30 lipca w nocy mieszkańcy spokojnej Tarnawy-Kolonii usłyszeli potężny huk. W trakcie zmasowanego ataku rakietowego na zachodnią Ukrainę, w polską przestrzeń powietrzną wtargnął niezidentyfikowany obiekt. Na miejsce natychmiast skierowano m.in. polski myśliwiec F-16. Rakieta rozbiła się na terenach rolniczych, pozostawiając głęboki krater. Na szczęście z dala od zabudowań – nikt nie ucierpiał. Dziś wiemy już znacznie więcej o kulisach i charakterze tego
zdarzenia.Czytaj też: Jedziesz autem na grzyby? Uważaj, 14 września w lasach ruszają kontrole„Zmierzała dokładnie tam, gdzie miała uderzyć”W rozmowie z „Rzeczpospolitą” gen. Ireneusz Nowak ujawnił, jak z biegiem tygodni i po zebraniu szczegółowych danych zmieniła się ocena sytuacji przez polskie dowództwo.– To pytanie dostałem już tamtej nocy, ok. godz. 5 nad ranem od jednego z członków ścisłego kierownictwa resortu obrony narodowej. Wtedy moja odpowiedź brzmiała 50 na 50 proc. Dzisiaj mogę powiedzieć jednoznacznie, iż w 80 proc. jestem przekonany, iż było to działanie intencjonalne. Te brakujące 20 proc. wynika z oczekiwania na odpowiedź ze strony służb specjalnych – oświadczył dowódca operacyjny RSZ.Z ustaleń wojskowych wynika, iż pod Tarnawą-Kolonią spadła rakieta manewrująca Ch-101 pochodząca z najświeższej partii produkcyjnej. Pocisk wyposażony był w bojową głowicę oraz zaawansowany układ naprowadzania, niezwykle odporny na zakłócenia radioelektroniczne.– Z analizy trasy tego pocisku manewrującego nad Ukrainą wynika, iż raczej nie miał on żadnego celu alternatywnego na terytorium Ukrainy i zmierzał dokładnie tam, gdzie miał uderzyć. Ten pocisk miał bardzo małą powierzchnię odbicia, zaprogramowany został tak, aby zostać wykrytym bardzo późno, poruszał się lotem koszącym nad drzewami – precyzuje generał.Czytaj również: Gm. Krasnobród: Audi rozbite na drzewie. Śmigłowiec LPR zabrał 20-letniego kierowcę do szpitala [ZDJĘCIA] Testowanie granic i przygotowanie na najgorszeW ocenie Dowódcy Operacyjnego RSZ lipcowe wydarzenia na Lubelszczyźnie to świadoma próba sił i test polskich oraz sojuszniczych systemów obronnych. Rosja postawiła kolejny krok na tzw. drabinie eskalacyjnej, rzucając wyzwanie obronie powietrznej.– Zademonstrowano cel, który jest supertrudny do zwalczania dla systemu obrony powietrznej nie tylko polskiego, ale też tych najbardziej w tej chwili zaawansowanych, stworzonych przez Ukrainę, Izrael czy budowanego przez USA – zaznaczył gen.
Nowak.Zapytany o potencjalne konsekwencje i dalsze kroki ze strony Federacji Rosyjskiej, dowódca nakreślił niepokojącą perspektywę, wskazując, iż wojsko musi być gotowe na odparcie najgroźniejszych scenariuszy.– Jako żołnierz i dowódca operacyjny muszę brać pod uwagę najgorsze scenariusze, dlatego zakładam, iż kolejnym działaniem może być targetowanie elementu infrastruktury krytycznej lub kompleksu przemysłu zbrojeniowego – ostrzegł.Szybka reakcja służbMimo iż Rosjanie użyli trudno wykrywalnej rakiety poruszającej się tuż nad ziemią, generał podkreśla, iż reakcja polskich sił zbrojnych była natychmiastowa. Obiekt został wykryty, w powietrzu operowały myśliwce gotowe do jego zestrzelenia, a śmigłowiec wojskowy błyskawicznie zlokalizował miejsce upadku. Teren natychmiast zabezpieczyły pododdziały Wojsk Obrony Terytorialnej oraz służby ś
ledcze.Eksperci i wojskowi nie mają wątpliwości: incydent pod Tarnawą-Kolonią to wyrachowana prowokacja, która stawia Polskę i cały sojusz NATO w stanie najwyższej czujności.