Pakt migracyjny i uchodźcy: „stanowczo nie”. Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

naszapolska.pl 1 tydzień temu

Z cyklu „Sprawdzam. Kartka z kalendarza”. Wracamy do felietonu Jerzego Biernackiego z czerwca 2015 roku i sprawdzamy, ile z jego diagnozy obronił czas — a sprawdza się boleśnie dokładnie.

O czym jest ten tekst: u szczytu kryzysu migracyjnego 2015 roku Bruksela próbowała rozdzielić uchodźców między państwa UE według obowiązkowych kontyngentów. Jerzy Biernacki odpowiadał: stanowczo „nie” przymusowi — Polska nie ma kolonialnego „długu”, a swoje zobowiązania ma wobec Polaków z Kazachstanu i przybyszów z ogarniętej wojną Ukrainy. Dekadę później, gdy pakt migracyjny już obowiązuje, a na wschodniej granicy zginął polski żołnierz, zestawiamy jego tezy z rzeczywistością.

Trzy tezy autora warto dziś sprawdzić:

  1. „Stanowczo nie” przymusowym kontyngentom. Sprawdzenie: stanowisko stało się ponadpartyjną linią Polski. W 2015 r. Polska znalazła się wśród nielicznych państw odmawiających obowiązkowej relokacji (Komisja Europejska pozwała je do TSUE w 2017 r.), a sprzeciw wobec przymusowej relokacji podtrzymał i rząd PiS, i rząd Donalda Tuska — który wynegocjował czasowe zwolnienie z mechanizmu relokacji, choć sam pakt migracyjny przyjął i 12 czerwca 2026 r. wszedł on w życie.
  2. „Już przyjęliśmy prawie milion” przybyszów z Ukrainy. Sprawdzenie: po rosyjskiej napaści w 2022 r. Polska przyjęła miliony uchodźców z Ukrainy — argument autora o realnie dźwiganym ciężarze okazał się proroczy.
  3. „Mamy obowiązki polskie”. Sprawdzenie: spór trwa do dziś — zwolnienie Polski z unijnego mechanizmu relokacji obowiązuje tylko do końca 2026 r., a by je przedłużyć, trzeba co roku udowadniać „presję migracyjną”. Linia, którą Biernacki zarysował w 2015 r., wciąż jest osią polskiej polityki.

Tekst pierwotnie ukazał się w „Naszej Polsce”.


Poniżej oryginalny felieton Jerzego Biernackiego — tekst archiwalny.

Czy Polska powinna przyjąć uchodźców?

Jerzy Biernacki

Unia Europejska, zmagając się, w dużej części z własnej winy, ze wzmożonym napływem uchodźców z państw Afryki i Bliskiego Wschodu, postanowiła odwołać się do solidarności państw członkowskich i obdzielić je stosownymi kontyngentami imigrantów. Polska ma ich przyjąć ok. 2000, a wśród nich są osoby zróżnicowane pod względem wyznania, zawodu, stopnia zagrożenia, w którego wyniku zdecydowały się na tę niebezpieczną podróż, zasługujące na azyl polityczny bądź też takie, które zdecydowały się na ten krok dla poprawy swojej sytuacji ekonomicznej. Niewątpliwie, będą w tej grupie liczni wyznawcy islamu, a mogą się też zdarzyć odpowiednio zakamuflowani terroryści Państwa Islamskiego czy Al-Kaidy.

Oczywiście, jeżeli popatrzeć na tę sprawę z moralnego punktu widzenia, należałoby tym ludziom pomóc. Polska jako kraj o tradycjach Rzeczypospolitej wielu narodów ma tolerancję (we adekwatnym tego słowa znaczeniu) niejako we krwi i w swej historii znana jest choćby z przyciągania imigrantów z całej Europy, którzy następnie gwałtownie polonizowali się i w drugim lub trzecim pokoleniu walczyli ramię w ramię z naszymi przodkami o wolność i niepodległość, nierzadko bohatersko ginąc w tej walce. Wielu też swoim życiem i pracą dla przybranej ojczyzny dokumentowało silne z nią więzi. Ale to działo się w tym samym kręgu kulturowym i religijnym.

