„Polska przestanie istnieć w ciągu dwóch do trzech dni”. Nikołaj Patruszew grozi Polsce?

warszawawpigulce.pl 49 minut temu

Nikołaj Patruszew, jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina, skierował pod adresem Polski wyjątkowo ostrą groźbę. Rosyjski urzędnik stwierdził, iż w przypadku militarnej konfrontacji z Rosją polskie państwo mogłoby przestać istnieć w ciągu zaledwie kilku dni. Jego słowa są odpowiedzią na wypowiedź Radosława Sikorskiego dotyczącą potencjału NATO i przewagi Sojuszu w powietrzu.

Fot. Shutterstock

Doradca Putina mówi o Polsce. Padła groźba dotycząca „2–3 dni”

Nikołaj Patruszew odniósł się do wypowiedzi wicepremiera i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego podczas rozmowy z rosyjskim serwisem „Argumenty i Fakty”.

Rosyjski polityk zarzucił szefowi polskiej dyplomacji, iż ten nie docenia możliwości rosyjskich sił zbrojnych.

Patruszew stwierdził, iż gdyby Polska podjęła działania militarne przeciwko Federacji Rosyjskiej, Moskwa wykorzystałaby „cały arsenał” dostępnych sił i środków.

Następnie poszedł znacznie dalej. Według niego w takim scenariuszu polskie państwo miałoby „przestać istnieć w ciągu dwóch do trzech dni”.

Rosyjski urzędnik nie wyjaśnił jednak, jakie konkretnie rodzaje uzbrojenia miał na myśli, mówiąc o wykorzystaniu całego rosyjskiego arsenału. Nie należy więc automatycznie interpretować jego wypowiedzi jako jednoznacznej zapowiedzi użycia broni jądrowej.

Są to natomiast kolejne bardzo ostre słowa kierowane przez wysokiego rangą przedstawiciela władz Rosji pod adresem państwa należącego do NATO.

Kim jest Nikołaj Patruszew? To jeden z ludzi z najbliższego otoczenia Putina

Waga wypowiedzi jest większa ze względu na pozycję samego Patruszewa. Nie jest on szeregowym rosyjskim politykiem ani komentatorem. w tej chwili pełni funkcję doradcy prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina. Oficjalna strona Kremla wymienia go w gronie najważniejszych urzędników administracji rosyjskiego prezydenta.

W przeszłości Patruszew przez wiele lat kierował Federalną Służbą Bezpieczeństwa, a następnie – od 2008 do 2024 roku – był sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Od lat zaliczany jest do najważniejszych przedstawicieli rosyjskiego aparatu bezpieczeństwa.

Dlatego jego wypowiedź nie jest wyłącznie głosem medialnego komentatora. Jednocześnie nie oznacza ona formalnego ogłoszenia przez Kreml zamiaru zaatakowania Polski.

Wszystko zaczęło się od wypowiedzi Sikorskiego w Kijowie

Patruszew odpowiadał na słowa Radosława Sikorskiego, które padły podczas tegorocznego spotkania Yalta European Strategy w Kijowie.

Konferencja odbyła się 11–12 września 2026 roku. W wydarzeniu uczestniczyło około 700 polityków, ekspertów, dyplomatów, wojskowych i przedstawicieli organizacji społecznych z 28 państw.

Jednym z tematów była możliwość odstraszania Rosji przez Europę oraz dalsze wsparcie Ukrainy.

Sikorski przekonywał, iż w przypadku rosyjskiej agresji państwa NATO dysponowałyby bardzo dużą przewagą w powietrzu.

Szef MSZ wskazał przy tym, iż przewaga europejskiej części Sojuszu miałaby być znacząca choćby bez uwzględniania potencjału lotnictwa Stanów Zjednoczonych.

Minister mówił również o rosyjskich rafineriach.

Zwrócił uwagę na skuteczność ukraińskich uderzeń w rosyjską infrastrukturę paliwową i ocenił, iż państwa NATO dysponowałyby znacznie większymi możliwościami przeprowadzania podobnych operacji w przypadku otwartego konfliktu wywołanego przez Rosję.

Oficjalne podsumowanie konferencji YES potwierdza, iż Sikorski mówił m.in. o znaczeniu ataków na rosyjskie rafinerie i ograniczaniu w ten sposób zasobów pozwalających Moskwie kontynuować wojnę przeciw Ukrainie.

Sikorski doprecyzował później swoje słowa

Wypowiedź szefa MSZ gwałtownie została podchwycona przez stronę rosyjską.

Problem polegał jednak na tym, iż część rosyjskich komentarzy przedstawiała słowa Sikorskiego jako zapowiedź samodzielnej konfrontacji Polski z Rosją.

Minister postanowił więc doprecyzować swoją wypowiedź.

Wyjaśnił, iż mówił o sytuacji, w której to Rosja dokonałaby agresji na NATO.

Według Sikorskiego europejskie państwa Sojuszu mogłyby w takim przypadku wykorzystać przewagę lotniczą i umiejętności uderzeń na dużych odległościach. Szef polskiej dyplomacji podtrzymał swoją ocenę również po powrocie z Kijowa.

To istotne rozróżnienie.

Sikorski nie mówił o rozpoczęciu przez Polskę wojny z Rosją. Rozważał odpowiedź NATO na hipotetyczny rosyjski atak na państwa Sojuszu.

Patruszew w swojej odpowiedzi skoncentrował się natomiast na scenariuszu bezpośrednich działań Polski przeciwko Federacji Rosyjskiej.

„Cały arsenał” Rosji. Patruszew nie powiedział, co dokładnie miał na myśli

Szczególną uwagę zwraca sformułowanie Patruszewa o wykorzystaniu przez Rosję wszystkich dostępnych sił i środków.

Rosja jest państwem posiadającym broń jądrową, dlatego podobne wypowiedzi wysokich przedstawicieli rosyjskich władz mogą być odbierane jako element polityki odstraszania i presji.

W tym konkretnym przypadku trzeba jednak zachować precyzję.

Patruszew nie powiedział wprost, iż Rosja użyłaby przeciwko Polsce broni atomowej.

Rosyjski polityk mówił ogólnie o wykorzystaniu całego potencjału dostępnego Federacji Rosyjskiej. Nie wskazał konkretnych rodzajów uzbrojenia ani scenariusza operacji.

Nie ma więc podstaw, aby przedstawiać jego wypowiedź jako formalną zapowiedź rosyjskiego ataku nuklearnego.

Sama deklaracja o możliwości likwidacji polskiej państwowości w ciągu „2–3 dni” jest jednak wyjątkowo ostrą groźbą skierowaną wobec Polski.

Rosyjska wypowiedź pada w szczególnie napiętym momencie

Słowa Patruszewa pojawiły się w czasie wzrostu napięcia w regionie.

W ostatnich dniach rosyjskie ataki na zachodnią Ukrainę prowadzone były również w bezpośrednim sąsiedztwie granicy z Polską. Polskie władze zwiększały gotowość służb i wojska, a premier Donald Tusk zwołał spotkanie ministrów, dowódców wojskowych i przedstawicieli służb poświęcone bezpieczeństwu granic.

Radosław Sikorski mówił 14 września, iż Polska przygotowuje rozwiązania na wypadek kolejnych rosyjskich prowokacji oraz chce doprecyzować zasady działania państwa w sytuacjach znajdujących się między pokojem a otwartym konfliktem.

Minister podkreślał jednocześnie, iż odpowiedź Warszawy powinna wzmacniać bezpieczeństwo, a nie prowadzić do niekontrolowanej eskalacji.

Idź do oryginalnego materiału