Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Europa była jednym z centrów demograficznego świata. To tutaj koncentrowała się znaczna część ludności globu, to stąd wychodziły migracje, idee i gospodarcza ekspansja. Dziś jednak mapa demograficzna świata wygląda zupełnie inaczej. Wzrost liczby ludności przeniósł się do Azji i Afryki, a Europa – w tym Polska – mierzy się z problemem kurczących się i starzejących społeczeństw. Co dokładnie mówią nam najnowsze dane demograficzne i jakie procesy stoją za tymi zmianami?
Europa i Polska w globalnej skali
Świat liczy w tej chwili około 8,3 miliarda ludzi. Państwa Europy zamieszkiwane są przez nieco ponad 740 milionów osób, co oznacza, iż na naszym kontynencie żyje dziś około 9% ludności świata. To wyraźny spadek w porównaniu z drugą połową XX wieku, gdy udział Europy w globalnej populacji był znacznie wyższy. Państwa Europy nie tyle jednak tracą mieszkańców, co po prostu inne kontynenty rosną bardzo szybko. Ostatnie 30-40 lat to bez wątpienia były lata Azji, a w tej chwili głównie Afryki, której liczba mieszkańców rośnie w niesamowicie szybkim tempie.
Polska, z populacją na poziomie niecałych 38 milionów mieszkańców, odpowiada dziś za zaledwie około 0,45–0,5% ludności świata. W globalnej skali to niewielki ułamek, a z perspektywy europejskiej – kraj średniej wielkości, który jednak coraz szybciej traci ludność.
Polska: demografia w odwrocie
Polska od kilku lat znajduje się w fazie trwałego spadku liczby mieszkańców. Kluczowym problemem nie jest już emigracja, która przez lata dominowała w debacie publicznej, ale ujemny przyrost naturalny. Rodzi się zdecydowanie mniej dzieci, niż umiera osób.
Wskaźnik dzietności w Polsce należy do najniższych w Europie i oscyluje w okolicach jednego dziecka na kobietę, podczas gdy do prostej zastępowalności pokoleń potrzebne jest około 2,1. Oznacza to, iż choćby przy zerowej emigracji i umiarkowanej imigracji populacja kraju będzie się kurczyć.
Migracja częściowo łagodzi ten proces – szczególnie po 2022 roku, gdy do Polski napłynęły miliony obywateli Ukrainy – jednak nie kompensuje ona skali spadku naturalnego. Dodatkowo duża część migrantów traktuje Polskę jako kraj tranzytowy lub miejsce pobytu tymczasowego. Wielu z przybyłych zdecyduje się pewnie opuścić nasz kraj po tym, jak na Ukrainie ustaną działania wojenne.
Efektem jest szybkie starzenie się społeczeństwa. Udział osób w wieku poprodukcyjnym rośnie, a liczba osób w wieku produkcyjnym maleje, co ma bezpośrednie konsekwencje dla rynku pracy, systemu emerytalnego i finansów publicznych.
Najludniejsze kraje Europy – wspólny problem, różne skale
Największym krajem Europy pod względem liczby mieszkańców pozostają Niemcy – ponad 83 miliony mieszkańców. Tu jednak sytuacja jest podobna do polskiej: niski przyrost naturalny i starzenie się społeczeństwa. Różnicę robi silna imigracja, która w ostatnich latach realnie zwiększała liczbę ludności kraju.
Francja, druga pod względem liczby mieszkańców, przez długi czas była demograficznym wyjątkiem Europy Zachodniej dzięki relatywnie wyższej dzietności. w tej chwili i tam przyrost naturalny słabnie, a wzrost populacji coraz bardziej zależy od migracji.
Włochy i Hiszpania to przykłady krajów, które doświadczają bardzo głębokiego kryzysu demograficznego. Liczba mieszkańców spada, społeczeństwa starzeją się w szybkim tempie, a migracja jedynie spowalnia, ale nie odwraca trendu.
Europa Środkowo-Wschodnia – w tym Polska, Rumunia, Bułgaria czy kraje bałtyckie – dodatkowo przez lata traciła ludność na skutek emigracji zarobkowej. Dziś emigracja ma mniejsze znaczenie niż wcześniej, ale dziedzictwo niskiej dzietności pozostało.
Migracja – ile zmienia?
