Rezerwa na nowo

polska-zbrojna.pl 4 godzin temu

Czeka nas gruntowna reforma systemu budowania rezerw. Co się zmieni? Formy służby, organizacja szkolenia i zasady wynagrodzeń, benefity dla żołnierzy. A przede wszystkim podejście do tego, czym jest rezerwa w nowoczesnych siłach zbrojnych. Dowódcy zapowiadają: żołnierze zawodowi, obrony terytorialnej i rezerwiści będą stanowili trzy składowe jednego, zintegrowanego systemu.

Armia jest tak silna jak jej rezerwy. Zdanie to nabiera szczególnego znaczenia obecnie, kiedy we wschodniej Europie trwa wojna, która wymaga zaangażowania nie tylko zawodowych żołnierzy, ale także ochotników i poborowych. Tymczasem sytuacja w Polsce daleka jest od ideału. – Zmienia się społeczeństwo i zmienia się otoczenie, natomiast system rezerw wciąż pozostaje częściowo na etapie obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej, która nie funkcjonuje już od 16 lat – mówi płk Paweł Wronka ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

System jest anachroniczny, a sami rezerwiści w znacznej części nie czują się związani z armią. Przynależność do rezerwy postrzegają raczej jako przykry obowiązek, udział w ćwiczeniach zaś jako kilka wnoszącą wyrwę w codziennym życiu. Same siły zbrojne też nie zawsze mają pomysł na to, jak wykorzystać potencjał rezerwistów. Wyzwaniem, z którym musi zmierzyć się wojsko, jest również demografia. – Przez lata było tak, iż co roku do rezerwy trafiało około 100 tys. wyszkolonych ludzi, bo mniej więcej tylu mężczyzn powoływano do zasadniczej służby wojskowej. Dzięki temu mogliśmy pozwolić sobie na to, żeby starsze roczniki stopniowo z niej odchodziły, bo były naturalnie zastępowane przez nowych, naprawdę młodych ludzi. Mowa tu o dwudziestolatkach, którzy mieli pewne przeszkolenie i obycie z armią – opowiada płk Wronka. Teraz nie tylko brak poboru, ale też niż demograficzny sprawiają, iż młodych, którzy mogliby zasilić rezerwę, jest mniej. To wszystko oznacza jedno: czas na zmiany. I choć płk Wronka zapewnia, iż chodzi o ewolucję, a nie rewolucję, system zostanie gruntownie przebudowany.

REKLAMA

Ramię w ramię

W siłach zbrojnych funkcjonują w tej chwili dwa rodzaje rezerwy: pasywna i aktywna. W skład tej pierwszej wchodzą wszyscy, którzy mają uregulowany stosunek do służby wojskowej – byli kiedyś poborowymi, zawodowymi żołnierzami albo po prostu podczas kwalifikacji otrzymali kategorię A. Muszą oni jednak w przypadku szeregowych mieć mniej niż 60, a w przypadku podoficerów i oficerów – mniej niż 63 lata. W rezerwie pasywnej są też kobiety, które ze względu na wykonywany zawód mają obowiązek stawić się na kwalifikacji. Wezwania dostają pielęgniarki, lekarki, psycholożki czy tłumaczki. Przynależność do rezerwy pasywnej wiąże się z kilkoma obowiązkami. Najpoważniejszy to stawienie się do służby po ogłoszeniu mobilizacji i wojny. W czasie pokoju rezerwiści mogą być powołani do wspierania wojska w zwalczaniu klęsk żywiołowych czy akcjach poszukiwawczych. Biorą też udział w ćwiczeniach – łącznie do 90 dni w roku.

