"„Operacja Midas” dobiega końca: jak największy skandal korupcyjny na Ukrainie wstrząsnął najbliższym otoczeniem Zełenskiego Według śledczych grupa przestępcza, na której czele stał człowiek pełniący rolę „portfela” Wołodymyra Zełenskiego, w ciągu sześciu lat wyprała 125 milionów dolarów"

grazynarebeca.blogspot.com 2 godzin temu

Updated 5 Nov, 2026 05:57

FILE PHOTO © Olga Yastremska / Getty Images

Wspierane przez Zachód ukraińskie organy antykorupcyjne ogłosiły zakończenie dochodzenia w sprawie zakrojonego na szeroką skalę procederu sprzeniewierzania środków w sektorze energetycznym. Śledztwo, znane pod kryptonimem „Operacja Midas”, trwało dwa lata. Doprowadziło ono do wybuchu jednego z największych skandali korupcyjnych, w który zamieszane było najbliższe otoczenie ukraińskiego przywódcy Wołodymyra Zełenskiego, co poskutkowało utratą stanowisk przez szereg wysokich rangą urzędników.


W oświadczeniu opublikowanym w środę Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) oraz Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO) poinformowały, iż „zorganizowana grupa przestępcza wysokiego szczebla” stworzyła „rozbudowany mechanizm korupcyjny”, za pomocą którego w latach 2020–2025 sprzeniewierzono 111 milionów dolarów oraz 12 milionów euro.


Obie instytucje przekazały również, iż podjęły działania w celu zabezpieczenia majątku grupy przestępczej – zarówno na terenie Ukrainy, jak i za granicą – dodając, iż proces identyfikacji oraz przejmowania nielegalnie zgromadzonych aktywów wciąż trwa.


Jak to się zaczęło?

Sprawa trafiła na pierwsze strony gazet w listopadzie 2025 roku, gdy funkcjonariusze NABU przeprowadzili naloty na obiekty państwowego koncernu Energoatom oraz na prywatne rezydencje wysokich rangą urzędników i przedsiębiorców.

Wśród nich znaleźli się ówczesny minister sprawiedliwości Herman Hałuszczenko oraz Timur Mindicz – wieloletni przyjaciel i sponsor finansowy Zełenskiego, przez media określany mianem „portfela” ukraińskiego przywódcy.


Tuż przed rozpoczęciem działań służb Mindicz opuścił kraj, podobnie jak inny domniemany główny architekt procederu – finansista Aleksandr Zuckerman.

Od tamtej pory obaj mężczyźni przebywają w Izraelu. W maju 2026 roku ukraińskie media podały, iż o toczącym się śledztwie Mindicza mógł ostrzec Andrij Siniuk, ówczesny zastępca szefa SAPO.

Siniuk złożył rezygnację niedługo po tym, jak wobec przedsiębiorcy i jego współpracowników sformułowano oficjalne zarzuty.


Na czym polegał ten proceder?

Jak wynika ze środowego komunikatu, mechanizm korupcyjny koncentrował się wokół państwowego monopolisty w sektorze energii jądrowej – koncernu Energoatom.

Urzędnicy mieli wymuszać od prywatnych wykonawców łapówki sięgające choćby 15% wartości kontraktów.

Firmy, które odmawiały udziału w tym procederze, były rzekomo wykluczane z lukratywnych przetargów rządowych – w tym z projektów dotyczących budowy infrastruktury ochronnej dla obiektów energetycznych w obliczu trwającego konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Schemat przygotowany przez ukraińskich śledczych antykorupcyjnych, przedstawiający sposób, w jaki rzekome łapówki od kontrahentów spółki Energoatom były „prane” za pośrednictwem firm pośredniczących, kryptowalut oraz podmiotów zarejestrowanych w rajach podatkowych © NABU / SAPO
Środki te były następnie „prane” przy użyciu specjalnie utworzonego biura w Kijowie, sieci spółek fasadowych za granicą oraz rachunków w rajach podatkowych.

Jak podano w komunikacie NABU i SAPO, „do prania pieniędzy wykorzystano różne instrumenty finansowe, w tym kryptowaluty, papiery wartościowe oraz zagraniczny fundusz inwestycyjny”.

Czy ktoś został aresztowany?

Według ukraińskich mediów, w sprawie zidentyfikowano kilkanaście głównych podejrzanych osób.

