Po zmianie rządu nad Dunajem Europa nie bez niepokoju zastanawia się, czy Rumen Radew nie wejdzie w buty Viktora Orbana i nie stanie się głównym hamulcowym poczynań Brukseli.
Rumen Radew przekonał całe pokolenia
Węgierskie wybory i ich wynik o tyle Radewowi i jego Postępowej Bułgarii pomogły, iż przyciągnęły do urn tłumy. Także tych niezdecydowanych, którzy poprzednio nie głosowali. W efekcie partia Radewa wygrała zarówno w grupie najmłodszych wyborców, jak i wśród emerytów. Wygrała w ogóle i to wysoko. Dostała blisko 45 procent głosów i zyskała samodzielną większość w parlamencie (czego w Bułgarii nie było od prawie 30 lat).
Mimo to w Sofii – w przeciwieństwie do Budapesztu – nie było tańców euforii na ulicach. Nowy premier Bułgarii mówił wprawdzie w wieczór wyborczy o zwycięstwie wolności nad strachem i nadziei nad nieufnością, ale te optymistyczne słowa nie przesłonią lęków bułgarskiego społeczeństwa.
Nowy rząd ma niełatwe zadanie
Zadania stojące przed nowym rządem mogą przytłaczać: uchwalenie budżetu w sytuacji drożyzny, która dotyka Bułgarię, inflacja, walka z wszechobecną korupcją i oligarchicznym modelem sprawowania władzy, reforma wymiaru sprawiedliwości, wybór Najwyższej Rady Sądownictwa. Wreszcie zapewnienie politycznej stabilności w kraju, który w minionych pięciu latach miał aż osiem rządów.
Nic dziwnego, iż najważniejsze dla Europy pytania o politykę Bułgarii wobec Moskwy i Brukseli wcale nie były w czasie kampanii najważniejsze dla samych Bułgarów. Lider zwycięskiej partii też spraw polityki zagranicznej nie eksponował, próbując przyciągnąć głosy i prorosyjskich, i proeuropejskich wyborców.
Eksperci są zdania, że Bułgaria nie będzie – jak jeszcze niedawno Węgry – blokować unijnych sankcji wobec Rosji ani pomocy Brukseli dla Kijowa, choć w tej ostatnich nie będzie uczestniczyć. Bez rosyjskich surowców da sobie radę. Już od kilku lat nie kupuje stamtąd ani ropy, ani gazu. Prawdopodobnie, choćby jeżeli będzie się werbalnie dystansować od Ukrainy, może jej sprzedawać postsowiecką broń i amunicję. Nie tylko dlatego, iż w latach 2021-2024 zarobiła na tym blisko 3 mld euro. I choćby nie dlatego, iż trzy tygodnie przed wyborami oba kraje podpisały 10-letnią umowę o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. Po prostu, tego towaru nikt poza Ukrainą od Bułgarii nie kupi.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania
