Koszty zakupu ropy naftowej i kurs dolara, w którym kupowany jest ten surowiec, są jedną z ważniejszych składowych ceny paliwa. Do tego dochodzą też podatki: akcyza (w przypadku benzyny to 1,52 zł za każdy litr), opłata paliwowa (21 gr za każdy litr), VAT i opłata emisyjna. Swoją marżę ma rafineria, pośrednicy i stacje benzynowe. Po dodaniu tych wszystkich składowych mamy finalną cenę wyświetlaną na pylonach.
I w ostatnich kilkudziesięciu godzinach ta cena wyraźnie podrożała. Bo jeżeli umacnia się dolar amerykański, a względem polskiego złotego przebił już kwotę 3,7 złotego, a do tego drożeje ropa naftowa - po raz pierwszy od prawie 2 lat cena za baryłkę ropy BRENT przekroczyła 85 dolarów. I nic nie wskazuje na to, iż wzrosty się skończą, bo źródłem tych zawirowań jest wojna w Iranie. Nic nie wskazuje na obniżenie temperatury konfliktu, wręcz przeciwnie - Amerykanie zapowiadają dalszą eskalację.
Zapłacimy za to wszyscy.
Ceny hurtowe Orlenu wzrosły w ostatnich dniach dość znacząco. Choć koncern zapewnia, iż nie ma groźby przerwania dostaw ropy i gazu do Polski, to jednak ceny rosną. Jeszcze 28 lutego za metr sześcienny benzyny bezołowiowej Eurosuper95 w hurcie płacono 4466 złotych. 3 marca stawka podskoczyła do 4616 złotych, a 4 marca już do 4789 złotych. Metr sześcienny paliwa podrożał o 313 złotych, czyli 31 groszy za każdy litr.
Jeszcze szybciej drożeje olej napędowy. Za metr sześcienny ekodiesla 28 lutego trzeba było zapłacić 4809 złotych, a 3 marca już 5681 złotych. To wzrost o 872 złote na metrze sześciennym, czyli o 87 groszy na litrze.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Na stacjach benzynowych cena bezołowiowej 95 już znacznie przekroczyła 6 złotych, a cena diesla choćby 7 złotych. Analitycy paliwowi wskazują, iż to prawdopodobnie nie koniec.