W myśl zapowiedzi resortu obrony do końca 2026 roku powołania na takie ćwiczenia może otrzymać choćby 200 tys. rezerwistów. W marcu ćwiczyli oni w 17 Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej. Trafili m.in. do batalionu logistycznego. Zawodowi kierowcy po staremu zasiadali tam za kółkiem, tyle iż zamiast samochodów dostawczych prowadzili wojskowe ciężarówki. Mechanicy podobnie jak w cywilu szukali usterek w silnikach, choć tym razem skupiali się nie na osobówkach, ale na transporterach opancerzonych. – Do mojego pododdziału trafiło około 25 mężczyzn w wieku 40+. Wszyscy przed laty zaliczyli zasadniczą służbę wojskową, więc nie zaczynaliśmy od zera – przyznaje por. Łukasz Makaryk z 17 BZ. Rezerwiści byli świadomi tego, iż w wojsku obowiązują hierarchia i regulamin, porządek dnia jest zaś ściśle regulowany. Jednocześnie mieli możliwość uzupełnienia i rozwinięcia posiadanych umiejętności. – Podczas tego rodzaju ćwiczeń zawsze planujemy zajęcia ogniowe, tak by rezerwiści odświeżyli sobie zasady korzystania z broni i w miarę możliwości poznali nowe jej rodzaje. Chcemy też w maksymalnym stopniu wykorzystać ich kompetencje zawodowe – tłumaczy oficer. Powołani na kilkanaście dni stają się częścią złożonego organizmu. – Kiedy przychodzą na szkolenia, zajmują w strukturze batalionu określone etaty przewidziane na czas wojny. Działają ramię w ramię z zawodowymi żołnierzami – podkreśla por. Makaryk, chwaląc swoich podwładnych za zaangażowanie.

Patrząc jednak na problem z szerszej perspektywy, trudno o optymizm, bo nie zawsze ćwiczenia wyglądają tak jak w tym wypadku. – Rezerwiści dostają powołanie na ćwiczenia, przychodzą do jednostki i co się dzieje? Nie ma dla nich wyposażenia, brakuje kamizelek, hełmów. Nie może być tak, iż obok żołnierza zawodowego stoi rezerwista wyglądający jak z innej epoki – mówi płk Wronka.

Lepiej przedstawia się sytuacja, jeżeli chodzi o rezerwę aktywną. Ta propozycja adresowana jest do chętnych, chcących pełnić służbę w jednostkach wojskowych – zarówno w kraju, jak i polskich kontyngentach wojskowych. Akces do niej mogą zgłaszać ochotnicy, którzy złożyli przysięgę wojskową i nie pełnią w tej chwili innego rodzaju służby wojskowej. – choćby w obecnej formie spełnia ona wszelkie wymogi nowoczesnej rezerwy. Nie tylko bowiem zakłada przypisanie żołnierza do konkretnej jednostki, ale zapewnia mu regularny z nią kontakt, ćwiczenia, doskonalenie umiejętności. To dobry sposób na wykorzystanie doświadczenia specjalistów, którzy odeszli już do cywila – uważa ppłk dypl. rez. dr Grzegorz Lewandowski z Akademii Sztuki Wojennej.

Na taką właśnie drogę zdecydował się ppor. rez. Adrian Kapłaniak z 12 Brygady Zmechanizowanej. W armii przesłużył blisko dwie dekady, a po przejściu na emeryturę postanowił zostać w jednostce. – W ciągu 20 lat przeszedłem drogę od szeregowego do oficera, zaliczyłem dwie misje w Afganistanie. Uznałem, iż moje doświadczenie może się jeszcze armii przydać – tłumaczy. Dziś służy na stanowisku młodszego oficera ds. wychowawczych. W jednostce pojawia się pięć razy w tygodniu. Dokładnie tak samo jak kmdr por. rez. Krzysztof Kudelski z 3 Flotylli Okrętów. Zanim w 2021 roku zdecydował się zdjąć mundur, służył w załodze okrętu rozpoznawczego, potem w Centrum Operacji Morskich – Dowództwie Komponentu Morskiego, wreszcie w obecnej Agencji Uzbrojenia. Potem postanowił pójść inną drogą. Pracował w firmie chroniącej statki. Ostatecznie jednak zdecydował się na powrót do marynarki wojennej. Dlaczego? – Złożyło się na to kilka czynników. Generalnie jednak perspektywy, które otworzyła przede mną marynarka, były ciekawsze niż propozycje z rynku cywilnego – przyznaje. W wojsku, tym razem jako rezerwista, ponownie zameldował się wiosną 2025 roku. Dziś służy w wydziale oficerów flagowych, który zajmuje się m.in. planowaniem strategicznym i operacyjnym. – Służę marynarce swoją wiedzą – argumentuje.

Ilu rezerwistów wspiera armię na podobnych zasadach, dokładnie nie wiadomo. Tego rodzaju informacje pozostają zastrzeżone. Na pewno jednak nie wszyscy z nich muszą służyć w jednostkach w tak szerokim wymiarze jak wspomniani oficerowie. W myśl obowiązujących przepisów żołnierze aktywnej rezerwy zobligowani są pełnić służbę przynajmniej raz na kwartał, przynajmniej przez dwa dni, a także raz na trzy lata – przez dwa tygodnie. Nie muszą przy tym rezygnować z innej wykonywanej przez siebie pracy zawodowej.

