Polacy nie potrafią „ponad podziałami”

takzetego.pl 1 tydzień temu

Napiszę Wam na wstępie, iż ten wpis może być bardzo emocjonalny, ponieważ od wczoraj się we mnie gotuje. Gotuje się, bo byłam pewna, iż są takie decyzje i tematy, które na pewno wszystkich Polaków połączą. Że są sprawy, w których powinniśmy mówić jednym głosem. Że pamięć o naszych przodkach jest taką kwestią, która na pewno nas nie poróżni. Że smutek i żal za tak okrutnie pomordowanymi Polakami będzie silniejszy niż nasze zwykłe, codzienne animozje. Niestety pomyliłam się. I naprawdę smutno mi się zrobiło z tego powodu.

Świat usłyszał o Wołyniu

Karol Nawrocki ostatecznie podjął decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego. Jest to jedyna rozsądna decyzja po tym, jak Zełeński po raz kolejny splunął Polakom w twarz. Andrzej Duda wolał udawać, iż to deszcz pada. To są i tak za niskie konsekwencje, jakie wyciągnęliśmy, ale do tego przejdziemy później. Obecny Prezydent Polski uargumentował swoją decyzję takimi słowami: „Jesteśmy dumnym narodem polskim i mamy swój próg bólu, który dotyczy nas i naszych sojuszników. I ten próg bólu został przekroczony, dlatego odebrałem prezydentowi Zełeńskiemu Order Orła Białego”. Krótko i dosadnie. Takie posunięcie było dobre również z innego powodu. Świat nie może dłużej odwracać wzroku od ludobójstwa na Wołyniu. Skoro informują o „kontrowersyjnej” decyzji Prezydenta Polski, muszą też dodać, skąd się ta decyzja wzięła. I w jakikolwiek sposób by tego nie próbowali uargumentować, dla przeciętnego Francuza, Brytyjczyka, Holendra, Włocha czy Hiszpana informacja będzie jasna – Order Orła Białego został ukraińskiemu prezydentowi odebrany, dlatego iż ten czci zbrodniarzy wojennych, którzy dokonali na Polakach ludobójstwa. dla wszystkich rozsądnego, trzeźwo myślącego i posiadającego choćby szczątkową empatię i poczucie honoru człowieka, ta decyzja była jedyna i słuszna. Jestem też niemal pewna, iż każdy obcokrajowiec, do którego dotarła ta informacja, zachodzi w głowę, jak do tego doszło, iż ten order został mu w ogóle wręczony. Spokojnie, przeciętny Francuzie, Brytyjczyku, Holendrze, Włochu czy Hiszpanie – my, Polacy też tego nie rozumiemy. A to my wybraliśmy go na prezydenta. Dwukrotnie. Sama osobiście stawiałam krzyżyk przy jego nazwisku – co prawda tylko dlatego, żeby nie wygrał najpierw Komorowski, a potem Trzaskowski, ale mimo wszystko po tej poddańczej wobec Ukrainy postawie było mi zwyczajnie wstyd. To jest jeden z głównych powodów, dla którego tak słabo oceniam prezydenturę Andrzeja Dudy. „W polityce trzeba być twardym” – mówił facet, który podpisywał większość kompletnie absurdalnych ustaw obecnego rządu (jak chociażby tę, w której pracodawca musi używać „zaimków neutralnych” w swoich ogłoszeniach o rekrutacji) i dosłownie klęczał przed Ukraińcami.

