O sojusznikach, cudzie nad Wisłą i geniuszach
Podczas uroczystej defilady z okazji Święta Wojska Polskiego panujący nam prezydent (nie z mojego wyboru) raczył stwierdzić, iż zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej 1920 roku było możliwe dzięki ogromnemu zaangażowaniu i wysiłkowi zbrojnemu polskiego społeczeństwa, geniuszowi marszałka Piłsudskiego oraz wsparciu przez Opatrzność Bożą, czyli dzięki cudowi nad Wisłą. Przy okazji pragnę poinformować, iż autorem tego pojęcia jest endecki polityk Stanisław Stroński. Nic nie wspomniał o wsparciu i pomocy ze strony naszych sojuszników, jak choćby USA, z którymi, jego zdaniem, łączyły nas przyjazne relacje od trzystu lat, czyli jeszcze na pół wieku przed formalnym powstaniem tego kraju. Przypomnę, iż formalnie za początek pańswowości USA przyjmuje się 4 lipca 1776 roku. Nie wspomniał też o pomocy państw europejskich i jest to sprawą wprost oczywistą, gdyż w jego mniemaniu mieliśmy i mamy tylko jednego sojusznika, czyli USA. Dlatego tak krytycznie wyraża się o sojuszach zawieranych przez Rząd Tuska z krajami europejskimi. Więc zwyczajowo, jako tylko magister historii, pragnę poinformować doktora nauk historycznych, iż w Bitwie Warszawskiej otrzymaliśmy pomoc i wsparcie ze strony wielu państw europejskich, ale przede wszystkim od Francji. Była to pomoc wprost niewyobrażalna jak na ówczesne czasy. Otóż otrzymaliśmy 120 czołgów Renault FT, 300 samolotów, 130 armat 75 mm, 700 moździerzy, 3000 karabinow maszynowych, kilkadziesiąt tysięcy karabinów Liebel i Barthel, któe pozwoliły uzbroić kilka dywizji bojowników, miliony sztuk amunicji, sprzęt saperski i sprzęt łączności, środki transportu, mundury i wyżywienie oraz tani kredyt wielkości kilkaset milionow franków. Ponadto fachowym doradztwem wsparła nas Francuska Misja Wojskowa dowodzona przez gen. Maxime Veyganda licząca 1000 oficerów i instruktorow. Jednym z takich insruktoró był kpt. Charles de Gaulle, poźniejszy generał i prezydent Francji. I tutaj nasuwa się pewna analogia. W 1920 roku Francja wsparła Polskę w bitwie przeci nawałnicy bolszewizmu, a w tej chwili panujący nam prezydent bardzo sceptycznie podchodzi do wsparcia Ukrainy, która broni nie tylko siebie, ale i inne kraje, w tym szczególnie Polskę, przed nawałnicą putinizmu.
Prezydent nie wspomniał o tym ani jednym słowem. Być może są to fakty mu nieznane, a być może decydowaly o tym inne czynniki.
Jeżeli zaś chodzi o cud i wsparcie Opatrzności Bożej, to podchodzę do tego problemu niezwykle sceptycznie, bowiem od zawsze nie wierzę w wydarzenia nadzwyczajne, gdyż zawsze za tą nadzwyczajnością kryją się ludzie.
I kilka słów o geniuszu marszałka Piłsudskiego. Nie mam zamiaru w jakikolwiek sposob deprecjonować zasług marszałka Pilsudskiego w Bitwie Warszawskiej oraz innych jego wszelakich zasług dla kraju. Chcę jednak uświadomić rodakom, iż trzeba być nietuzinkową osobą i o nietuzinkowej osobowości, by wydać dekret, którym nada się sobie stopień marszałka Polski. A tak właśnie zrobił Józef Piłsudski. I myślę sobie, czy podobnym geniuszem nie mógłby wykazać się panujący nam prezydent. Przeciż może wydać dekret, ktorym mianuje się królem albo choćby cesarzem Rzeczypospolitej. A co, nie może?










