Orzeł Biały kontra ukraińska amnezja

tygodnikprogram.com 1 godzina temu

Odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego to decyzja, która musiała zaboleć. I dobrze. Bo są takie momenty w polityce, kiedy dyplomatyczne uśmiechy, wspólne zdjęcia i komunikaty o „strategicznym partnerstwie” przestają wystarczać.

Są granice, których przekraczać nie wolno. Dla Polski jedną z nich jest pamięć o ofiarach rzezi wołyńskiej i symboliczne gloryfikowanie formacji, które dla wielu polskich rodzin nie są żadnymi „bohaterami”, ale częścią najbardziej bolesnej historii XX wieku.
Order Orła Białego to nie breloczek do kluczy. To najwyższe polskie odznaczenie państwowe. Nie jest pamiątką z wizyty, prezentem dyplomatycznym ani medalem za dobrą atmosferę przy stole. jeżeli został przyznany w uznaniu zasług dla relacji polsko-ukraińskich, pokoju, bezpieczeństwa i wspólnej walki z rosyjską agresją, to jego odebranie oznacza jedno: Polska uznała, iż pewna moralna granica została przekroczona. Prezydent Karol Nawrocki odebrał order Zełenskiemu po sporze wywołanym decyzją Ukrainy o uhonorowaniu jednostki wojskowej nazwą odwołującą się do „Bohaterów UPA”. Order Orła Białego Zełenski otrzymał w 2023 roku od prezydenta Andrzeja Dudy. Po decyzji Warszawy prezydent Ukrainy odesłał odznaczenie, podkreślając, iż traktował je jako wyróżnienie dla narodu ukraińskiego i ukraińskiej armii. Sprawa natychmiast urosła do rangi poważnego kryzysu dyplomatycznego.

Usłyszano nas różnie…
Dla części opinii publicznej w Polsce to był sygnał: koniec udawania, iż historia nie istnieje. Koniec zamiatania Wołynia pod czerwony dywan dyplomacji. Koniec polityki, w której Polska ma tylko pomagać, milczeć, płacić emocjonalny rachunek i jeszcze przepraszać za własną pamięć. Trudno się dziwić tym emocjom. Polacy przez lata słyszeli, iż „to nie jest dobry moment”, iż wojna, iż geopolityka, iż trzeba poczekać. Tylko iż dla rodzin ofiar nigdy nie ma dobrego momentu na prawdę. Jest tylko moment kolejny raz odłożony. Ale świat patrzy inaczej. Zachód nie zna polsko-ukraińskich ran tak dobrze jak my. Dla wielu zagranicznych obserwatorów obraz jest prostszy, bardziej brutalny i przez to niebezpiecznie uproszczony: Polska, dotąd jeden z najważniejszych sojuszników Ukrainy, publicznie upokarza prezydenta kraju walczącego z Rosją. I choć to uproszczenie jest niesprawiedliwe, właśnie takie nagłówki i takie narracje zaczynają żyć własnym życiem.

Najbardziej cieszy się z tego Moskwa
Rosja od początku wojny inwestuje ogromną energię w jedno: rozbijanie jedności Zachodu, skłócanie Polski z Ukrainą, podsycanie historycznych traum, karmienie wzajemnych oskarżeń i tworzenie obrazu, iż sojusz przeciwko Kremlowi jest tylko fasadą. Polska miała prawo powiedzieć „dość”. Polska miała prawo bronić swojej pamięci. Polska miała prawo uznać, iż najwyższe odznaczenie państwowe nie może wisieć na piersi przywódcy państwa, które równocześnie nie potrafi jednoznacznie zrozumieć polskiej wrażliwości historycznej. Ale Polska nie miała luksusu udawania, iż Kreml tego nie wykorzysta. Bo Kreml nie potrzebuje prawdy. Kreml potrzebuje obrazka. A obrazek dostał idealny: Warszawa kontra Kijów, Polacy kontra Ukraińcy, sojusznicy w kłótni, Zachód w chaosie. Rosyjska propaganda nie będzie tłumaczyć polskiego bólu, Wołynia, UPA, ekshumacji, pamięci rodzin i moralnego ciężaru tej historii.

Rosyjska propaganda powie jedno: „Patrzcie, choćby Polska odwraca się od Ukrainy”
Nie oznacza to jednak, iż decyzja była zła. Oznacza, iż była spóźniona, dramatyczna i podjęta w momencie, w którym każdy gest staje się amunicją informacyjną. Polska za długo mówiła szeptem o sprawach, o których należało mówić normalnym głosem. Za długo pozwalaliśmy, aby wdzięczność za ukraińską walkę z Rosją przykrywała pytania o pamięć, odpowiedzialność i elementarny szacunek wobec polskich ofiar. Pomoc Ukrainie nie może oznaczać abdykacji z własnej historii. Ale jest też druga prawda: obrona pamięci nie może być polityczną maczugą, którą wali się w środek sojuszu w czasie wojny. Bo wtedy choćby słuszna sprawa może zostać rozegrana przez najgorszego możliwego gracza.
Polska nie jest wrogiem Ukrainy. Polska była i jest jednym z państw, które najlepiej rozumieją, czym jest rosyjski imperializm. Polska przyjęła miliony uchodźców, otworzyła granice, organizowała pomoc, wspierała Kijów politycznie i militarnie, często zanim inni zdołali napisać pierwsze ostrożne oświadczenie. Tego nie da się wymazać jednym orderem. Ale Ukraina też musi zrozumieć, iż przyjaźń z Polską nie polega na oczekiwaniu milczenia. Nie można budować partnerstwa na zasadzie: wy nam pomagajcie, a my sami zdecydujemy, czy wasz ból jest dla nas politycznie wygodny.

Dziś Polska zdała pierwszy egzamin z godności. Teraz musi zdać drugi — z odpowiedzialności.

Antoni B

Idź do oryginalnego materiału