O niepełnej spowiedzi wielkanocnej [FELIETON MERTENKI]

angora24.pl 11 godzin temu

Ciągle obowiązuje zasada, iż wiele „niewygodnych” epizodów własnej historii można pominąć. Tak już bywało: wypieraliśmy, pomijaliśmy, unicestwialiśmy. Sztandarowym przykładem są postacie polityków, „znikające” z oficjalnych fotografii, co praktykowano w Berlinie, Moskwie i Warszawie. Był człowiek, a nagle go nie było… Dla historyka to przestępstwo, bo jakże wycinać kogoś, kto był? Kłamać, iż go nie było? Dlatego, kto kłamie w imię dziwacznego pojmowania historii, winien się z tego grzechu spowiadać i odprawić pokutę. Kłamstwo jest słabością i tchórzostwem. Silny nie kłamie, bo nie musi. Kto nie ma problemu z tożsamością, nie boi się historii. Choćby trudnej.

Testem słabości polskiej tożsamości, głównie prawicowej, jest stosunek do przeszłości, naznaczonej przez Niemców. Nie myślę tu o nazistach i wojennej hekatombie, ale Niemcach z głębszej przeszłości, którą uwiecznia się w Stolpersteinach, kamieniach pamięci. To niewielkie mosiężne kwadraty, które wmurowuje się w chodniki, by utrwalały pamięć o ludziach i wydarzeniach. Można je spotkać w 1200 miejscach na świecie, pisze Izabela Ganske w „Nieprzewodniku” po Wrocławiu, gdzie też są! Pod koniec ubiegłego roku wybuchła tam dyskusja o przywróceniu przedwojennych inskrypcji i innych elementów ozdobnych Mostu Grunwaldzkiego, kiedyś Kaiserbrücke (Most Cesarski). Wrocławska – by nie rzec piastowska! – prawica podniosła larum, iż to ukryta opcja niemiecka chce zatrzeć obecną nazwę. Czytelnicy, szczęśliwie nieliczni, „Gazety Polskiej” zaprotestowali słowem i śpiewem i wezwali choćby na pomoc obrońcę dziewic, granic i kościołów Bąkiewicza, który w „kamieniu pamięci” dojrzał pełzającą germanizację.

Idź do oryginalnego materiału