
Przyszłość Ameryki: Kraj prosperujący i pokojowy czy zbankrutowane, brutalne imperium?
- Brian Berletic za pośrednictwem NEO New Eastern Outlook 18 maja 2026 r.
Autorstwa Briana Berletica, uncutnews-ch/amerikas-zukunft-eine-wohlhabende-friedliche-nation-oder-ein-bankrottes-gewalttaetiges-imperium
Stany Zjednoczone stoją na rozdrożu i mają dwie możliwości. Albo uda im się przekształcić z globalnego mocarstwa hegemonicznego w zamożny, pokojowy kraj, który współpracuje ze wszystkimi innymi narodami na równych prawach, albo w jeszcze większym stopniu polegać na kontynuowaniu bankrutującego, brutalnego imperium, które przez cały czas dąży do przejęcia kontroli nad wszystkimi innymi narodami.
Aby odpowiedzieć na pytanie, jaką drogę wybiorą Stany Zjednoczone, należy najpierw zrozumieć cechy strukturalne, na których opiera się hegemonia USA.
System oparty na dominacji
Obecny system amerykański opiera się na globalnej dominacji.
Dzięki dolarowi amerykańskiemu, będącemu globalną walutą rezerwową, Stany Zjednoczone zaciągnęły długi wynoszące biliony dolarów, zachowując przy tym ogromną władzę i bogactwo nie tylko w swoich granicach, ale także daleko poza nimi.
W rezultacie powstała hegemonia, która pozwala Stanom Zjednoczonym ustalać „globalne normy” dotyczące handlu międzynarodowego, praw człowieka oraz rozwoju i kontroli kluczowych technologii – szczególnie poprzez ogromną hipokryzję i wybiórcze egzekwowanie prawa.
„Stany Zjednoczone mają szansę stać się stabilnym, zamożnym i potężnym członkiem świata wielobiegunowego, ale najpierw muszą przezwyciężyć zależność od globalnej hegemonii”.
Umożliwiło to również Stanom Zjednoczonym stworzenie sieci tzw. „gwarancji bezpieczeństwa”, w ramach których siły amerykańskie okupują kraje na całym świecie – od Europy i Bliskiego Wschodu po Azję Południowo-Wschodnią i Wschodnią. Choć deklarowanym celem jest zapewnienie bezpieczeństwa tym „sojusznikom ”, w praktyce służy to jedynie jako przykrywka dla tego, co Stany Zjednoczone nazywają „projekcją siły” – zdolnością USA do przeprowadzenia agresji militarnej praktycznie w dowolnym miejscu na świecie w krótkim czasie.
Taka „projekcja siły” USA często odbywa się kosztem bezpieczeństwa krajów, w których stacjonują wojska amerykańskie.
Groźba lub użycie agresji militarnej przez Stany Zjednoczone na całym świecie jest niezbędne, aby utrzymać dolara amerykańskiego jako globalną walutę rezerwową, a tym samym zapewnić ogólną hegemonię Ameryki.
Agresja militarna USA ma na celu osłabienie lub wyeliminowanie potencjalnych rywali, a także alternatywnych systemów finansowych i monetarnych, które ci rywale nieuchronnie starają się wprowadzić, aby uwolnić się od podporządkowania Wall Street i Waszyngtonowi.
Jest to polityka USA stosowana od dziesięcioleci – od zakończenia zimnej wojny do dnia dzisiejszego.
Rosnąca siła alternatywnych systemów w tym, co wielu nazywa „powstającym wielobiegunowym porządkiem świata”, zmusiła Stany Zjednoczone nie tylko do prowadzenia bezprecedensowych wojen agresywnych na całym świecie – w tym wojen i wojen zastępczych przeciwko Wenezueli, Rosji, Jemenowi, Libanowi i Iranowi – ale także do ponoszenia bezprecedensowych wydatków wojskowych. Obecny budżet wojskowy USA wynosi około 1,5 biliona dolarów i stale rośnie.
Choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać nie do utrzymania i nieracjonalne, istnieje kilka powodów, dla których USA odmawiają obrania bardziej racjonalnego kursu politycznego.
Amerykańska baza wojskowo-przemysłowa składa się z niezwykle bogatych i wpływowych korporacji. Dominacja USA, wynikająca z globalnej agresji militarnej, którą umożliwiają, przyczynia się do tworzenia i rozszerzania monopoli w innych amerykańskich branżach, w tym w przemyśle naftowym, rolnictwie, motoryzacji, farmaceutyce, technologii i wielu innych.