W większości państw Europy Zachodniej migracja odpowiada za zdecydowaną większość zmian liczby ludności. Bez niej populacje Niemiec, Francji, Hiszpanii czy państw skandynawskich zaczęłyby gwałtownie maleć.
W Europie Środkowo-Wschodniej rola migracji jest mniejsza, a jej struktura bardziej niestabilna. Imigracja łagodzi spadki, ale nie stanowi trwałego fundamentu wzrostu demograficznego.
Najludniejsze państwa świata dziś i jutro
Największe kraje świata pod względem liczby mieszkańców tworzą dzisiaj:
-
Indie
-
Chiny
-
Stany Zjednoczone
-
Indonezja
-
Pakistan
-
Nigeria
-
Brazylia
-
Bangladesz
-
Rosja
-
Etiopia
Już w połowie XXI wieku lista ta ulegnie istotnym zmianom. Jakie państwa będą najludniejsze w 2050 i w 2100 roku? Indie umocnią pozycję lidera, natomiast Chiny będą systematycznie tracić ludność. Do światowej czołówki awansują kolejne kraje afrykańskie – Nigeria, Demokratyczna Republika Konga czy Etiopia – co jasno pokazuje, gdzie koncentruje się dziś globalny wzrost demograficzny.
Chiny: rozwój bez dzieci
Chiny są podręcznikowym przykładem kraju, który osiągnął szybki rozwój gospodarczy, a następnie wpadł w pułapkę niskiej dzietności. Polityka jednego dziecka, urbanizacja, zmiana stylu życia i rosnące koszty wychowania dzieci sprawiły, iż choćby po jej zniesieniu Chińczycy nie wrócili do posiadania większych rodzin. Populacja Chin już zaczęła się kurczyć – i będzie spadać przez kolejne dekady. Demografowie szacują, iż liczba mieszkańców Chin spadnie w ciągu najbliższych 25 lat o ponad 200 milionów osób. Dużo szybszy spadek czeka Chiny w drugiej połowie wieku. Najgorsze prognozy mówią, iż Chiny mogą spać choćby do ok. 650 milionów mieszkańców w roku 2100!
USA – wyjątek od reguły?
Na tym tle Stany Zjednoczone pozostają demograficznym wyjątkiem wśród państw wysoko rozwiniętych. Liczba ludności USA wciąż rośnie, a szacunki pokazują iż będzie się tak działo jeszcze choćby przez ponad 40 lat. Kluczową rolę odgrywa tu imigracja oraz wyższa dzietność w grupach imigranckich i ich potomków.
I tu pojawia się ironia, którą coraz częściej dostrzegają demografowie: to amerykańska prawica – z Donaldem Trumpem i J.D. Vance’em na czele – ostrzega Europę przed „utratą tożsamości” w wyniku migracji, podczas gdy to właśnie USA od dziesięcioleci są jednym z najbardziej migracyjnie ukształtowanych społeczeństw świata. Europa, mimo burzliwych debat politycznych, doświadcza migracji na znacznie mniejszą skalę niż Stany Zjednoczone w relacji do liczby ludności.
Demografia jako cena dobrobytu?
Historia demograficzna ostatnich dekad pokazuje wyraźnie: wiele krajów, które osiągnęły wysoki poziom rozwoju i względny dobrobyt, walczy dziś z bardzo niskim przyrostem naturalnym. Europa, Japonia, Korea Południowa czy Chiny są tego najlepszymi przykładami.
Nie jest to jednak los nieunikniony. Przypadek USA pokazuje, iż migracja – przy odpowiednich warunkach instytucjonalnych – może podtrzymywać wzrost populacji, o ile oczywiście społeczeństwo godzi się na takie zmiany w strukturze społecznej. Z kolei kraje takie jak Francja czy Irlandia dowodzą, iż polityka społeczna i struktura demograficzna również mają znaczenie.
Dla Polski i Europy najważniejsze pytanie nie brzmi już „czy demografia się zmienia”, ale jak świadomie na te zmiany odpowiedzieć – gospodarczo, społecznie i politycznie. Bo mapa świata rysowana liczbami ludności zmienia się szybciej, niż wielu chciałoby przyznać.
*- Artykuł sponsorowany.







![Biedronka w Katowicach-Podlesiu już otwarta! [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-02/DSC06464.jpg)

![Powrót króla torfowisk – cietrzewie znów na kurpiowskich szlakach [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/article_5.jpeg)
