Opowieść o majowych wyborach w Ukrainie brzmi dobrze. Problem w tym, iż to fikcja [OPINIA]
Zdjęcie: Ukraińscy żołnierze z 93. Brygady, Ukraina, 31 stycznia 2026 r.
W ubiegłym tygodniu "Financial Times" rzucił polityczną bombę: 24 lutego — w czwartą rocznicę pełnoskalowej inwazji Rosji — Wołodymyr Zełenski miałby ogłosić majowe wybory, połączone z referendum w sprawie pokoju z Moskwą. Sensacja? Owszem. Realny scenariusz? Już znacznie mniej. Ukraina wciąż jest w stanie wojennym, a konstytucja nie pozostawia tu pola do interpretacji — w takich warunkach wyborów się nie organizuje. Do tego dochodzi brutalna arytmetyka logistyki: miliony uchodźców, zrujnowana infrastruktura, brak gwarancji bezpieczeństwa. W efekcie wizja, iż kampania wyborcza zastąpi front, wygląda dziś bardziej jak polityczna iluzja niż zapowiedź końca wojny.













