Wojna potrafi na chwilę zniknąć z pola widzenia, ale tylko po to, by nagle przypomnieć o sobie z całą siłą. Przekonał się o tym przedstawiciel katowickiego Stowarzyszenia „Dajemy Radę”, który był świadkiem wczorajszego ataku drona we Lwowie.
Jak relacjonuje Grzegorz Jędrak, przedstawiciel Stowarzyszenia „Dajemy Radę”, miasto na co dzień sprawia wrażenie bezpiecznego. W okolicach Opery czy pomnika Tarasa Szewczenki toczy się zwykłe życie – ludzie spacerują, gra muzyka, łatwo uwierzyć, iż wojna jest daleko. – Sam łapię się na tym, iż też tak myślę. A potem nagle rzeczywistość wraca – opisuje.
Do ataku doszło w pobliżu kościoła i klasztoru Bernardynów. Dron uderzył niespodziewanie – Pojawił się wybuch, ogień i dym. W wyniku zdarzenia rannych zostało około 13–15 osób. – Ludzie zamarli w pół kroku – relacjonuje.
Choć w momencie ataku obowiązywał alarm lotniczy, wielu mieszkańców nie zareagowało. Jak podkreśla, to efekt długotrwałego życia w warunkach wojny. – Ludzie reagują na alarmy coraz rzadziej. To stało się częścią codzienności – zaznacza.
Grzegorz Jędrak od czterech lat działa na miejscu, pomagając ofiarom wojny jako przedstawiciel katowickiego stowarzyszenia. Jego zdaniem takie wydarzenia przypominają, iż konflikt wciąż trwa, choćby jeżeli na chwilę schodzi na dalszy plan. – Wojna nie znika tylko dlatego, iż przez chwilę jej nie widzimy – podkreśla.
W najbliższych dniach wraca do Polski, gdzie zamierza kontynuować działania pomocowe i zbierać wsparcie dla osób dotkniętych wojną. Jak mówi, to, czego był świadkiem, tylko utwierdziło go w przekonaniu, iż pomoc jest przez cały czas potrzebna.
Stowarzyszenie „Dajemy Radę” prowadzi w tej chwili zbiórkę na rzecz wsparcia osób dotkniętych wojną w Ukrainie. Środki przeznaczone są m.in. na pomoc humanitarną oraz bieżące działania na miejscu. Zbiórkę można wesprzeć na portalu siepomaga.pl.












