Dlaczego mi się to przypomniało? Kiedy Putin zaatakował Ukrainę, wywiesiłem przed domem niebiesko-żółtą flagę. Miałem akurat nie za wielką, a w tamtej atmosferze spotkałem się choćby z pytaniem, dlaczego taka mała. Potem moja flaga została w okolicy jako ostatnia, gdy inne poznikały. Ale kiedy porwała mi ją wichura, postawiło mnie to od razu w innym świetle. Inni sąsiedzi w ogóle takiej nie mieli, a ja miałem i przestałem mieć. To już wyglądało na jakąś demonstrację, a ponieważ przeczytałem, iż społeczeństwo staje się antyukraińskie – aby nie pogłębiać takiego wrażenia – chciałem choćby zastąpić ją nową. I wtedy właśnie Zełenski zaczął uprawiać swoje żenujące gierki z Polakami: powieszenie flagi w tym momencie byłoby ich popieraniem.
Znalazłem się trochę w sytuacji Rafała Trzaskowskiego z jego słynnej debaty w Końskich, który schował flagę (on akurat tęczową), bo mu ją podetknięto, a nie chciałem być Magdaleną Biejat, która zbiera wszystkie flagi, z którymi w tej chwili nie ma co zrobić. Wszystkie te przypadki razem wzięte pokazują, iż lepiej w ogóle nie wywieszać żadnych flag, aniżeli przestać to robić.







