
Ponad 50 tysięcy kilometrów, 29 krajów, cztery kontynenty i 28 lat wędrówki. Brytyjski podróżnik Karl Bushby zakończył jedną z najbardziej niezwykłych wypraw w historii. Po niemal trzech dekadach marszu dookoła świata dotarł do rodzinnego Hull w Anglii, gdzie czekali na niego bliscy i setki mieszkańców.
Wszystko zaczęło się w listopadzie 1998 roku w Chile. Bushby, wówczas 29-letni były spadochroniarz, postanowił wrócić do Wielkiej Brytanii pieszo, przemierzając cztery kontynenty. Miał przy sobie zaledwie kilkaset dolarów i własnoręcznie wytyczoną trasę na mapie.
Ustalił dwie żelazne zasady: nie korzystać z transportu mechanicznego i nie wracać do domu przed zakończeniem wyprawy.
Decyzję podjął w trudnym momencie życia, po rozpadzie małżeństwa i rozłące z synem. Nie przypuszczał wówczas, iż realizacja planu zajmie mu niemal trzy dekady.
Przez pustynie, Syberię i zamarznięte morze
Bushby przeszedł przez Amerykę Południową i Północną, docierając aż na Alaskę. Stamtąd wraz z francusko-amerykańskim podróżnikiem Dimitrim Kiefferem pokonał po lodzie Cieśninę Beringa, oddzielającą Amerykę od Azji.
Był to jeden z najbardziej niebezpiecznych etapów całej wyprawy.
W Rosji zmagał się nie tylko z syberyjskim mrozem, ale także z problemami wizowymi. Przez pewien czas groziła mu deportacja za nielegalne przekroczenie granicy. Łącznie trudności związane z rosyjskim etapem podróży zatrzymały go na około dziesięć lat.
W 2012 roku, gdy odmówiono mu rosyjskiej wizy, przeszedł kolejne 5600 kilometrów z Los Angeles do ambasady Rosji w Waszyngtonie, aby uzyskać potrzebne dokumenty.
Na jego drodze stawały również zamknięte granice, konflikty polityczne i pandemia COVID-19.
Kiedy nie mógł przejść przez Iran, zdecydował się na przeprawę przez Morze Kaspijskie. Przez 31 dni pokonywał wodę, korzystając z pianki i kamizelki asekuracyjnej.
Do Anglii wpław
W 2025 roku Bushby dotarł do Europy. Pozostała mu jeszcze jedna poważna przeszkoda: kanał La Manche.
Nie uzyskał zgody na przejście tunelem łączącym Francję z Wielką Brytanią. Postanowił więc przepłynąć kanał, współpracując przy organizacji przeprawy z władzami obu państw.
Dotarcie do plaży Shakespeare w Dover zajęło mu łącznie około 20 godzin pływania rozłożonych na trzy dni.
Na brytyjskim brzegu powitali go matka, syn i wnuczka. Po latach rozłąki mógł wreszcie stanąć na ojczystej ziemi.
– Dobrze jest znów poczuć pod stopami brytyjską ziemię po tylu latach – powiedział.
Najdłuższa droga do domu
Bushby nie ukrywał, iż podczas wyprawy wielokrotnie doświadczał samotności. Dwukrotnie się zakochał, jednak oba związki nie przetrwały wieloletnich rozłąk.
Mimo przeciwności nie zrezygnował z wyznaczonego celu.
Na swojej stronie internetowej wspominał o linii narysowanej na mapie, prowadzącej przez pustynie, góry, dżungle i zamarznięte morza. Plan pozostawał niezmienny: iść przed siebie, płynąć, gdy trzeba, aż trasa doprowadzi go pod drzwi domu matki.

Po 28 latach ten moment wreszcie nadszedł. Bushby dotarł do Hull, kończąc wyprawę, która pochłonęła znaczną część jego dorosłego życia.
Dla brytyjskiego podróżnika najważniejszym osiągnięciem nie było jednak samo pokonanie tysięcy kilometrów, ale dotrzymanie obietnicy, którą złożył sobie w 1998 roku: wrócić do domu o własnych siłach.











