Powieść „Kundel” ukazała się 29 kwietnia nakładem Wydawnictwa Muza. Jej akcja rozgrywa się w okupowanej Łodzi, a jednym z najważniejszych bohaterów książki jest samo miasto – przedwojenne, wielokulturowe, a później naznaczone wojenną tragedią.
Krzysztof Papiernik, związany z regionem od dzieciństwa, sięgnął po historię Łodzi, aby opowiedzieć ją z perspektywy, która w jego ocenie wciąż pozostaje słabiej poznana.
Głównym bohaterem powieści jest Albert Danner, przedwojenny polski policjant niemieckiego pochodzenia, który podczas wojny decyduje się służyć niemieckiemu reżimowi.
W rozmowie z nami autor opowiada o pracy nad odtworzeniem okupowanej Łodzi, inspiracjach i znaczeniu tytułowego „kundla”, a także o tym, dlaczego po napisaniu książki inaczej patrzy dziś na miasto.
Łódź jako bohater powieści
Dominika Witkowicz: Dlaczego zdecydował się Pan osadzić akcję „Kundla” właśnie w okupowanej Łodzi? Co w historii tego miasta było dla Pana szczególnie ważne?
Krzysztof Papiernik: Jak wielu debiutantów chciałem opowiedzieć historię bliską mojemu sercu – osadzoną w regionie, w którym się wychowałem. Łódź w chwili wybuchu drugiej wojny światowej znalazła się w szczególnym położeniu. Była miastem zamieszkanym przez Polaków, Żydów i Niemców, a wojna całkowicie zmieniła relacje między sąsiadami.
Interesowała mnie perspektywa łódzkich Niemców. Zastanawiałem się, co czuli, kiedy ludzie, z którymi przez lata mieszkali w jednej kamienicy, nagle zostali uznani za obywateli gorszej kategorii. Dumę, iż nowa władza zaoferowała pozycję „rasy panów”? A może ulgę, iż przemoc nie jest skierowana przeciwko nim?
Oczywiście byli także Polacy niemieckiego pochodzenia, którzy nie poparli Hitlera. Można tu wspomnieć o Robercie Geyerze – członku słynnego rodu fabrykantów – który prawdopodobnie został zamordowany przez okupanta z racji na demonstracyjne podkreślanie polskiej tożsamości.
Jak wyglądała praca nad odtworzeniem wojennej Łodzi? Czy korzystał Pan przede wszystkim z dokumentów i opracowań historycznych, czy ważne były również wspomnienia mieszkańców?
Najwięcej wiemy o doświadczeniach polskich i żydowskich mieszkańców okupowanej Łodzi. Historia łódzkich Niemców – zwłaszcza tych, którzy nie należeli do nazistowskich elit – pozostaje znacznie słabiej opisana.
Podczas pracy korzystałem z map, fotografii, dokumentów i opracowań historycznych. Chciałbym szczególnie wyróżnić łódzkie wydawnictwo Księży Młyn, które od lat publikuje książki poświęcone lokalnej historii: zarówno opracowania i reportaże historyczne autorstwa Andrzeja Rukowieckiego czy Doroty Fornalskiej, jak i wspomnienia mieszkańców, takie jak „Chłopak z Przędzalnianej” Tadeusza Pabina.
Łódź przed wojną była miastem wielokulturowym, a wojna niemal całkowicie zniszczyła ten świat. Na ile chciał Pan, żeby „Kundel” był również opowieścią o tej utraconej Łodzi?
Łódź jest – obok Alberta Dannera – najważniejszą „bohaterką” tej powieści. Danner mieszka w lokalu odebranym żydowskiej rodzinie. Pracuje w dawnej żydowskiej szkole przy ulicy Anstadta, przekształconej w siedzibę Gestapo. Jada i pije w lokalach przejętych od żydowskich właścicieli.
Niemal każdy element nowej codzienności został zbudowany na grabieży i krzywdzie, a ślady po dawnych mieszkańcach wciąż do niego powracają. „Kundel” jest opowieścią o mieście nawiedzanym przez tych, których z niego siłą usunięto. Zagłada wielokulturowej Łodzi nie była jedynie abstrakcyjnym procesem, a tragedią setek tysięcy ludzi.