Te branże razem tworzą fundament potęgi gospodarczej, militarnej, politycznej i informacyjnej Stanów Zjednoczonych. Kierunek rozwoju każdej firmy jest determinowany przez priorytety akcjonariuszy, co oznacza, iż każda z tych firm jest prawnie zobowiązana do ciągłego zwiększania zysków dla swoich akcjonariuszy.
Ponieważ nieograniczony wzrost w skończonym świecie o skończonej populacji i ograniczonych zasobach jest zarówno nieracjonalny, jak i niezrównoważony, stwarza to strukturalne konieczności ciągłego poszerzania rynków i wzrostu za wszelką cenę – w tym poprzez wojnę, wyzysk, lichwiarskie pożyczki i wiele innych szkodliwych praktyk.
Podczas gdy ten system gospodarczy napędza dążenie USA do globalnej hegemonii, ideologia służy jako wzmocnienie strukturalne – w tym koncepcja „amerykańskiej wyjątkowości”, która zakłada, iż USA nie tylko z natury są lepsze od wszystkich innych narodów, ale mają również moralny, a choćby „boski” obowiązek przejęcia globalnej hegemonii.
Nie tylko nieograniczony wzrost w ramach skończonego systemu jest nieracjonalny i niemożliwy do utrzymania, ale istnieją również inne zewnętrzne powody, dla których dążenie USA do hegemonii jest niebezpiecznie nierealne.
Wzrost Chin wynika z kilku kluczowych realiów, których USA nie mogą łatwo zmienić. Należą do nich m.in. fakt, iż Chiny mają populację czterokrotnie większą od USA, a co za tym idzie, znacznie większą populację w wieku produkcyjnym, znacznie większą bazę przemysłową, lepszą infrastrukturę, bardziej rozbudowane łańcuchy dostaw oraz lepszy system edukacji, który kształci miliony absolwentów w dziedzinie nauk ścisłych, technologii, inżynierii i matematyki (STEM), a także rosnącą potęgę militarną — zarówno konwencjonalną, jak i nuklearną — przez co coraz mniej prawdopodobne jest, aby agresja militarna USA mogła skutecznie zmusić lub powstrzymać Chiny.
„A co jeśli…”
Co by było, gdyby USA postanowiły porzucić to irracjonalne i niemożliwe do utrzymania dążenie do globalnej hegemonii?
Analitycy uważają, iż Stany Zjednoczone mogłyby osiągnąć ten cel poprzez wycofanie się na półkulę zachodnią, przywrócenie potencjału przemysłowego, przegląd i obcięcie amerykańskiego budżetu „obronnego” , przejście od globalnej „projekcji siły” do inwestowania w infrastrukturę krajową oraz oparcie siły dolara amerykańskiego na produktywności, a nie na globalnej agresji militarnej.
Departament Stanu USA musi uznać rzeczywistość świata wielobiegunowego i znaleźć w nim racjonalne, odpowiednie miejsce – porzucając „porządek oparty na zasadach”, w którym tylko USA ustalają „zasady” i wydają „rozkazy”, a zamiast tego prowadząc politykę nieingerencji zarówno w obrębie samej półkuli zachodniej, jak i na całym świecie.
Co więcej, Stany Zjednoczone muszą w końcu zacząć przestrzegać obowiązującego prawa międzynarodowego, co położyłoby kres erze jednostronnych sankcji i interwencji wojskowych na całym świecie.
W USA konieczne jest odejście od praktyk gospodarczych zorientowanych na rentę na rzecz rzeczywistej, fizycznej produkcji przemysłowej i zainwestowanie w powszechną opiekę zdrowotną oraz niedrogą, wysokiej jakości edukację, aby odbudować potencjał siły roboczej niezbędny do realizacji tych wszystkich celów.
Wielu analityków zakładało przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r., iż retoryka kampanii Trumpa jest zgodna z pragnieniem transformacji z globalnego hegemona w regionalne mocarstwo na półkuli zachodniej, reinwestowania w amerykański przemysł i infrastrukturę oraz iż „wielka umowa” z Rosją lub Chinami, a choćby z oboma państwami jest nieuchronna.
Jednak już przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r., a teraz, co jest już jasne po wyborach, USA zobowiązały się do dalszego rozszerzania swojej dominacji.
