Panowały strach i nieufność

vdg.pl 19 godzin temu
Zdjęcie: Felietony Bernarda Gaidy (2)


„Pauline … jest Niemką, ale nie można jej o nic obwinić, nie widzi powodów do obawy przed partyzantami. 8 maja 1945 roku do miasta wkracza pierwsza jugosłowiańska brygada. Zaczynają się aresztowania i egzekucje. Bez sądu i bez wyroku. Dla Pauline jest już za późno, aby szukać gdzieś schronienia. Jej dom rodzinny staje się śmiertelną pułapką. Pauline umiera 24 sierpnia 1945 roku w obozie w Hrastovcu (…) niedaleko Mariboru. (…) Pauline nie wytrzymała brutalnego traktowania i umarła w obozie. (…) Ana Knez na własne oczy widziała, jak rozstrzeliwano ludzi i potem ich gdzieś grzebano. (…)

Gdziekolwiek by u nas pokopać, znajdzie pan kości. (…) Później odbywały się masowe egzekucje, ofiary wywożono na cmentarz autobusami o zasłoniętych oknach albo w krytych ciężarówkach i rozstrzeliwano, opowiada Jože Maček, który widział to na własne oczy. Tam zwłoki wrzucano do głębokich kraterów po bombach. Nigdy ich nie ekshumowano i leżą tam do dzisiaj”. Gdybyśmy zastąpili jugosłowiańskie nazwy miejscowe i informację o tamtejszej partyzantce to moglibyśmy uznać, iż jest to kolejny opis jakichś wydarzeń na Górnym Śląsku, pod Opolem lub w okolicach Bytomia.

Tymczasem są to fragmenty książki zmarłego niedawno Martina Pollacka „Kobieta bez grobu. Historia mojej ciotki”, która była mieszkanką Słowenii. a dokładniej wielokulturowej Dolnej Styrii (Untersteiermark). Przytaczam je dzisiaj dlatego, iż w zeszłym tygodniu wziąłem udział w dyskusji on-line na temat mniejszości niemieckiej w Słowenii. To jedyna niemiecka grupa narodowościowa w Unii Europejskiej, która nie została uznana za mniejszość narodową. W tej dyskusji podkreśliłem, iż szczególnie jest to bolesne w roku, w którym mija 80 lat od tych wydarzeń. A one nie zakończyły się wraz z rokiem 1945!

W całej Jugosławii internowano w obozach niemal 167000 miejscowych Niemców, z których 48500 nie przeżyło. Aż 26000 kobiet, 17000 mężczyzn i 5500 dzieci. Śmiertelność, niemal dokładnie jak w śląskich Łambinowicach czy Świętochłowicach, wynosiła 29%. Większość ofiar została zagłodzona na śmierć. Nasi rodacy, Jan Scheller czy Urška Kop, barwnie opisywali historię tej grupy narodowościowej, jej współczesność i unikalność dialektów, które też kształtowały ten kraj nieprzerwanie od X wieku. Odmową usiłuje się sprawiać wrażenie, iż kultura i język niemiecki są w tym kraju czynnikiem obcym i przybyłym.

Mimo iż mniejszość niemiecka w Polsce jest uznana, a wielokulturowość jest na wszelkie sposoby deklarowana, to jednak czuję wiele podobieństw pomiędzy nami a odległą Słowenią. Losy Niemców na powojennym Śląsku, Pomorzu, Warmii czy Mazurach należą też do tych podobieństw. Tam rozgrywała się ta sama powojenna tragedia ludności niemieckiego ducha jak u nas. Martin Pollack też o ludności miejscowej na polskim Śląsku mógłby napisać, iż wśród tej ludności „panowały strach i nieufność”. Ten strach na Śląsku niczym się nie różnił od strachu na Warmii, Mazurach, w Czechosłowacji, Rumunii czy właśnie Jugosławii.

Bernard Gaida

Idź do oryginalnego materiału