Nadzieje na patriotyczną prezydenturę

Karol Nawrocki pokazał, iż nie zamierza podążać śladami swojego poprzednika – wręcz przeciwnie. Konsekwentnie wetuje te ustawy, które uważa za szkodliwe i idiotyczne oraz stara się godnie reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej. Kiedy okazało się, iż to właśnie on został wybrany na Prezydenta Polski, napisałam Wam, iż jedyne, czego od niego oczekuję to właśnie bardziej asertywnej i bezkompromisowej postawy wobec innych państw – również, a może zwłaszcza, jeżeli chodzi o prawdę historyczną i pamięć o polskich ofiarach zbrodni wojennych. Bardzo ostrożnie podchodziłam do jego kandydatury, bo jej początek był taki sobie – owszem hasło „NowRocky” nawiązujące do ulubionego sportu Karola Nawrockiego i pewnego kultowego filmu było chwytliwe, ale w pewnym momencie trochę z tym chyba przedobrzyli. Później jednak zyskiwał w moich oczach i kiedy oddawałam na niego głos w drugiej turze, robiłam to ze świadomością, iż w końcu głosuję za kimś, a nie przeciwko komuś. Poprzeczkę jednak zawiesiłam mu wysoko, ale Prezydentowi udaje się jej nie strącać. Dlatego tak bardzo boli mnie, iż tak odważna, rozsądna decyzja, zgodna z polskim interesem narodowym i duchem naszego patriotyzmu, znowu stała się okazją do podziałów i wściekłej nagonki na Prezydenta. Naprawdę nie wydaje mi się, żeby jego przeciwnicy potrafili znaleźć jeden, racjonalny powód do krytyki pod tym względem, a mimo wszystko wciąż próbują. Przede wszystkim jednak nie rozumiem, jak nienawiść do jakiegokolwiek polityka może być tak silna, żeby publicznie chwalić się swoją antypolskością. Opiszę może na gwałtownie argumenty, na które się powołują, ale pozwólcie, iż daruję sobie to infantylne „Kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera”, na które powoływała się Joanna Scheuring-Wielgus i… Rafał Betlejemski (tak, naczelny gimbo-ateista w Polsce straszy piekłem polskiego prezydenta), bo to poziom piaskownicy. Dosłownie – ja tak mówiłam, zanim jeszcze skończyłam dziesięć lat. Później było mi już głupio.

Rosyjską propagandę współtworzą Ukraińcy

Pierwszy z nich to oczywiście te, które wspominają o rosyjskiej propagandzie i prezencie dla Putina. Przepraszam bardzo, ale po pierwsze – Ukraińcy sami to sobie robią. Sami się Putinowi podkładają na tacy. Prezydent Rosji musiałby być kretynem, żeby tego nie wykorzystać. Po drugie – prawda nie jest propagandą. Może być przemilczana, zapomniana, zwalczana, zakopana trzy metry pod ziemią, ale wciąż pozostaje prawdą. Ale pewnego dnia upomni się o swoje. I właśnie się upominać zaczęła. Propagandą było ogłaszanie przez Łukaszenkę, iż Polacy w kolejce ustawiają się pod granicą białoruską, bo u siebie nie mają ziemniaków, mąki czy cholera wie czego. Propagandą było, kiedy rosyjskie media wykorzystały film chłopaków z Urbex History, żeby pokazać zdaje się, jak źle żyje się w Polsce – dokładnie nie pamiętam, a nie mogę znaleźć tego konkretnego filmu Andromedy, która tę sprawę nagłośniła (swoją drogą – polecam ten kanał na YouTube, dziewczyna znakomicie rozprawia się z rosyjskimi mediami). Tak więc argument o rosyjskiej manipulacji jest sierotą – Rosja w tym konkretnym temacie przekazuje po prostu prawdę, wykorzystuje prezent, który podaje im Zełeński. To przede wszystkim w ukraińskim interesie jest, żeby walczyć z jakąkolwiek dezinformacją napływającą z Rosji – zamiast tego wolą dawać im powody do głoszenia prawdy, która jest dla Ukraińców jeszcze bardziej haniebna. Sami to sobie zrobiliście, Ukraińcy. Nie miejcie pretensji do Polaków. Padają oczywiście również hasła o dyplomacji. Niektórzy chyba zapominają, iż dyplomacji nie prowadzi się z pozycji kolan. Wiem, iż po wielu lat takich rządów, jakie w Polsce mieliśmy, to może być szokujące, ale naprawdę tak jest. W dyplomacji trzeba również być twardym, asertywnym i nieustępliwym, jeżeli sytuacja tego wymaga. Trzeba umieć powiedzieć adwersarzowi, żeby wypierdalał w taki sposób, żeby poczuł ekscytację na myśl o zbliżającej się podróży.