Pragnienie „reindustrializacji” w USA nie było motywowane fundamentalnymi zmianami gospodarczymi, ale geopolityczną koniecznością produkowania broni i amunicji niezbędnych do walki z coraz potężniejszymi państwami, takimi jak Chiny i Rosja, ale także Iranem i wieloma innymi państwami, które coraz częściej zwracają się w stronę wielobiegunowego światopoglądu.
Nawet na kartach Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA 2025 – którą wielu analityków powoływało się na dowód chęci wycofania się Ameryki na półkulę zachodnią i poszukiwania „wielkiego kompromisu” z państwami takimi jak Rosja i Chiny – USA przedstawiły swoje stałe ambicje, aby zapobiec powstaniu rywalizujących potęg gdziekolwiek na Ziemi.
W pewnym momencie w NSS 2025 stwierdzono:
„…Stany Zjednoczone utworzą sieć podziału obciążeń, w której nasz rząd będzie pełnił rolę koordynatora i mediatora. Takie podejście gwarantuje podział obciążeń i szersze poparcie dla wszelkich tego typu działań. Model ten będzie ukierunkowany na strategiczne partnerstwa, które wykorzystują narzędzia ekonomiczne do koordynowania bodźców, dzielenia się obciążeniami z sojusznikami o podobnych poglądach i naciskania na reformy zapewniające długoterminową stabilność. Ta strategiczna jasność pozwoli Stanom Zjednoczonym skutecznie przeciwdziałać wrogim i wywrotowym wpływom, unikając jednocześnie nadmiernego obciążenia i rozproszenia uwagi, które podważały wcześniejsze wysiłki”.
Innymi słowy, USA po prostu przyznają, iż koszty ich globalnej dominacji rosną i przerzucają je na swoich przedstawicieli – od Europy po region Azji i Pacyfiku – w ten sposób przez cały czas przeciwdziałając potencjalnemu wzrostowi alternatywnych ośrodków władzy kosztem państw w tych regionach, które już objęły kontrolą polityczną.
Przykładami tego są nie tylko Ukraina, ale coraz częściej także reszta Europy względem Rosji, państwa arabskie nad Zatoką Perską i Izrael na Bliskim Wschodzie względem Iranu, a także Japonia, Korea Południowa, Filipiny i wyspiarska prowincja Tajwan w regionie Azji i Pacyfiku.
Zamiast wycofać się na półkulę zachodnią i dążyć do zawarcia „wielkiej umowy” z Rosją lub Chinami – i zamiast budować funkcjonującą gospodarkę pokojową – USA po prostu podwoiły krajową produkcję przemysłu zbrojeniowego i przekazały ją państwom zastępczym USA ( „friend-shoring” ), przyjmując mentalność „wszystko albo nic”, która jest wyraźnie nastawiona na destabilizację światowej gospodarki zarówno dla podmiotów zastępczych, jak i rywali.
Zamiast więc położyć kres wojnom, jak przewidywali niektórzy analitycy, Stany Zjednoczone zaostrzyły każdą wojnę, w którą były zaangażowane lub którą wspierały przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r., i rozpoczęły kilka nowych wojen, w tym niezwykle niebezpieczną i destabilizującą amerykańską wojnę agresywną przeciwko Iranowi na Bliskim Wschodzie.
Potencjalne koszty myślenia „wszystko albo nic”
W oczach amerykańskich decydentów i grup interesu, które kierują ich decyzjami, kontrolowanie ruiny jest lepszym rozwiązaniem niż nieuchronny upadek obecnego systemu amerykańskiego, który jest niepewnie zależny od statusu dolara amerykańskiego jako światowej waluty rezerwowej i od natury gospodarki nastawionej na rentę – w przeciwieństwie do szybkiego wzrostu alternatywnych systemów gospodarczych opartych na doraźności i produkcji.
Z tego powodu Stany Zjednoczone gwałtownie zmierzają w kierunku nadmiernej ekspansji za granicą i przyspieszonego upadku na rynku krajowym.
Hipotetyczne dążenie Stanów Zjednoczonych do konstruktywnej roli wśród narodów, a nie dominacji nad nimi, jest celem narodu dążącego do stabilizacji. Obecna strategia USA opiera się na pragnieniu hegemonii. Historycznie rzecz biorąc, gdy mocarstwo przedkłada hegemonię nad stabilność, przejście do nowego porządku międzynarodowego zwykle następuje w wyniku poważnego kryzysu – takiego jak wojna światowa – a nie poprzez „wielki kompromis”.
