– To myśmy widzieli tę rakietę jeszcze nad terytorium Ukrainy? – pyta mnie zdziwiona Czytelniczka. No tak. Polskie i natowskie radary stacjonarne posiadają maksymalny zasięg instrumentalny wynoszący około 470–500 km. Ze względu na położenie przygranicznych baz (np. potężnego radaru RAT-31DL w Łabuniach koło Zamościa), teoretyczna granica „widzenia” sięga w głąb Ukrainy, aż po linię rzeki Dniepr.
Ale – wbrew popularnym teoriom – nasza planeta nie jest płaska i fizyka – a dokładniej mówiąc horyzont radiolokacyjny wynikający z krzywizny Ziemi – trochę miesza wojskowym szyki. Sprawia, iż faktyczny zasięg zależy bezpośrednio od wysokości, na której porusza się obiekt. I tak:
Cele wysokolecące (przemieszczające się na wysokości 10 tys. metrów i wyżej, czyli bombowce strategiczne i rakiety balistyczne w fazie środkowej lotu) – polskie stacje radarowe i systemy zintegrowane w ramach NATO NATINAMDS widzą je bez problemu na odległość do 500 km.
Cele średnio- i niskolecące (myśliwce na misjach, pociski manewrujące) – tu zasięg kurczy się do 150–250 km od granicy Polski. Zwłaszcza pociski manewrujące lecące na wysokości kilkuset metrów „chowają się” za horyzontem znacznie szybciej. Radary zlokalizowane w Polsce dostrzegają je dopiero wtedy, gdy znajdą się nad zachodnią Ukrainą (Lwowszczyzną czy Wołyniem).
Cele bardzo niskolecące i małe (drony kamikaze typu Szahed, drony rozpoznawcze) – te są najpóźniej wykrywalne. Latają bowiem na wysokości poniżej 100 metrów. Lądowy radar nie jest w stanie fizycznie ich dostrzec głęboko na terytorium Ukrainy. Wykrywane są najczęściej dopiero w bezpośredniej bliskości polskiej granicy państwowej, jakieś 30–50 km od anteny radarowej.
Oczywiście, Sojusz, w tym Polska, ma „wspomagacze”. Te najwyżej umieszczone – satelity – widzą nie tylko Ukrainę, ale i rosję – rejestrując na przykład start rosyjskich bombowców strategicznych.
Klasyczne radarowe rozpoznanie można też prowadzić dzięki samolotów AWACS (np. Boeing E-3 Sentry). Krążąc w przestrzeni powietrznej Polski lub Rumunii, dzięki umieszczeniu radaru na wysokości ok. 10 km, istotnie ograniczają problem horyzontu i „widzą” cele niskolecące z odległości ponad 400 km. Daje to niezły wgląd w sytuację nad środkową, a częściowo choćby wschodnią Ukrainą.
Innymi słowy, sytuacja w ukraińskiej (i rosyjskiej!) przestrzeni powietrznej jest dla nas względnie transparentna. Co daje nam trochę czasu w reakcję. Problemem zatem nie wydają się być możliwości wykrycia celu, ale obowiązujące procedury jego zwalczania. W czasie pokoju sama informacja radarowa zwykle nie wystarcza do podjęcia decyzji o użyciu uzbrojenia. W praktyce oznacza to konieczność dodatkowej identyfikacji obiektu – często z udziałem poderwanej pary dyżurnej myśliwców.
Zastanawiam się, czy nie czas zdjąć ten kaganiec…
—–
A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.
Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.
Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:
Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.






