Najpierw
drony w polskiej przestrzeni powietrznej, potem rosyjski pocisk na Lubelszczyźnie. Następnie raport CIA, który — zależnie od rozmówcy — był dokumentem, informacją albo briefingiem. Do tego niejasny przekaz o rozmowie wicepremiera i ministra obrony z prezydentem USA. Później ataki w szkołach, rosyjskie boty, internetowe wezwania do zabójstw i alarm o zamachu na premiera. Państwo jedzie dalej. Instrukcji obsługi kryzysu nie stwierdzono.