Jeśli weźmiemy pod uwagę wojnę zastępczą USA na Ukrainie, która eskaluje, ponieważ Stany Zjednoczone rozszerzają ataki dronów na rosyjskie obiekty produkcji, magazynowania i eksportu energii; ukierunkowane ataki USA na tankowce transportujące rosyjską energię; amerykańską wojnę agresji przeciwko Iranowi i późniejszą blokadę Cieśniny Ormuz; a także trwającą rozbudowę sił militarnych USA w regionie Azji i Pacyfiku u wybrzeży Chin, a choćby w granicach uznanych przez społeczność międzynarodową (Tajwan) – widzimy dokładnie, jak kształtuje się ten poważny kryzys.
Przepaść między racjonalnym, zrównoważonym i konstruktywnym planem pokojowym a rzeczywistą dynamiką polityki USA pogłębia się wskutek strukturalnego okopywania się. Gdy naród opiera całą swoją gospodarkę, walutę i tożsamość na byciu potęgą hegemoniczną, koszt przejścia na bardziej zrównoważoną i racjonalną ścieżkę staje się egzystencjalnym zagrożeniem zarówno dla ludzi, jak i interesów władzy.
Każdy, kto regularnie śledzi przesłuchania w Senacie i Izbie Reprezentantów USA, może zobaczyć na własne oczy, jak poczucie egzystencjalnego zagrożenia i strach przed utratą całkowitej dominacji nad planetą nie tylko determinują myśli i decyzje senatorów, przedstawicieli USA i samego Białego Domu, ale także interesy korporacyjne i finansowe: przemysłu zbrojeniowego, dużych firm naftowych, przemysłu rolnego, gigantów technologicznych, przemysłu farmaceutycznego i wielu innych, którzy wynieśli ich do władzy i za pośrednictwem których działają na rzecz rozwoju amerykańskiej polityki zagranicznej i krajowej w ich imieniu.
Obawy polityków wynikają z licznych strukturalnych wzmocnień, które służą regulowaniu amerykańskiej klasy politycznej, a w pewnym stopniu także znacznej części amerykańskiego społeczeństwa – takich jak amerykańska wyjątkowość, rasizm, ksenofobia i ideologia wyższości.
W interesie świata korporacji i finansów obawy te wynikają z bolesnego przejścia od pogoni za rentą do faktycznej produkcji – mniejszych, ale bardziej zrównoważonych marż, które są tego wynikiem – oraz z faktu, iż niezależnie od sukcesu tego przejścia, Chiny nieuchronnie wyjdą z niego silniejsze i bardziej wpływowe niż USA ze względu na swoje podstawowe atuty – większą populację, większą bazę przemysłową oraz szerszy i lepszy system edukacji.
Z tego powodu – gdyby taka transformacja nastąpiła – amerykańskie interesy korporacyjne i finansowe nigdy więcej nie będą miały możliwości użycia siły – czy to militarnej, ekonomicznej czy politycznej – aby pozbawić innych tego, czego chcą, gdziekolwiek chcą i za jakąkolwiek cenę.
Jeśli jednak to jest siłą napędową obecnego systemu amerykańskiego – a odejście od niego stanowi „zagrożenie egzystencjalne” – to system ten w ogóle nie powinien istnieć.
Jest to system, który naród amerykański – i reszta wielobiegunowego świata – powinien wspólnie odkryć, odrzucić i zastąpić poprzez ukierunkowane działania gospodarcze, pod pretekstem suwerenności narodowej i w ramach obowiązującego prawa międzynarodowego.
Stany Zjednoczone mają szansę stać się stabilnym, zamożnym i potężnym członkiem wielobiegunowego świata, ale najpierw muszą przezwyciężyć uzależnienie od globalnej hegemonii. Aby przezwyciężyć uzależnienie, trzeba najpierw uznać, iż ono istnieje. Tylko czas pokaże, czy Stany Zjednoczone same to dostrzegą, czy też wielobiegunowy świat stworzy globalne warunki, które uniemożliwią im dalszą kontrolę nad światem , pozostawiając im tylko jedną opcję – przejście do bardziej zrównoważonej i konstruktywnej roli w świecie.


![Amerykańskie wojska w Polsce [MAPA]](https://cdn.defence24.pl/2026/05/15/1200xpx/4FubcMjN6Y9A7huobF6FwYIIluFivfICJ1OkmBnN.feq2.jpg)