Ale to ciągle zbyt mało. Armia potrzebuje bowiem całej rzeszy dobrze przygotowanych rezerwistów, gotowych włączyć się w budowanie systemu obronności kraju. I tego właśnie dotyczyć ma reforma.

Dwie prędkości w jedną

Armia 500 tysięcy – to hasło szef MON-u Władysław Kosiniak-Kamysz często powtarza w swoich wystąpieniach, wskazując na docelową liczbę żołnierzy w polskich siłach zbrojnych. Użył go też, gdy w lutym podczas konferencji w Sztabie Generalnym WP zapowiedział, iż rok 2026 będzie rokiem rezerwy i rezerwistów. Bo to właśnie oni mają być jedną ze składowych półmilionowego wojska. – Minister nie powiedział: armia 300 plus 200. Teraz żołnierze zawodowi, obrony terytorialnej i rezerwiści będą stanowili trzy składowe jednego, zintegrowanego systemu. Kończymy z wojskiem dwóch prędkości – deklaruje płk Wronka.

W nowym ujęciu rezerwa zostanie oparta na trzech filarach. Obok aktywnej pojawią się dwa rodzaje rezerwy pasywnej: wysokiej i stałej gotowości. Mają one ściśle wiązać żołnierzy z konkretnymi jednostkami wojskowymi. Będą one przeznaczone tylko dla ochotników – zarówno mężczyzn, jak i kobiet.

Rezerwy wysokiej gotowości będą wspierały jednostki tzw. pierwszego tieru, a więc te, które w razie mobilizacji muszą być gotowe do działania w ciągu pięciu–siedmiu dni. Jednostki drugiego i trzeciego tieru ma zaś wspierać rezerwa stałej gotowości. – Na razie nie możemy mówić o szczegółach, bo one wciąż są jeszcze dopracowywane, ale rezerwa wysokiej gotowości będzie służbą bardziej wymagającą, z większą liczbą dni szkoleniowych. Związana z tym jest też wyższa gratyfikacja finansowa – wyjaśnia płk Wronka. Wynagrodzenie jest przewidziane zarówno za udział w ćwiczeniach, jak i samo pozostawanie w gotowości. Tego drugiego rezerwiści będą musieli dowieść podczas tzw. mobilization day, sprawdzających, czy rzeczywiście są w stanie w wyznaczonym czasie stawić się w określonym miejscu z wymaganym wyposażeniem.

Co ważne, rezerwiści dostaną możliwość rozwijania swoich kompetencji, jeżeli zgłoszą się na ochotnika na dodatkowe szkolenia. – Wciąż dopracowujemy program, ale mogę już zdradzić, iż zostaną zorganizowane szkolenia ogniowe, w tym strzelanie z pistoletu i karabinka, medycyny pola walki czy SERE, czyli elementów wojskowego bytowania i przetrwania – mówi płk Wronka. Nowy system ma bazować nie tylko na silniejszym związku rezerwistów z armią, ale też na większym stopniu dobrowolności. – Nie chcemy sytuacji, kiedy ktoś przychodzi na szkolenie tylko dlatego, iż obawia się konsekwencji prawnych w razie odmowy – dodaje.

Dla ochotników przewidziano benefity. Dostaną takie samo umundurowanie jak armia zawodowa i taki sam dostęp do nowoczesnego sprzętu. W niektórych jednostkach już to funkcjonuje, jednak celem jest, by standard ten obowiązywał w całej armii. Ale na tym nie koniec. – Chcemy, żeby rezerwista – podobnie jak żołnierz terytorialnej służby wojskowej – miał przy sobie podstawowe wyposażenie, w tym mundur, o który sam dba i w którym stawia się na szkoleniach. jeżeli ktoś naprawdę utożsamia się z wojskiem, to naturalne jest, iż mając mundur w domu, może go włożyć także przy okazji różnych świąt czy wydarzeń, kiedy czuje taką potrzebę. Zależy nam też na tym, żeby dowódcy pamiętali o swoich rezerwistach i zapraszali ich na uroczystości jednostki – to są ich żołnierze, niezależnie od tego, czy pełnią służbę zawodową, czy nie – mówi płk Wronka. Tak więc istotny będzie każdy detal. Bo to właśnie one budują poczucie wspólnoty. A w konsekwencji siłę armii.

