W czwartek 3 września polskie władze ogłosiły trzy powiązane ze sobą decyzje naraz – Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora Rosji, by przekazać mu oficjalny protest, szef MON zapowiedział zwiększenie liczby patroli myśliwców i śmigłowców nad Polską, a wojsko wprowadziło nową, obowiązującą przez trzy miesiące strefę ograniczeń lotniczych nad wschodnią częścią kraju. Wszystko to w reakcji na serię wydarzeń określanych przez polską dyplomację jako rosyjski terroryzm państwowy i eskalację działań hybrydowych.
Władysław Kosiniak-Kamysz. | Fot. Shutterstock.Protest w geście solidarności z Niemcami
Ambasador Federacji Rosyjskiej Gieorgij Michno został wezwany do polskiego MSZ w czwartek rano. Polska w geście solidarności z naszym sojusznikiem przekazała kategoryczny protest wobec rosyjskiego terroryzmu państwowego i eskalacji operacji hybrydowych – zarówno w naszym kraju, jak i w innych suwerennych państwach, w tym w Niemczech – napisał na platformie X rzecznik MSZ Maciej Wewiór. Jak dodał, ambasadorowi przekazano też stanowczy sprzeciw wobec powtarzających się prowokacji w pobliżu polskich granic powietrznych, w tym praktyki latania przez rosyjskie samoloty wojskowe bez włączonych urządzeń identyfikacyjnych. Bezpośrednim powodem wezwania był incydent na lotnisku w Lipsku, gdzie odnaleziono uzbrojonego w materiał wybuchowy drona – niemieckie władze oficjalnie wskazały Rosję jako odpowiedzialną, a szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul zapowiedział w związku z tym zamknięcie rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn oraz działającego w Berlinie Rosyjskiego Domu. Ambasador Michno, opuszczając siedzibę polskiego MSZ, odrzucił oskarżenia, mówiąc dziennikarzom, iż „nie przedstawiono nam żadnych dowodów”, a strona rosyjska uznaje zarzuty za „całkowicie bezpodstawne, absurdalne i sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem”.
Więcej patroli F-16 i śmigłowców
Tego samego dnia wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił na platformie X decyzję o wzmocnieniu ochrony polskiej przestrzeni powietrznej. Po ostatnich rosyjskich prowokacjach i aktach agresji podjąłem decyzję o poszerzeniu ochrony naszej przestrzeni powietrznej. Zwiększamy aktywność naszych sił powietrznych, w tym samolotów F-16 oraz śmigłowców – napisał minister, dodając, iż „ostatnie tygodnie pokazały, iż prowokacje ze strony Rosji przybierają różne formy i niosą zagrożenie w miejscach, które do tej pory uważane były za bezpieczne”. Zapowiedział też wzmocnienie systemów szybkiego reagowania na terenie całego kraju. Decyzja zapadła kilka godzin po tym, jak polskie myśliwce przechwyciły nad Bałtykiem, około 40 kilometrów na północ od Ustki, rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20 lecący bez włączonych urządzeń identyfikacyjnych – samo przechwycenie odbyło się nad wodami międzynarodowymi, a polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona.
Niebo nad wschodnią Polską zamknięte na trzy miesiące
Trzecia decyzja tego dnia będzie najbardziej odczuwalna dla pilotów małego lotnictwa i operatorów dronów. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, na wniosek Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, wprowadziła nową strefę ograniczonego ruchu lotniczego o oznaczeniu EP R134, obejmującą wschodnią część kraju wzdłuż granicy z Białorusią i Ukrainą. Strefa zacznie obowiązywać 10 września o północy czasu UTC i potrwa do 9 grudnia, zastępując dotychczasowe ograniczenie EP R131. Obejmuje przestrzeń od poziomu ziemi do wysokości około 3 kilometrów, więc nie dotyczy samolotów pasażerskich operujących na większych pułapach. W nocy, od zachodu do wschodu słońca, w strefie będzie obowiązywał całkowity zakaz lotów – z wyjątkiem wojskowych statków powietrznych oraz uzgodnionych startów i lądowań z lotniska Depułtycze Królewskie pod Chełmem. W ciągu dnia loty pozostaną możliwe, ale pod warunkiem złożenia planu lotu, posiadania sprawnego transpondera i utrzymywania stałej łączności ze służbami ruchu lotniczego. Jak tłumaczy wojsko, celem jest zapewnienie systemowi obrony powietrznej pełnej swobody działania i szybkiego reagowania na ewentualne zagrożenia, przy możliwie najmniejszym wpływie na lotnictwo cywilne.
Dzień później dron uderzył w Kijowie, kilkaset metrów od polskiej ambasady
W piątek, dzień po ogłoszeniu tych trzech decyzji, doszło do kolejnego poważnego incydentu – tym razem w samym centrum Kijowa. Rosyjski dron uderzył około godziny 15:30 czasu lokalnego w główną siedzibę Służby Bezpieczeństwa Ukrainy przy ulicy Wołodymyrskiej, trafiając bezpośrednio w gabinet pełniącego obowiązki szefa tej służby Ołeksandra Pokłada – generała w chwili ataku nie było na miejscu. Uszkodzeniu uległ też sąsiedni obiekt wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, Sobór Mądrości Bożej. Budynek SBU znajduje się zaledwie kilkaset metrów od ambasady RP w Kijowie – polska placówka zapewniła jednak, iż jej budynek nie ucierpiał, a wszyscy dyplomaci są bezpieczni. Według mera Kijowa Witalija Kliczki w wyniku uderzenia w dzielnicy Szewczenkowskiej rannych zostało dziewięć osób, sześć z nich trafiło do szpitala. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział odpowiedź na atak, informując, iż „geografia” ewentualnych działań odwetowych została już wyznaczona.
Skala napięcia w relacjach z Moskwą znalazła też odzwierciedlenie w słowach szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, który komentując reakcję ambasadora Michno na wezwanie do MSZ, zwrócił uwagę, iż Polska – podobnie jak władze niemieckie w sprawie Lipska – dysponuje własnymi, materialnymi dowodami na zlecenia rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU dotyczące aktów sabotażu i terroru na polskim terytorium.












![Co Zielonogórzanie sądzą o tegorocznym wesołym miasteczku? [SONDA]](https://rzg.pl/wp-content/uploads/2026/09/916d88c51063c9721ba6b30804c061d2_xl.jpg)