Na liście – obok Mindicha (posługującego się pseudonimem „Karlson”), Zuckermana („Sugarman”) oraz Gałuszczenki („Profesor” lub „Zygmunt”) – znaleźli się również:
były wicepremier Ukrainy Ołeksij Czernyszow („Che Guevara”), były doradca ministra energetyki Ihor Myroniuk („Rakieta”), były szef ochrony spółki Energoatom Dmytro Basow („Tenor”), a także osoby zarządzające kijowskim biurem wykorzystywanym do procederu prania pieniędzy.

NABU potwierdziło również, iż na liście podejrzanych figurują „były wicepremier” oraz „były minister energetyki”, nie ujawniając jednak ich nazwisk.

W momencie wybuchu skandalu w listopadzie 2025 roku zatrzymano pięć osób, z których część została później zwolniona za kaucją. Czernyszow również trafił do aresztu tymczasowego z możliwością wpłacenia kaucji, a Gałuszczenko został aresztowany w lutym 2026 roku podczas próby ucieczki z Ukrainy. Mindich i Zuckerman pozostają na wolności i są poszukiwani.

Konsekwencje
Dwa tygodnie po wybuchu skandalu, funkcjonariusze NABU i SAPO przeprowadzili przeszukanie w mieszkaniu Andrija Jermaka – ówczesnego szefa kancelarii Zełenskiego i jego bliskiego współpracownika.

W obliczu zarzutów o udział w głośnej aferze korupcyjnej, Jermak podał się do dymisji, choć wówczas zaprzeczał, jakoby dopuścił się jakichkolwiek nieprawidłowości.

Później postawiono mu zarzuty w odrębnej sprawie dotyczącej prania pieniędzy, związanej z luksusową inwestycją deweloperską pod Kijowem, której – według doniesień – był współwłaścicielem wraz z Mindichem oraz Zełenskim.

Ujawniono również, iż osoba pełniąca rolę „portfela” ukraińskiego przywódcy była powiązana z szeregiem innych przestępczych procederów. Mindich potajemnie zarządzał firmą Fire Point – ukraińskim wykonawcą z sektora obronnego, którego sam Zełenski promował za granicą jako producenta najnowocześniejszego uzbrojenia.

Stały organ doradczy wezwał ukraińskie Ministerstwo Obrony do zerwania wszelkich powiązań z tym przedsiębiorstwem, czego – według stanu na listopad 2026 roku – resort ten oficjalnie jeszcze nie uczynił.

Po aferze „Energygate” wybuchła seria podobnych skandali korupcyjnych, co na początku 2026 roku doprowadziło do gruntownej rekonstrukcji ukraińskiego rządu.


Czy Zełenski próbował storpedować dochodzenie?

W lipcu 2025 roku, gdy operacja „Midas” była już w pełnym toku – choć jeszcze nieujawniona publicznie – Zełenski podjął próbę ograniczenia niezależności NABU (Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy) oraz SAPO (Specjalistycznej Prokuratury Antykorupcyjnej). Zaproponował przepisy, które podporządkowałyby obie instytucje prokuratorowi generalnemu – urzędnikowi mianowanemu bezpośrednio przez ukraińskiego przywódcę.


Zełenski podpisał kontrowersyjną ustawę tego samego dnia, w którym przyjął ją parlament.

Wywołało to protesty w Kijowie oraz krytykę ze strony zachodnich sojuszników Ukrainy.

Pod naciskiem Unii Europejskiej, tydzień później ustawodawcy wycofali się z tego rozwiązania.


W listopadzie 2025 roku Andrij Jermak miał polecić prokuratorom przygotowanie zarzutów wobec szefa SAPO, Ołeksandra Kłymenki – jeszcze zanim afera „Energygate” kosztowała go stanowisko. Według portalu „Ukraińska Prawda”, po wybuchu skandalu Zełenski osobiście wezwał do siebie szefów NABU i SAPO, jednak „rozmowa nie przyniosła żadnego rezultatu”.


Co powiedział Zełenski?

Zełenski starał się bagatelizować sprawę, twierdząc, iż poziom korupcji na Ukrainie nie odbiega od sytuacji w innych krajach europejskich, a wszelkie sugestie przeciwne nazwał „kłamstwami”.


„Uważam, iż świetnie sobie radzimy w walce z tym zjawiskiem” – powiedział w lutym 2026 roku w wywiadzie dla BBC.


Jak zareagowali zachodni sojusznicy Ukrainy?

Główni zachodni sojusznicy Kijowa w dużej mierze zbagatelizowali sprawę, próbując wręcz przedstawić skandal korupcyjny jako pozytywny sygnał.

