Parasol

bezkamuflazu.pl 2 godzin temu

Wczoraj Polska potwierdziła, iż prowadzi rozmowy z Republiką Francuską oraz grupą najbliższych sojuszników europejskich w sprawie „zaawansowanego programu odstraszania nuklearnego” – inicjatywy, którą zaproponował prezydent Emmanuel Macron. Premier Donald Tusk podkreślił, iż działanie to ma służyć defensywie i odstraszaniu potencjalnego agresora przed popełnieniem ataku na państwa członkowskie UE i NATO.

Francuski rząd zadeklarował chęć rozwinięcia nowej doktryny odstraszania nuklearnego o element europejskiej współpracy. Zakłada ona m.in.: zwiększenie francuskiego arsenału nuklearnego (pierw­sze takie rozszerzenie od 1992 roku), udział europejskich sojuszników w ćwiczeniach nuklearnych oraz możliwość czasowego rozmieszczenia elementów francuskich zdolności nuklearnych (np. samolotów czy morskich sił strategicznych) na terytorium sojuszników. Działoby się to jednak bez formalnego podziału kontroli nad bronią – tu pełną decyzyjność zachowałby Paryż.

Francuska oferta ma być dodatkiem do istniejącego NATO-wskiego parasola nuklearnego, a nie jego konkurencją. Projektem, poza Polską, zainteresowane są Wielka Brytania (która ma własną broń jądrową), Niemcy, Holandia, Belgia, Grecja, Szwecja i Dania.

Dziś w TVP opowiadałem, co o tym sądzę – stwierdziłem, iż lepiej mieć dwa parasole niż jeden, a na okoliczność, gdyby któryś zawiódł, dysponować jednym niż żadnym. Na antenie nie bardzo był czas, by tę myśl rozwinąć, uczynię więc to teraz.

—–

W polskiej debacie o odstraszaniu nuklearnym od lat dominuje jeden paradygmat: jeżeli „atom”, to wyłącznie amerykański. Wszystko inne traktowane jest jako ersatz albo europejska fantazja. Problem polega na tym, iż środowisko bezpieczeństwa, w którym ten paradygmat się ukształtował, wyraźnie się zmienia. Nie chodzi o to, iż Stany Zjednoczone przestają być gwarantem bezpieczeństwa Europy, ale o to, iż ich zaangażowanie coraz silniej podlega globalnym kalkulacjom i wewnętrznym wahaniom politycznym. Tymczasem państwo położone przy granicy z obwodem królewieckim i Białorusią nie może opierać swojej strategii wyłącznie na takim źródle odstraszania. Dlatego rozmowa o włączeniu się w europejską architekturę budowaną wokół potencjału Francji nie jest alternatywą wobec USA, ale próbą koniecznej dywersyfikacji.

Francuski arsenał nie jest liczebnie porównywalny z amerykańskim czy rosyjskim – to „zaledwie” 300 głowic. Ale nie musi być. Odstraszanie nuklearne nie polega na symetrii, ale na wiarygodności zadania nieakceptowalnych strat. A ta wiarygodność w przypadku Francji jest realna: dysponujący jądrowym komponentem lotniczym i morskim Francuzi byliby w stanie zadać rosji koszmarne straty w jej europejskiej części. Kalkulacje Moskwy dotyczące ewentualnej agresji na Polskę musiałyby to uwzględnić.

Istotne jest także położenie geograficzne i polityczne. Dla Francji destabilizacja Europy Środkowej oznacza bezpośredni kryzys Unii Europejskiej i zagrożenie dla jej własnego bezpieczeństwa. Dla Stanów Zjednoczonych nasz region pozostaje jednym z kilku globalnych teatrów operacyjnych. To nie zarzut wobec Waszyngtonu, ale konsekwencja jego pozycji mocarstwa światowego. Tymczasem im bliższa jest identyfikacja interesów, tym silniejsza wiarygodność odstraszania.

Oczywiście decyzja o użyciu francuskiej broni pozostaje w rękach prezydenta Francji. Tak samo jak w NATO decyzja o użyciu amerykańskiej broni należy do Waszyngtonu. Suwerenność nuklearna jest z definicji niepodzielna. Różnica nie polega więc na formalnej kontroli, ale na tym, jak blisko nasze bezpieczeństwo leży w rdzeniu interesów danego państwa.

—–

Wojna w Ukrainie brutalnie pokazała, iż bezpieczeństwo europejskie nie jest stanem naturalnym, ale projektem wymagającym realnych zasobów i twardych decyzji. jeżeli Europa ma budować choćby częściową autonomię strategiczną, odstraszanie nuklearne pozostaje jej fundamentem.

Można uznać, iż to nie nasza sprawa – iż wystarczy amerykański parasol. Problem w tym, iż Polska nie ma wpływu na cykle polityczne w Waszyngtonie ani na globalne priorytety Stanów Zjednoczonych. Ma natomiast wpływ na to, czy będzie współtworzyć europejski wymiar bezpieczeństwa i w ten sposób dywersyfikować własne gwarancje.

Ryzyka są realne. Po pierwsze – eskalacyjne. Każde wzmocnienie odstraszania może zostać przez rosję wykorzystane jako pretekst do demonstracji siły lub presji hybrydowej. Po drugie – finansowe i infrastrukturalne. Udział w takim mechanizmie oznacza koszty: dostosowanie infrastruktury, systemów łączności, procedur. Po trzecie – polityczne, bo spór o prymat modelu amerykańskiego czy europejskiego może pogłębiać wewnętrzne podziały.

Alternatywą jest jednak bierność i wiara, iż obecny układ przetrwa bez zmian. A Polska nie dysponuje głębią strategiczną w sensie geograficznym. Jej „głębia” musi być budowana politycznie i sojuszniczo. Francuski komponent odstraszania nie zastąpi NATO, ale może je wzmocnić, tworząc dodatkową warstwę zabezpieczenia. W świecie pełnym zagrożeń taka warstwa nie jest luksusem, ale polisą ubezpieczeniową. Państwo pierwszej linii nie może pozwolić sobie na strategiczną monogamię.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Jakubowi Łysiakowi, Tomaszowi Krajewskiemu, Piotrowi Rucińskiemu, Magdalenie Kaczmarek, Arkadiuszowi Halickiemu, Monice Rani, Maciejowi Szulcowi, Joannie Marciniak, Jakubowi Wojtakajtisowi, Andrzejowi Kardasiowi oraz Czytelnikowi o nicku Zajcef Fizzlewic. A także: Krzysztofowi Krysikowi, Mateuszowi Piecuchowi, Jakubowi Kojderowi, Adamowi Cybowiczowi, Bożenie Bolechale, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Jarosławowi Terefenko, Marcinowi Gonetowi, Przemysławowi Kowalskiemu, Joannie Siarze, Aleksandrowi Stępieniowi, Marcinowi Barszczewskiemu, Dinarze Budziak, Szymonowi Jończykowi, Annie Sierańskiej, Tomaszowi Sosnowskiemu, Piotrowi Świrskiemu, Juliuszowi i Elżbiecie Wolny, Arturowi Żakowi, Łukaszowi Hajdrychowi, Patrycji Złotockiej i Piotrowi Habeli.

Podziękowania należą się również moim najhojniejszym „kawoszom” z ostatniego tygodnia: Irenie Cyrn i Witkowi Strojnemu.

Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Idź do oryginalnego materiału