Odnaleźć zaginionych

polska-zbrojna.pl 9 godzin temu

Pod Wrocławiem spadły dwa wrogie drony. Uszkodziły wał przeciwpowodziowy i wywołały chaos. W efekcie zaginęło kilkanaście osób. Straż, policja, terytorialsi i przedstawiciele innych służb podjęli działania, aby odnaleźć zaginionych i zapobiec kryzysowi. Tak wyglądał scenariusz ćwiczeń, w których w miniony weekend wzięli udział żołnierze 16 Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Wspólne ćwiczenia służb to efekt inicjatywy oławskich urzędników i członków stowarzyszenia Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza MEVA. W sumie wzięło w nich udział 130 przedstawicieli służb, m.in. policji, straży pożarnej, straży leśnej oraz żołnierze z 16 Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej. W pierwszej części zajęć mundurowi wymieniali się doświadczeniami, prezentowali stosowane techniki i procedury. Dolnośląscy terytorialsi pokazali podczas warsztatów przedstawicielom innych służb m.in. techniki dronowe i pracę z psem służbowym (K9).

– Ćwiczenia mają na celu zacieśnienie współpracy różnych służb. Wymieniamy się informacjami i wiedzą m.in. z zakresu procedur, technik poszukiwawczych, wykorzystania dronów w akcji oraz wykorzystania systemu łączności – tłumaczy Patryk Miszczak z grupy MEVA. Następnie ruszyła symulowana akcja ratowniczo-poszukiwawcza z udziałem psa służbowego i dronów oraz z wykorzystaniem systemu TAK (Tacitcal Assault Kit), który umożliwia śledzenie pozycji GPS członków zespołów ratowniczych, udostępnianie map oraz wymianę danych.

REKLAMA

Na potrzeby ćwiczeń założono, iż doszło do wrogich działań hybrydowych, które dotknęły gminę Oława pod Wrocławiem. Wrogie drony uderzył w wały przeciwpowodziowe nad Odrą. Doszło do zniszczeń, a równocześnie wskutek paniki po ataku bezzałogowców ludzie, którzy brali udział w plenerowych wydarzeniach z okazji dnia wiosny, rozbiegli się.

Byli zaginieni, dlatego służby musiały przystąpić do akcji. Obszar poszukiwań obejmował kilkadziesiąt hektarów terenu między rzekami Odra i Oława. Chodziło też o znalezienie wraków dronów i ich zabezpieczenie. Terytorialsi i przedstawiciele innych służb wyruszali sukcesywnie w teren podzielony na sektory. – Odchodzimy od metody typu szpaler. Do tej pory stosuje się ją w akcjach poszukiwawczo-ratowniczych, ale jest ona przestarzała i znacznie lepiej sprawdzają się trzyosobowe zespoły, tzw. szybkie trójki – mówi Miszczak. Wyjaśnia, iż w dużej grupie ludzi idącej szpalerem często dochodzi do rozproszenia uwagi w trakcie marszu. Dlatego jest on nieefektywny.

Z kolei w układzie „szybkiej trójki”, z którego korzystają m.in. ratownicy GOPR-u i policja, każda osoba z zespołu znajduje się maksymalnie 10 m od towarzysza. Jeden z członków ekipy jest nawigatorem, który ma odbiornik GPS czy telefon z systemem TAK i on prowadzi całą grupę. Jest to efektywniejsze i pozwala zachować uwagę członków ekipy.
Terytorialsi podczas akcji wykorzystali zarówno drony, jak i psa służbowego. – Nasz owczarek niemiecki Puszek, wyszkolony do działań poszukiwawczo-ratowniczych, rusza razem z nami w teren – opowiada st. kpr. Rafał (nazwiska nie ujawniamy ze względu na charakter służby). Jak dodaje, żołnierze wyruszyli na poszukiwania trójkami w wyznaczonych sektorach.

– W naszym przypadku, a więc wojsk obrony terytorialnej, taka trójka najczęściej złożona jest z nawigatora, który pilnuje, aby przemarsz grupy mieścił się na wyznaczonym obszarze, przewodnika psa, który wraz z czworonogiem szuka zaginionych ludzi i rzeczy, oraz planisty, który koordynuje akcję i odpowiada za rozliczenie i meldunki z przeszukania sektora – wyjaśnia żołnierz. Dodaje, iż bardzo ważnym wzmocnieniem akcji poszukiwawczej były drony wyposażone w systemy termowizyjne. – Taki sprzęt pozwala przeszukiwać teren z powietrza także nocą – podkreśla.
Oławska akcja poszukiwawcza zakończyła się powodzeniem. Wieczorem 21 marca udało się odnaleźć wszystkich zaginionych oraz szczątki wrogich dronów, które zostały odpowiednio zabezpieczone. Samorządowcy z Oławy już zapowiadają, iż tego typu ćwiczenia i warsztaty będą kontynuowane w najbliższym czasie, z tym, iż w formule bardziej otwartej – nie tylko dla przedstawicieli służb, ale również dla mieszkańców miasta.

Marcin Moneta
Idź do oryginalnego materiału