Unijny program pożyczkowy SAFE nie jest bez wad i nie jest za darmo, ale w grze pt. „Kto wskaże lepszą propozycję niż SAFE” przez cały czas nie ma sensownej kontrpropozycji. Przedstawione opinii publicznej zasady prezydenckiego „Polskiego SAFE 0%” definiują ten pomysł jako wątpliwy finansowo, rozbudowany biurokratycznie i nieodpowiadający potrzebom chwili.
O mechanizmie SAFE powiedziano już wszystko. Także na portalu Polska Zbrojna poświęciliśmy temu instrumentowi sporo miejsca. Zostawmy go więc na boku, skoncentrujmy się na prezydenckiej ripoście, czyli tzw. projekcie „Polski SAFE 0%”. W ogromnym skrócie, Zwierzchnik Sił Zbrojnych proponuje, by na dodatkowe zakupy uzbrojenia dla wojska przeznaczyć zyski Narodowego Banku Polskiego.
Pierwszym problemem tej propozycji jest fakt, iż NBP od kilku lat nie wykazuje zysków. To w zasadzie mogłoby zakończyć dyskusję. Przyjmijmy jednak, iż bankowa księgowość pozwala na działania, w których efekcie NBP wykaże zyski i będzie je można przeznaczyć na zakup uzbrojenia. Czy jednak będą to prawdziwe pieniądze, czy jedynie zapis księgowy, tego dzisiaj nie wie nikt. Co takiego zmieni się w makroekonomii, iż z poziomu minus 20 mld złotych rocznie NBP wskoczy na poziom plus 20 mld złotych? Jak kreatywne podejście do bankowych zapisów wpłynie na stabilność złotówki i zaufanie inwestorów do polskich papierów dłużnych? A co najistotniejsze, NBP chce to osiągnąć bez wyprzedaży rezerw.
Prezes NBP-u zapewnia, iż to nie będą wyłącznie księgowe zyski. – Bank centralny stanie się aktywnym graczem na rynku złota i będzie aktywnie zarządzał rezerwami złota – informuje prezes NBP-u Adam Glapiński. – Na rynku złota panuje duża zmienność i ona pozwala takie transakcje przeprowadzać z zyskiem – tłumaczy. Owszem „pozwala przeprowadzać z zyskiem”, ale także „nie przeszkadza przeprowadzać ze stratą”. Historia inwestycji finansowych wybrukowana jest zapewnieniami, iż „jutro kurs wzrośnie” lub „na pewno spadnie”. Sprawdzalność takich przekonań to już inna bajka. Raz, drugi, dziesiąty specjaliści z NBP-u ograją rynek i będą „do przodu”. Ale za jedenastym razem?
REKLAMA
Trzeci problem wynika z samej idei istnienia banku centralnego. To instytucja publiczna, więc z definicji realizacja misji publicznej jest ważniejsza od wyniku finansowego. Tak jak oczyszczalnie ścieków, szpitale czy szkoły NBP nie musi generować zysku. Nie po to istnieje. Jego najważniejszym zadaniem jest pilnowanie wartości złotówki. Tyle i aż tyle. Od tego, ile dolarów, pieczywa czy czołgów jesteśmy w stanie kupić za naszą narodową walutę, zależy finansowa przyszłość każdego z nas. Nakładając na NBP obowiązek zasilania Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych, nakładamy nań konieczność wykazywania zysków. W przeciwnym wypadku pomysł nie ma sensu. Co w sytuacji, gdy te dwa zadania – pilnowanie stabilności złotówki i finansowanie wydatków zbrojeniowych – staną w sprzeczności? Który z nich będzie ważniejszy – osiągnięcie zysku czy walka z inflacją? Jak to pogodzić w długim okresie?
Czwarty problem napotykamy przy próbie odpowiedzi, ile pieniędzy mogłoby trafić do wojska. – Dzisiaj jesteśmy w stanie […] wygenerować w najbliższych czterech – pięciu latach kwotę właśnie około 200 mld zł – poinformował wczoraj Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta RP. A co możemy przeczytać w uzasadnieniu do projektu ustawy powołującej do życia ten prezydencki mechanizm? „Model ten pozwala na zgromadzenie co najmniej 200 mld zł do 2035 roku” – napisała ta sama Kancelaria Prezydenta. Pięć lat różnicy to sporo.
Jak już wspomniałem wyżej, na razie nie ma zysków NBP-u. Wstępne szacunki pokazują, iż także za 2025 rok NBP wykaże stratę. Więc w tym roku Fundusz nie zostanie zasilony. Pierwsze środki mogą tam trafić dopiero w 2027 roku. To dopiero uruchomi proces zamawiania uzbrojenia, bo przedsiębiorstwa, w przeciwieństwie do NBP-u, nie mogą „zapisać sobie” zysków i zapłacić z nich pracownikom i dostawcom. To oznacza kolejne miesiące i lata zanim sprzęt finalnie trafi do żołnierzy.
Kolejne pytania rodzi zapowiadany zerowy koszt odsetkowy, co ma fundamentalnie różnić pomysł prezydenta Karola Nawrockiego od pożyczek z Unii Europejskiej. Przekazanie zysku z NBP-u na Fundusz rzeczywiście nie jest obarczone kosztem pozyskania pieniądza. Ale: – Specjalnie dla ministra obrony narodowej zostały wprowadzone dodatkowe mechanizmy: emisja obligacji, kredyty i pożyczki – mówił na wczorajszej konferencji Leszek Skiba, doradca prezydenta. – Na wszelki wypadek – od razu zastrzegł. Gdy mówimy o perspektywie dziesięciu lat, trzeba zakładać także lata chude i nieprzewidziane trudności, które mogą spowodować, iż NBP, choćby mimo najszczerszych chęci i topowych umiejętności pracujących tam specjalistów, nie wygeneruje zysków. Wówczas płynność Funduszu będzie i powinna być ratowana „emisją obligacji, kredytami i pożyczkami”. – Chociaż zysk ze złota powinien być wystarczający – ocenił prezydencki doradca. Powinien… A jeżeli nie, to co się wówczas stanie z zasadą „0%”?
Problem numer siedem – ryzyko kursowe. Ma to być jedna z największych wad denominowanych w euro pożyczek z SAFE. I oczywiście racja, to słaba strona unijnej propozycji. No ale skoro „zmienny rynek złota” ma być zaletą prezydenckiej propozycji, to dlaczego zmienny kurs złotego/euro już ma nie być naszą szansą na generowanie zysków na operacjach finansowych? Dlaczego prezydent i prezes NBP-u wierzą jedynie w umiejętności rodzimych traderów na rynkach kruszców, za nic mając te same umiejętności specjalistów od handlu walutami?
Ostatni problem, w sumie najmniejszy, to rozbudowana administracja Funduszu. Ma powstać Rada Funduszu, Komitet Sterujący, dokument o nazwie „Wieloletni Program Inwestycji Obronnych”… Wszystko to obok MON-u, Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i „Programu Rozwoju Sił Zbrojnych RP na lata 2025–2039”. Dublowanie instytucji i dokumentów normatywnych nie jest nikomu potrzebne i na pewno nie będzie służyć efektywnemu działaniu Funduszu.