Oddaliśmy ZSRR część Lubelszczyzny za Bieszczady.To już 75 lat od zmiany granic

wschodni24.pl 2 godzin temu

Granica ze Związkiem Radzieckim przesuwała się nie tylko „gdzieś daleko na Kresach”, ale dosłownie za miedzą Chełma i Zamościa – i to jeszcze kilka lat po wojnie, w lutym 1951 roku. Mija właśnie 75 lat od tych zmian.

Z dniem 15 lutego 1951 r. Polska i ZSRR podpisały umowę o „wymianie obszarów przygranicznych” – formalnie 480 km² za 480 km², ale stawka była dużo większa niż liczby w protokole. Polska oddała południowo‑wschodni skrawek ówczesnego województwa lubelskiego – Sokalszczyznę – czyli teren ciągnący się na wschód od dzisiejszej granicy, w naturalnym sąsiedztwie Chełma, Hrubieszowa i dalej w stronę Zamościa.

mapa zmiany granic (źródło: wielkahistoria.pl)

Z mapy znikały z Polski takie nazwy jak Bełz, Uhnów, Waręż, Chorobrów, Krystynopol czy lewobrzeżna część Sokala z Żwirką – dziś wszystkie te miejscowości znajdują się po stronie ukraińskiej. W zamian Polska dostała fragment Bieszczadów z Ustrzykami Dolnymi, Lutowiskami, Czarną, Krościenkiem, Bandrowem, Bystrem i Liskowatym – czyli dzisiejsze serce powiatu bieszczadzkiego.

Oficjalne powody – „ekonomia” i „powodzie”

W oficjalnych komunikatach władze PRL tłumaczyły, iż chodzi o lepsze dopasowanie granic do „ekonomicznego ciążenia regionów” – czyli żeby poszczególne kawałki pogranicza były przypisane do tych miast i województw, z którymi mają najbliższe powiązania gospodarcze. Drugim argumentem było włączenie do Polski wschodniego dorzecza górnego Sanu i możliwość dokończenia budowy zbiorników wodnych i elektrowni na Sanie, które miały chronić przed powodziami podobnymi do tej z 1934 rok.

Brzmiało to całkiem rozsądnie: oddajemy trochę Lubelszczyzny, ale zyskujemy przyszłą Solinę, zapory na Sanie i „strategiczne” Bieszczady. Propaganda podkreślała także, iż wymiana jest „równorzędna” i iż to Polska w ogóle wystąpiła z inicjatywą zmiany granic – co dziś historycy traktują jako dobrą zasłonę dymną.

Nieoficjalne powody – węgiel, kolej i geopolityka

W dokumentach i opracowaniach historycznych pojawia się jednak inny, znacznie bardziej prozaiczny powód – węgiel kamienny. W rejonie Sokala i Krystynopola, który odsunął się od Chełma i Zamościa „za granicę”, znajdowały się bogate złoża węgla oraz ważna linia kolejowa Rawa Ruska – Krystynopol – idealna do wywozu surowca na wschód.

Po przejęciu terenów ZSRR bardzo gwałtownie rozbudował tam kopalnie i z Krystynopola (dziś Czerwonograd) zrobił miasto górnicze – trudno uznać to za przypadkową zbieżność. Dla Moskwy był to więc nie tylko „porządek na mapie”, ale realny zysk: dostęp do polskiego węgla, pełna kontrola nad linią kolejową oraz wzmocnienie własnego pogranicza kosztem Lubelszczyzny.

Z polskiej perspektywy – a adekwatnie z perspektywy władz całkowicie zależnych od Kremla – była to transakcja wymuszona, trzymana w tajemnicy przed opinią publiczną do ostatniej chwili. Lokalnie oznaczało to, iż „nasze” miejscowości za Bugiem – te, do których jeździło się przed wojną z Chełma czy Zamościa pociągiem lub furmanką – nagle znalazły się w innym państwie, bez pytania mieszkańców o zdanie.

Co straciliśmy – Sokalszczyzna za miedzą

Jeśli spojrzeć na mapę oczami kogoś z Chełma czy Zamościa, straty są bardzo konkretne i emocjonalne. Z granic Polski wypadły m.in.:

  • Bełz – historyczne miasteczko z bogatą tradycją, dziś tuż za granicą, kiedyś istotny punkt w sieci lokalnych kontaktów na wschód od Lubelszczyzny.
  • Uhnów i Waręż – małe, ale gęsto zaludnione miejscowości, „zaplecze” polsko‑ukraińskiego pogranicza, gdzie mieszały się języki, wyznania i nazwiska.
  • Krystynopol – przekształcony przez ZSRR w Czerwonograd o górniczym charakterze, choć przed wojną był klasycznym kresowym miasteczkiem.
  • Chorobrów i część Sokala – w tym Żwirka – razem z odcinkiem linii kolejowej Rawa Ruska – Krystynopol, która wcześniej w części była „nasza”.

To były tereny mocno zaludnione, z infrastrukturą, z rozwiniętym rolnictwem i rynkami, na które naturalnie spoglądały Chełm, Hrubieszów czy Zamość.

Rynek w Bełzie (historiaregionu.org)

Utrata Sokalszczyzny przecięła sieć codziennych połączeń; rodziny rozdzielono granicą, a lokalna geografia – ta prywatna, złożona z jarmarków, targów, ślubów i cmentarzy – została nagle „przekrojona” czerwoną kreską na mapie.

Co zyskaliśmy – dzikie Bieszczady, które dziś kochamy

W zamian Polska dostała Bieszczady – tyle iż nie te z dzisiejszych pocztówek, ale biedny, wyludniony skrawek gór po wojennych wysiedleniach, konfliktach i Akcji „Wisła”. Na naszą stronę wróciły m.in. Ustrzyki Dolne, Czarna, Lutowiska, Krościenko, Bandrów Narodowy, Bystre i Liskowate – miejscowości, które przed wojną były polskie, a w latach 1945–1951 znalazły się w ZSRR.

Z perspektywy tamtych lat można było narzekać, iż „oddaliśmy żyzne pola pod Chełmem i Hrubieszowem za spaloną, zarośniętą puszczę gdzieś daleko na południu”. Dziś wygląda to jednak inaczej: właśnie na tych terenach powstał powiat bieszczadzki, Bieszczadzki Park Narodowy, a turyści z całej Polski i zagranicy przyjeżdżają tam na połoniny, nad Solinę i w okolice Ustrzyk Dolnych.

Na dodatek bez tej wymiany nie byłoby w tej formie dużych zbiorników wodnych w Myczkowcach i Solinie – symboli powojennej „zdobywczej” Polski, do których dziś chętnie uciekamy na urlop z Lubelszczyzny.

Można więc powiedzieć, iż „nasze okolice” koło Chełma i Zamościa zapłaciły za to, by Bieszczady stały się częścią polskiej wyobraźni – miejscem ucieczki, wolności i wakacyjnych zachodów słońca.

Idź do oryginalnego materiału