Podchorążówki 2.0

Kluczową kwestią pozostaje jednak pierwszy krok. Bo zanim rezerwiści zaczną doskonalić swoje umiejętności, muszą opanować wojskowe abecadło. Władze wdrożyły wiele programów związanych ze szkoleniem wojskowym. W założeniu mają one otwierać młodym ludziom drogę do armii. A jeżeli ostatecznie się na to nie zdecydują – sprawić, iż jako rezerwiści będą przygotowani na wypadek ewentualnej wojny.

Sztandarową propozycją jest dobrowolna zasadnicza służba wojskowa. Projekt został opracowany z myślą o wszystkich osobach, które ukończyły 18. rok życia, cieszą się dobrym zdrowiem i nieposzlakowaną opinią. Chętni zgłaszają się do wojskowych centrów rekrutacji, a po pomyślnym przejściu kwalifikacji zostają skierowani na 28-dniowe szkolenie podstawowe. Po jego zakończeniu składają przysięgę i mogą zdecydować, czy chcą przejść do rezerwy, czy też przystąpić do 11-miesięcznego szkolenia specjalistycznego, a po nim ubiegać się o przyjęcie do służby zawodowej. – Rekrutacja i realizacja szkoleń w ramach dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej ruszyła wraz z wejściem w życie ustawy o obronie ojczyzny – tłumaczy kpt. Michał Gełej, rzecznik Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji. Stało się to w pierwszej połowie 2022 roku. Do końca 2025 roku podstawowe szkolenie ukończyło blisko 93 tys. ochotników. 44,5 tys. z nich zdecydowało się na szkolenie specjalistyczne. Pozostali wzmocnili rezerwę pasywną, a część zasiliła rezerwę aktywną bądź wstąpiła do wojsk obrony terytorialnej.

Szkolenie podstawowe ma za sobą choćby Vanessa Merta, która na Uniwersytecie Szczecińskim studiuje bezpieczeństwo wewnętrzne. – Co mnie do tego skłoniło? Prawdę mówiąc, pomysł chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Po pierwsze, mam w rodzinie trochę wojskowych, po drugie, niestety, doczekaliśmy trudnych czasów. A ja mam poczucie, iż to, co robię, w jakimś stopniu przełoży się na bezpieczeństwo moich najbliższych – przekonuje.

Wkrótce przed takimi osobami jak ona otworzą się kolejne możliwości. W drugiej połowie roku uruchomiona zostanie tzw. ścieżka rezerw w ramach rządowego programu dobrowolnych szkoleń pod hasłem „wGotowości”. Tu punktem wyjścia również stanie się 28-dniowe szkolenie podstawowe. Jego uczestnicy nauczą się strzelać, przyswoją elementy taktyki i wojskowe regulaminy. Po zakończeniu cyklu trafią do rezerwy, ale będą mieli możliwość doskonalenia umiejętności podczas regularnie organizowanych ćwiczeń.

A i na tym nie koniec. Z myślą o odpowiednim przygotowaniu rezerw państwo planuje bowiem przywrócić szkoły podchorążych rezerwy znane z dwudziestolecia międzywojennego. Będą one funkcjonowały przy cywilnych uczelniach i pozwolą studentom na łączne zdobywanie wykształcenia kierunkowego i umiejętności oficera. Przyszli podchorążowie rezerwy mają otrzymywać stypendium w wysokości 1000 zł miesięcznie. – Liczymy na to, iż dla uczelni będzie to dodatkowy atut oferowany kandydatom, więc wyrażą zainteresowanie przystąpieniem do programu – mówi płk Wronka i dodaje, iż wojsko otwarte jest na współpracę nie tylko z uczelniami technicznymi. Politechniki to oczywiście intuicyjny wybór, ale wojsko potrzebuje ludzi różnych specjalności, które można zdobyć na innych uczelniach: psychologów, medyków, filologów.