Mało kto pamięta i przypomina o tym, iż niektóre kraje europejskie mają za sobą wielowiekowy okres kolonizowania innych kontynentów, takich jak Afryka czy Azja, i czerpania z nich ogromnych zysków i bogactw. Zrodziło to w sposób oczywisty ich zobowiązanie do przyjmowania imigrantów z dawnych kolonii, jak to ma miejsce już od dziesięcioleci, po zakończonym procesie dekolonizacji, we Francji czy Wielkiej Brytanii, aż doprowadziło do kryzysu tzw. wielokulturowości, w obliczu niechęci drugiego czy trzeciego pokolenia ludów kolorowych do pełnej asymilacji w nowych ojczyznach.

Polska, choćby w okresie swej wielkiej potęgi w XVI i XVII stuleciu, zajęta obroną olbrzymiego terytorium, a także swoimi szczególnymi zobowiązaniami do obrony chrześcijańskiej Europy przed zalewem tatarsko-tureckim, nie wykazywała żadnych kolonialnych aspiracji. W związku z tym, jak się zdaje, nie ma też dzisiaj takiego ciężaru zobowiązań w tej mierze, jak kraje Zachodniej Europy, a w szczególności Holandia, Hiszpania, Portugalia i wymienione wyżej Francja i Anglia. Wydaje się, iż ten czynnik przy nakładaniu obowiązku przyjęcia kontyngentu uchodźców przez Komisję Europejską w ogóle nie jest brany pod uwagę. A więc stanowczo mówimy „nie” nałożonemu na nas kontyngentowi. Tym bardziej iż przyjęliśmy przecież prawie milion emigrantów, głównie ekonomicznych, z ogarniętej wojną i biednej Ukrainy.

Polska, po blisko półwiekowym okresie podległości w stosunku do Związku Sowieckiego (biorąc pod uwagę także pierwszą okupację sowiecką lat 1939-1941, dotyczącą połowy naszego terytorium) nie wypełniła dotychczas swoich zobowiązań wobec pozostałych, w wyniku sowieckich wywózek, tysięcy Polaków w Kazachstanie, z których wielu bardzo pragnie znaleźć się w Polsce (nie piszę: wrócić do Polski, bo to są potomkowie wywiezionych, już tam urodzeni, ale są i czują się Polakami, często mają też Kartę Polaka), która, poza pojedynczymi wyjątkami, takich możliwości na zgodną z potrzebami skalę im nie stworzyła. Ten problem, na co dzień nie przypominany przez media, ciągle jest przed nami. Złożenie ciężaru przyjmowania Polaków z Kazachstanu na samorządy okazało się rozwiązaniem ułomnym i nieskutecznym.

Ostatnio obserwowaliśmy, jak rządzone przez koalicję PO-PSL państwo polskie kiepsko radziło sobie z transportem i przyjęciem niespełna 200 (!) Polaków z Donbasu na Ukrainie, ogarniętego wojną. Skądinąd wiadomo, iż wcześniej przybyła do Polski z Ukrainy grupa kilkudziesięciu Polaków, którym na apel Radia Maryja prywatne osoby udzieliły czasowo miejsca w swoich mieszkaniach i domach. Obecnie, gdy mija już rok ich pobytu, państwo polskie odwróciło się tyłem do tych ludzi, nie zauważając ich i nie robiąc nic, by przyjść im z pomocą. Czyżby dlatego, iż w sprowadzeniu ich do Polski wziął udział rzekomo „ksenofobiczny i antysemicki” ośrodek toruński?

Pozostaje jeszcze sprawa chrześcijan z Syrii. Nie warto brać pod uwagę oburzenia Jacka Żakowskiego, który w większej chęci przyjęcia chrześcijan z Syrii niż mahometan z Afryki, dostrzegł zjawisko selekcji w duchu ustaw norymberskich.(!) Kwestia obcości czy bliskości kulturowej i religijnej nie jest bez znaczenia. Należy więc zaaprobować przyjęcie przez Polskę uchodźców chrześcijańskich, jest tylko kwestia skali. Tym bardziej iż większość z nich pewnie w naszym kraju nie zostanie. Ale przede wszystkim mamy obowiązki wobec Rodaków, bo „mamy obowiązki polskie”.

(czerwiec 2015 r.)