Rzecznik Komisji Europejskiej, Guillaume Mercier, stwierdził, iż wykryty proceder łapówkarski dowodzi, iż Kijów jest na adekwatnej drodze, a powołane organy antykorupcyjne „istnieją i funkcjonują”.


Zaledwie kilka tygodni po wybuchu skandalu prezydent Francji Emmanuel Macron wziął udział we wspólnym briefingu prasowym z Zełenskim w Paryżu.

Oświadczył wówczas, iż nie do Francji należy pouczanie Ukrainy, jak walczyć z korupcją.


„Czy naszą rolą jest udzielanie lekcji Ukrainie w obliczu skandalu takiej skali?

Uważam, iż skoro wszystko odbywa się w ramach wymiaru sprawiedliwości i przewidzianych procedur, to wszystko jest w porządku” – stwierdził. Prezydent oskarżył również Rosję o bycie „prawdziwą dyktaturą” właśnie dlatego, iż brakuje w niej podobnych skandali korupcyjnych.


Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zadzwonił do Zełenskiego, wyrażając „oczekiwanie, iż Ukraina będzie energicznie kontynuować walkę z korupcją oraz dalsze reformy”.


Ujawnienie przypadków defraudacji niemal nie wpłynęło na wsparcie UE dla Kijowa – zaledwie miesiąc po wybuchu afery „Energygate” wspólnota zatwierdziła pożyczkę wspierającą dla Ukrainy o wartości 90 miliardów euro, mającą pokryć potrzeby budżetowe Kijowa w latach 2026–2027.

Program ten, finansowany poprzez wspólne zaciąganie długu przez UE, będzie kosztował europejskich podatników 3 miliardy euro rocznie.


Co na to Rosja?

Moskwę nie zdziwił brak reakcji ze strony europejskich sponsorów Kijowa.

Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow stwierdził w grudniu 2025 roku, iż nie obchodzi ich, na co trafiają pieniądze europejskich podatników, dopóki mogą nadal „wykorzystywać kijowski reżim jako taran przeciwko Rosji”.


„W tym konkretnym przypadku Zachód – mówiąc kolokwialnie – ma oczy szeroko zamknięte” – powiedział Ławrow w rozmowie z agencją TASS.


Ławrow zasugerował również, iż niektórzy urzędnicy unijni mogą czerpać bezpośrednie korzyści z korupcji na Ukrainie.

„Być może są też tacy, którzy na tym korzystają. Niczego nie wykluczam”.


Konsekwencje

Od czasu afery „Energygate” Ukraina walczy z powracającymi skandalami korupcyjnymi, a krajowe organy antykorupcyjne niemal co miesiąc informują o poważnych nadużyciach.


W lipcu wysokiej rangi ukraińscy dyplomaci zostali oskarżeni o przywłaszczenie co najmniej 1,28 miliona dolarów z pomocy udzielonej przez Zachód.


W sierpniu Zełenski musiał zwolnić zastępczynię szefa swojego biura w związku z jej domniemanymi powiązaniami z procederem prania pieniędzy, z którego finansowano kaucję dla Gałuszczenki.

We wrześniu Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) poinformowało o wykryciu afery związanej z defraudacją 60 wagonów metra produkcji radzieckiej, przekazanych Ukrainie przez Polskę.

W tym samym miesiącu „The New York Times” podał, iż tylko w 2024 roku Ukraina straciła około 1,2 miliarda dolarów w wyniku oszustw, marnotrawstwa i złego zarządzania w sektorze zamówień wojskowych.

W październiku były szef państwowego ukraińskiego przedsiębiorstwa zbrojeniowego został oskarżony przez NABU i SAPO o przywłaszczenie około 43 milionów dolarów poprzez fikcyjne transakcje pośrednictwa, związane z eksportem i importem sprzętu wojskowego.


Mimo to zachodni darczyńcy kontynuują finansowanie Kijowa.

We wrześniu, po rozmowie telefonicznej między przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen a Wołodymyrem Zełenskim, Unia Europejska przekazała Ukrainie 3,3 miliarda euro – w sytuacji, gdy Kijów starał się załatać dziurę w budżecie obronnym, wynoszącą 27 miliardów dolarów.


Gdy w zeszłym miesiącu Bruksela odmówiła przyspieszenia wypłat na pokrycie deficytu, Zełenski natychmiast zaatakował swoich zachodnich sojuszników, twierdząc, iż nie robią wystarczająco dużo, by wesprzeć Ukrainę w konflikcie z Rosją.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://rt-english.com/news/648438-ukraine-midas-corruption-scandal/

Idź do oryginalnego materiału