Kandydaci na oficerów rezerwy będą musieli poświęcić miesiąc wakacji przed rozpoczęciem studiów na odbycie 28-dniowego szkolenia podstawowego. W roku akademickim planowany jest przede wszystkim jednodniowy cykl wykładów, raz w miesiącu. W wakacje podchorążowie będą wracali do jednostek na 28 dni, aby zdobyć umiejętności praktyczne. – Po trzecim roku studiów 28-dniowe szkolenie ma kończyć się egzaminem oficerskim. Warunkiem do otrzymania promocji na stopień oficerski będzie zaś uzyskanie dyplomu ukończenia studiów wyższych – wyjaśnia płk Wronka.

I rzecz kluczowa: rezerwiści bez względu na to, jaką drogę szkolenia wybrali, w każdej chwili będą mogli ubiegać się o akces do zawodowej służby. Dla osób takich jak Vanessa Merta to szczególnie ważne. – W moim przypadku szkolenie podstawowe to dopiero początek. Zawsze marzyłam o wojsku i zamierzam do starych planów wrócić – przyznaje.

Lekarz w korpusie

Tymczasem w nowo tworzonym systemie ważne miejsce zajmą też dwa inne projekty od pewnego czasu rozwijane przez wojsko: Cyber Legion oraz Legion Medyczny. To odpowiedź na jedno z największych wyzwań, przed którym stoją współczesne siły zbrojne: w jaki sposób przyciągnąć dobrze opłacanych specjalistów z rynku cywilnego i wykorzystać ich umiejętności. Cyber Legion i Legion Medyczny to szczególne inicjatywy, które pozwalają specjalistom łączyć życie zawodowe w cywilu z zaangażowaniem we wspieranie armii. W przypadku Legionu Medycznego już po pięciodniowym szkoleniu podstawowym można zostać przeniesionym do rezerwy pasywnej lub złożyć wniosek o przeniesienie do rezerwy aktywnej. Wiąże się to z takimi samymi obowiązkami, jakie mają wszyscy rezerwiści, daje też możliwości rozwoju, m.in. przez udział w specjalistycznych szkoleniach, takich jak TCCC (ratownictwo taktyczne) czy medycyna pola walki. Dla osób z wyższym wykształceniem medycznym otwarta jest też droga do korpusu oficerów rezerwy.

Takie możliwości rozwoju daje też Cyber Legion, przeznaczony dla osób specjalizujących się w szeroko pojętym IT i cyberbezpieczeństwie. jeżeli zdecydują się na wejście na ścieżkę Cyber-Backup, dostają przydział mobilizacyjny do Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. – Osoby, które są zainteresowane służbą w ramach Cyber Legionu, przychodzą do nas na krótkotrwałe ćwiczenia wojskowe, składają przysięgę i zostają w rezerwie pasywnej na etacie w kompanii uzupełnienia kadrowego wojsk obrony cyberprzestrzeni – wyjaśnia ppłk Przemysław Lipczyński, rzecznik prasowy Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni.

Jako rezerwiści będą powoływani na ćwiczenia, ale też do służby, jeżeli zajdzie taka potrzeba, na przykład dojdzie do cyberataku na infrastrukturę krytyczną. Cyber Legion daje też możliwość zmiany przydziału mobilizacyjnego. – Czasami mamy do czynienia ze specjalistami światowej klasy, a oni wciąż są przypisani na przykład jako strzelcy w jednostce zmechanizowanej. Nie możemy sobie pozwolić na marnowanie takiego potencjału – dodaje ppłk Lipczyński.

Obie inicjatywy pokazują, iż mamy do czynienia nie z powierzchownymi reformami, ale z fundamentalną zmianą w myśleniu o tym, kim są rezerwiści i jaką rolę mają odgrywać w systemie obronności państwa. – Biorąc pod uwagę obecną sytuację geopolityczną oraz pełnoskalową wojnę w Ukrainie, dalsza reforma rezerw osobowych jest niezbędna. Potrzebujemy rezerwy licznej i dobrze wyszkolonej, która nie tylko umożliwi sprawne rozwinięcie armii do stanu przewidzianego na czas W, ale też pozwoli stworzyć skuteczny system uzupełniania strat osobowych w czasie wojny – uważa ppłk dypl. rez. dr Lewandowski. Oczywiście trudno wyrokować, jak wielkie będą one w razie ewentualnej wojny. Sprawny i rozbudowany system rezerw może jednak sprawić, iż do wojny nigdy nie dojdzie, bo już sam fakt posiadania ich przez Polskę podziała na potencjalnego przeciwnika odstraszająco.

Anna Pawłowska
Idź do oryginalnego materiału