach. Chaos panujący na początku konfliktu również ułatwił rosyjskim służbom przerzut zakonspirowanych agentów.

Okolice stacji kolejowej PKP Mika, gdzie w nocy z 15 na 16 listopada doszło do uszkodzenia torów w wyniku aktu dywersji. Fot. Wojciech Olkuśnik/East News

Trzeba mieć świadomość, iż zasoby ludzkie, które Rosjanie mogą wykorzystać do dywersji w Polsce i innych państwach, są znacznie szersze. Ważne dla nich są środowiska przestępcze zarówno o krajowym, jak i zagranicznym rodowodzie, zwłaszcza z obszaru byłego Związku Sowieckiego. Istnieją podejrzenia, iż działające tam gangi miewają powiązania z rosyjskimi służbami, a ich członkowie, choćby bez formalnych kontaktów, mogą zostać użyci do wykonania różnych misji. o ile zaoferowane zostaną im dobre pieniądze, nie będą wnikać, kto jest zleceniodawcą i jakie są jego intencje. Przy tym niektóre zlecenia sabotażu, takie jak podpalenia, mogą uchodzić za element porachunków przestępczych, a nie atak hybrydowy. Przykładem jest pożar centrum handlowego Marywilska w Warszawie, gdzie nie wykluczano, iż powodem mogło być celowe działanie, ponieważ w miejscu tym już wcześniej dochodziło do brutalnych konfliktów. Inną przyczyną miało też być nieprzestrzeganie przepisów bezpieczeństwa przez najemców.

Zwalczanie działań hybrydowych czy pociągnięcie zamieszanych w nie osób do odpowiedzialności jest trudne, co pokazuje sprawa osób podejrzanych o pomoc agentom rosyjskiego wywiadu, które chciały wysadzić tory. W państwie prawa trzeba bowiem udowodnić jednoznacznie udział w przestępstwie. Rodzi to pytanie, co zrobić w takich niejednoznacznych sytuacjach. No cóż, w przeszłości w państwach zachodnich pojawiły się specjalne przepisy służące walce z terroryzmem i być może należałoby zaczerpnąć coś z tych rozwiązań.

Przyszłość nie rysuje się w różowych barwach, bo Rosja staje się coraz bardziej bezczelna. Tymczasem nadchodzi zima, podczas której Rosjanie mogą spróbować przeprowadzić kolejne akcje sabotażowe. Poza infrastrukturą komunikacyjną zagrożone są inne tzw. miękkie cele, które trudno chronić. O tej porze roku najgroźniejsze byłyby z pewnością akty dywersji wymierzone w elektrownie, elektrociepłownie czy rurociągi. Brak prądu i ciepła podziałałby demoralizująco na ludzi, którzy równocześnie w internecie byliby zalewani przez rosyjskie trolle potokiem fałszywych informacji. Przedsmakiem tego były ich działania po incydencie na kolei.

Tadeusz Wróbel
Idź do oryginalnego materiału