Kim jest tytułowy „Kundel”?
Tytułowy „kundel” kojarzy się z kimś, kto nie pasuje do jednej kategorii. Co dla Pana oznacza ten tytuł?
Głównym bohaterem i narratorem powieści jest Albert Danner – przedwojenny polski policjant niemieckiego pochodzenia, który decyduje się służyć niemieckiemu reżimowi.
Danner jest kimś w rodzaju „everymana” (lub „Jedermanna”). Wychował się w niezamożnej rodzinie, poznał życie łódzkich podwórek, nie piastował ważnego stanowiska i nic nie wskazywało, iż stanie się uczestnikiem wielkiej historii. A jednak to właśnie on jest narratorem tej opowieści. Poznajemy jego najskrytsze pragnienia i lęki, choć nie zawsze możemy ufać przedstawianej przez niego wersji wydarzeń.
Jako „kundel” wymyka się jednoznacznym kategoriom narodowościowym. Nie czuje się ani Polakiem, ani Niemcem. Nie kieruje się żadną „wzniosłą” ideologią. Wędruje od jednego pana do drugiego – w zależności od tego, który z nich zapewni mu bardziej smakowitą kość.
Tytuł odnosi się nie tylko do pochodzenia bohatera, ale także do charakteru, oportunizmu i pragnienia przynależności. Jak każdy z nas, Danner chciałby wreszcie przestać być „nikim” i stać się „kimś”.
„Kundel” łączy powieść historyczną z kryminałem noir. Dlaczego właśnie ta konwencja wydała się Panu najlepszym sposobem opowiedzenia o okupowanej Łodzi?
Noir opowiada o świecie skąpanym w mroku. Bohater rozpoczyna śledztwo, wierząc, iż istnieje granica między przestępcą a policjantem, winą a niewinnością.
Danner początkowo może się oszukiwać, iż jego praca adekwatnie się nie zmieniła: przez cały czas przesłuchuje świadków i zbiera dowody. Tyle iż nie służy już prawu, ale okrutnemu, zbrodniczemu państwu.
Śledztwo w sprawie zabójstw nazistowskich działaczy staje się zarazem pretekstem do obnażenia hipokryzji i iluzji, którą Danner stworzył we własnej głowie.
Historia, która wciąż jest obecna
Historia łódzkiego getta jest coraz lepiej znana, ale jednocześnie dla części mieszkańców może pozostawać odległą historią. Czy chciałby Pan, żeby „Kundel” był również sposobem na przypomnienie współczesnym Łodzianom o tym, jakim miastem była Łódź przed wojną i co się z nim stało?
Tak! I dotyczy to nie tylko samej Łodzi. Wychowałem się w Aleksandrowie Łódzkim, którego tożsamość również została zbudowana przez Polaków, Żydów i Niemców. Moja mama urodziła się w kamienicy, która przed wojną należała do Żydów.
Mijamy budynki, nie zastanawiając się, kto kiedyś w nich żył i dlaczego nagle zniknął. Chciałbym, aby „Kundel” pomagał zmniejszyć ten dystans. Historia staje się ważna dopiero wtedy, kiedy uświadamiamy sobie, iż nie dotyczy ona jakiejś „abstrakcyjnej” przeszłości.
Czy po napisaniu tej książki inaczej patrzy Pan dziś na Łódź?
Zdecydowanie. Łódzka zabudowa na szczęście nie ucierpiała w takim stopniu jak Warszawa czy Wrocław, a mimo to Łódź pozostaje „miastem duchów”.
O pamięć o jej dawnych mieszkańcach dbają między innymi Muzeum Tradycji Niepodległościowych oraz Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Z drugiej strony, kiedy przechadzamy się po Bałutach albo Starym Mieście, trudno niekiedy dostrzec, iż poruszamy się po terenie dawnego żydowskiego miasta.
O jego historii przypomina kilka murali, ale znaczna część przeszłości pozostaje niewidoczna dla kogoś, kto nie wie, czego szukać.