Od redakcji, 2026

Dekada zamieniła ten felieton w tekst niemal proroczy — i w komentarz do najgorętszego dziś sporu w Polsce. Gdy Biernacki pisał swoje „stanowczo nie”, brukselskie kontyngenty z 2015 roku wydawały się odległą abstrakcją. Dziś pakt o migracji i azylu już obowiązuje — wszedł w życie 12 czerwca 2026 roku i na trwałe wprowadza mechanizm „solidarności”: przyjmij migrantów albo zapłać za każdego nieprzyjętego. Rząd ogłosił sukces — Polska niby nie będzie ani przyjmować, ani płacić. Tyle iż wynegocjowane zwolnienie obejmuje raptem dwieście kilka dni, do końca 2026 roku, a potem wszystko zaczyna się od nowa. To nie zwycięstwo — to odroczenie sprzedane jako zwycięstwo, i dokładnie ten przymus z Brukseli, przed którym felietonista przestrzegał dekadę wcześniej.

Tyle iż dziś to już nie debata przy kawie. Wschodnia granica od 2021 roku jest terenem sterowanego z Mińska naporu: nocne szturmy na zaporę, kamienie, ataki na patrole. W maju 2024 roku 21-letni żołnierz Mateusz Sitek został ugodzony ostrym narzędziem przez ogrodzenie, gdy zasłaniał wyrwę w barierze; zmarł kilka dni później. Polski żołnierz zabity przez nielegalnego migranta w obronie własnej granicy — to nie kolumna w statystyce, to cena, którą Biernacki przewidywał, gdy pisał, iż za cudzą naiwnością zawsze ktoś płaci.

Rośnie też przestępczość przyjezdnych — w liczbach bezwzględnych szybciej, niż chciałby ktokolwiek, kto zapewniał, iż migracja to wyłącznie ubogacenie. Szczególnie widać to w grupach nadreprezentowanych w policyjnych statystykach, jak zatrzymywani tysiącami przybysze z Kaukazu. Można te liczby relatywizować i porównywać z odsetkiem w całej populacji — i jest to uczciwa uwaga — ale dla zwykłego człowieka, który czyta o kolejnym pobiciu czy włamaniu, rachunek jest prosty: im więcej niekontrolowanej migracji, tym mniej spokoju. To samo, o czym Zachód przekonał się dawno temu, a o czym my dopiero zaczynamy rozmawiać serio — choć felietonista ostrzegał wprost.

I tu wraca cała siła pytania sprzed dekady. Biernacki nie pisał, iż Polska ma być twierdzą bez serca — przeciwnie, przypominał, iż już dźwigamy ciężar (miliony Ukraińców, Polacy z Kazachstanu) i iż pomoc trzeba zacząć od własnych Rodaków. Dziesięć lat później Polska wciąż mówi „nie” przymusowej relokacji, granica wciąż jest pod presją, a rząd lawiruje między Brukselą a wyborcami. „Czy Polska powinna przyjąć uchodźców?” okazało się jednym z tych pytań, które nie znikają — tylko z każdym rokiem stają się dosłowniejsze.

Źródła: decyzje Rady UE o relokacji uchodźców z 2015 r. i odmowa udziału Polski; skarga Komisji Europejskiej do TSUE przeciwko Polsce, Węgrom i Czechom (2017); Pakt o migracji i azylu — wejście w życie 12 czerwca 2026 r. i czasowe zwolnienie Polski z mechanizmu relokacji do końca 2026 r.; śmierć żołnierza sierż. Mateusza Sitka na granicy polsko-białoruskiej (atak w maju 2024 r., zgon w czerwcu 2024 r.); dane o przestępczości cudzoziemców w Polsce w 2024 r.; napływ uchodźców z Ukrainy po 24 lutego 2022 r.

Czytaj dalej z archiwum „Naszej Polski”

  • Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? (Jerzy Biernacki, 2015) — migracja i tożsamość Europy
  • Dlaczego Tusk został szefem Rady Europejskiej? (Jerzy Biernacki, 2014) — gra pod Berlin i brak weta
  • Aneksja Krymu (Jerzy Biernacki, 2014) — felieton, który przewidział napaść na Ukrainę
Idź do oryginalnego materiału