Tanie paliwo dla Ukrainy – wywindowane ceny w Polsce – Polscy kierowcy po raz kolejny z niedowierzaniem patrzą na ceny wyświetlane przy stacjach paliw. Średnia cena benzyny Pb95 wynosi około 7,29 zł za litr, a oleju napędowego około 7,64 zł. Benzyna Pb98 przekroczyła już średnio osiem złotych za litr.
W tym samym czasie opinię publiczną obiegła informacja, iż statystyczna wartość paliwa wyeksportowanego z Polski na Ukrainę wyniosła około 2,94 zł za litr. Różnica wygląda szokująco. Polak widzi na stacji ponad siedem złotych, a w dokumentach dotyczących eksportu pojawia się kwota poniżej trzech złotych.
Kto naprawdę zamknął drogę do latarni i Fortu Gerharda? Najpierw odpowiedzialność, później rozmowa o rekompensacie
Trzeba jednak powiedzieć uczciwie: 2,94 zł nie jest ceną detaliczną ze stacji i nie musi być rzeczywistą ceną z konkretnej faktury. To średnia wartość statystyczna eksportu, która nie obejmuje polskiego VAT-u, akcyzy i pozostałych opłat nakładanych na paliwo sprzedawane kierowcom w kraju. Ministerstwo Finansów zaznaczyło również, iż na podstawie tych danych nie można jednoznacznie określić faktycznej ceny transakcyjnej.
Nie zmienia to jednak najważniejszego pytania: dlaczego państwo tak mocno obciąża paliwo kupowane przez własnych obywateli?
To właśnie podatki, opłaty, koszty dystrybucji oraz marże powodują, iż paliwo, którego bazowa wartość wynosi około trzech złotych, na stacji kosztuje ponad siedem złotych. Według wyjaśnień dotyczących eksportu porównywalna polska cena hurtowa bez podatków i danin wynosiła około 2,84 zł za litr, a średnia wartość eksportowa około 2,94 zł. Nie ma więc dowodu, iż Ukraina otrzymywała paliwo znacznie taniej niż polscy odbiorcy hurtowi.
Problem leży przede wszystkim w tym, co dzieje się z ceną później.
Do każdego litra paliwa kupowanego przez polskiego kierowcę państwo dolicza VAT, akcyzę i kolejne opłaty. Później dochodzą koszty transportu, prowadzenia stacji oraz marża sprzedawcy. Ostatecznie obywatel płaci rachunek nie tylko za samo paliwo, ale także za cały system podatkowy zbudowany wokół jego sprzedaży.
I właśnie dlatego kierowcy mają prawo czuć się wykorzystywani.
Paliwo nie jest dziś luksusem. Dla wielu osób samochód jest jedynym sposobem dotarcia do pracy, lekarza, szkoły czy sklepu. Wysokie ceny paliwa podnoszą również koszty transportu żywności, usług i wszystkich towarów dostarczanych do sklepów. Za drogie paliwo płacimy więc nie tylko podczas tankowania, ale również przy codziennych zakupach.
Czy paliwo mogłoby kosztować około pięciu złotych za litr? Politycznie i podatkowo byłoby to możliwe, gdyby państwo zdecydowało się ograniczyć część obciążeń albo czasowo zrezygnować z części swoich wpływów. Nie można jednak po prostu odjąć ceny eksportowej od ceny na stacji i uznać, iż cała różnica jest zyskiem koncernu lub dopłatą do Ukrainy.
Jedno pozostaje bezsporne: przy cenach przekraczających siedem złotych za litr polscy kierowcy ponoszą ogromne koszty, a rząd powinien dokładnie wyjaśnić, jaka część ceny każdego litra trafia do budżetu państwa, jaka do producenta, a jaka do właściciela stacji.
Tusk zawsze może liczyć na Kaczyńskiego. Kaczyński na Tuska również
Sprawa jest prosta: Polacy chcą wiedzieć, za co płacą.
Skoro bazowa wartość paliwa wynosi około trzech złotych, to państwo powinno uczciwie pokazać, dlaczego przy dystrybutorze kierowca widzi ponad siedem złotych. Zamiast politycznych haseł potrzebujemy przejrzystego rozliczenia ceny jednego litra paliwa.
Polscy kierowcy nie powinni być traktowani jak niewyczerpane źródło pieniędzy dla budżetu. Cena paliwa na poziomie około pięciu złotych za litr powinna stać się realnym celem politycznym. Wymagałoby to jednak konkretnych decyzji podatkowych, a nie propagandowego porównywania dwóch zupełnie różnych cen.
Sprzątać czy posprzątać? Tak wyglądają promenada i plac Wolności w Świnoujściu

Tanie paliwo dla Ukrainy – wywindowane ceny w Polsce