Honor na pokaz

Za to reakcja samych Ukraińców jest doprawdy rozczulająca. Teraz wszyscy nagle zrzekają się orderów, które nie wiadomo, za co otrzymali, bo są TAAAAAACY HONOROWI. Nasz „bratni naród” (beznadziejnych sobie tych „braci” wybieramy, kiedyś tak się mówiło o ZSRR) powinien jednak uświadomić sobie jedną rzecz – nie można mieć trochę honoru, tak samo jak nie można być trochę w ciąży. W ciąży albo się jest albo się nie jest, honor się ma albo nie. To „honorowe” tupanie nóżką jest zwyczajnie żałosne w momencie, kiedy Ukraińcy cały czas wyciągają do nas rękę po pomoc. Cały czas korzystają z naszego sprzętu i cały czas gdzieś tam hulają pieniądze od nas – a to iż niekoniecznie trafiły na pomoc dla żołnierzy, tylko na konta ichniejszych politykierów, to już nie nasza wina. Przecież przyjmowanie pomocy od kraju, który w otwarty sposób pluje na ukraińskich „gierojów” to straszny dyshonor chyba jest? Ale to już ich nie uwiera. Oni tylko odsyłają ordery, bo te nie mają dla nich żadnego znaczenia, a my przez lata (jak ostatni głupcy!) rozdawaliśmy je komu popadnie. Ukraińcy powinni też już skończyć z argumentacją, iż walczą za nas. Nie, to oni zostali zaatakowani, a nie my. To oni muszą się bronić, a nie my. To oni walczą o swoje państwo, swoją wolność i swoją suwerenność – wbrew temu, co bredzi Donald Tusk, my już to robiliśmy przez lata w przeszłości i nie musimy się od nikogo bohaterstwa uczyć. Poza tym, przed czym oni nas rzekomo bronią? Przecież Ukraina to taka Rosja w wersji mini. Nie tylko Rosja uprawia brudną propagandę – oni też. Chociażby mówiąc o tej wielkiej bohaterskości armii UPA. Przecież oni dostawali od Sowietów regularny oklep. Najczęściej stosowali bohaterski odwrót taktyczny. Odważni byli tylko wtedy, kiedy trzeba było wymordować ponad 100 tysięcy bezbronnych ludzi. Wtedy to tak. W Rosji wciąż obecny jest kult Lenina i Stalina – tak samo jak na Ukrainie kult UPA. I nie, fakt, iż UPA akurat z Sowietami – ekhm, ekhm – „walczyła” nie ma żadnego znaczenia. Jedni i drudzy uważają zbrodniarzy za bohaterów. To jest dokładnie taka sama mentalność. Rosjanie oburzają się, iż Polska jest niewdzięczna, mimo iż ją „wyzwolili” (wszyscy wiemy, w jaki sposób), a Ukraińcom jest przykro, bo mamy problem z tym, iż czczą taką samą swołocz, jaką była armia radziecka. Oni są, kurwa, tacy sami.

Mam olbrzymi szacunek do tych Ukraińców, którzy prawdę znają, nie boją się jej, a wręcz przeciwnie – dbają o nią. Do potomków tych ludzi, którzy wówczas starali się Polakom pomóc. Niestety to jest mniejszość. W tej chwili 71-74% Ukraińców uważa banderowców za bohaterów. Negatywny stosunek ma do nich zaledwie 17% obywateli Ukrainy. Te osoby zawsze będę szanować, bo trzeba mieć niesamowitą odwagę, żeby krytykować UPA na dzisiejszej Ukrainie – pewnie taką samą, żeby krytykować Putina w Rosji (ot, kolejne podobieństwo). I staram się o nich pamiętać, kiedy myślę o Ukrainie, żeby nie zalać serca nienawiścią, wściekłością i poczuciem niesprawiedliwości. Ale o Wołyniu też będę zawsze pamiętała. To Ukraińcy muszą zdecydować, czy chcą mieć w Polakach przyjaciół czy wrogów. My po pierwsze pomogliśmy, po drugie – w końcu – jasno powiedzieliśmy, jakie są nasze oczekiwania. Decyzja leży po ich stronie.

M.

https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Idź do oryginalnego materiału